
W ostatnich dniach cały kraj obeszła wiadomość o tragicznym wypadku w Łomiankach, w wyniku którego życie stracili 19-latka i 15-latek. Najnowsze informacje o sprawcy zdarzenia oraz poruszający obraz strażaków po przeprowadzonej akcji ratunkowej jeszcze bardziej obrazują skalę tego niewyobrażalnego dramatu.
Nowe informacje dotyczące tragicznego wypadku w Łomiankach, do których dotarł portal brd24.pl, odsłaniają kulisy skrajnej nieodpowiedzialności, jaka doprowadziła do śmierci młodych i niewinnych osób. Sprawcą okazuje się człowiek, który w ogóle nie powinien nawet znajdować się wtedy za kółkiem.
Śmierć nastolatków na trasie do Warszawy
Niedzielne popołudnie, 12 kwietnia, około godziny 18:00. Trójka młodych przyjaciół podróżujących Toyotą była już prawie na przedmieściach Warszawy, gdy ich los został przesądzony przez kierowcę rozpędzonego Audi. Jak wynika z relacji świadka, do którego dotarł serwis brd24.pl, sprawca poruszał się z ogromną prędkością, wykonując niebezpieczny slalom między innymi samochodami. W pewnym momencie uderzył w tył toyoty z taką siłą, że auto dachowało i zostało wyrzucone na przeciwległy pas ruchu, prosto pod jadące z naprzeciwka pojazdy.
W wyniku tego wypadku, na miejscu zginęła 19-letnia dziewczyna oraz 15-letni chłopak. Trzeci z pasażerów Toyoty, 20-letni kierowca, w stanie krytycznym trafił do szpitala, gdzie lekarze wciąż toczą nierówną walkę o jego życie. Choć na miejscu tragedii nie było kamer monitoringu, śledczym udało się ustalić przebieg zdarzeń dzięki ogromnej pomocy i mobilizacji innych kierowców, którzy masowo przesyłali nagrania ze swoich samochodowych rejestratorów.
Zobacz także
Pijany kierowca uciekł z miejsca wypadku
Sprawcą tej masakry okazał się 44-letni Patryk R., który w ogóle nie powinien znajdować się tego dnia za kółkiem. Mężczyzna posiadał dwa aktywne zakazy prowadzenia pojazdów – w tym pierwszy z nich za jazdę pod wpływem alkoholu. Według doniesień, feralnego dnia Patryk R. wraz ze swoim 33-letnim pasażerem Piotrem B. wypili litr wódki, który "dopili" jeszcze łącznie sześcioma piwami, zanim wsiedli do auta. Po doprowadzeniu do wypadku mężczyźni ponadto uciekli z miejsca zdarzenia, a później kierowca miał namawiać jeszcze swojego pasażera, by ten wziął winę na siebie. Gdy policja zatrzymała winnego mężczyznę około osiem godzin po tragedii, wciąż miał on w organizmie pół promila alkoholu.
Obecnie Patryk R. usłyszał trzy zarzuty. Pierwszym z nich jest doprowadzenie do śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu, a następnie ucieczka z miejsca zdarzenia i pozostawienie rannych bez żadnej pomocy. Do tego dopisano także złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów oraz posiadanie środków odurzających, które funkcjonariusze zabezpieczyli podczas przeszukania jego mieszkania. Za to wszystko może mu grozić do 20 lat pozbawienia wolności. Piotr B. będzie natomiast sądzony za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku, za co grozi do 3 lat więzienia.
Bezsilność strażaków i zdjęcie, które mówi więcej niż słowa
Obok policyjnych komunikatów i prokuratorskich zarzutów pojawił się obraz, który dla wielu stał się najsmutniejszym symbolem tej tragedii. Strażacy z OSP Łomianki opublikowali na swoim profilu społecznościowym zdjęcie wykonane tuż po powrocie z akcji. Widzimy na nim ratowników z opuszczonymi głowami – to obraz skrajnego wyczerpania i psychicznego obciążenia ludzi, którzy robili wszystko, co w ich mocy, by ratować młode życia.
W poruszającym wpisie strażacy przyznali, że skala nieszczęścia, jakie zastali na wiadukcie drogi krajowej nr 7, przerosła nawet najbardziej doświadczonych druhów. Bezpośrednio po powrocie do jednostki ratownicy potrzebowali długich rozmów, by spróbować poradzić sobie z towarzyszącymi im emocjami. Fotografia, pokazująca bezradność wobec skutków pijackiego rajdu, rozdziera serce bardziej niż jakiekolwiek słowa.
