
Wakacje all inclusive w Egipcie stale zyskują na popularności. Chcąc zapewnić sobie wyjazd bez zmartwień, podróżni wybierają hotele o wysokich standardach, najczęściej z czterema lub pięcioma gwiazdkami. To samo w Hurghadzie zrobili rodzice rocznej dziewczynki. Nie spodziewali się, że urlop zakończy się tragicznie.
Wakacje all inclusive mają być czasem odpoczynku, relaksu i wspólnego czasu w gronie najbliższych. Taki urlop w Egipcie, a dokładnie w Hurghadzie, w grudniu 2025 roku zarezerwowali rodzice rocznej Arielli Mann. Dziecko zmarło jednak kilka dni po powrocie z wyjazdu. Sprawę brytyjskie media nagłośniły dopiero teraz. To niestety kolejny przykład na to, że problemy w hotelach, nie tylko tych w Egipcie, nie skończyły się po 2018 roku.
Śmierć rocznego dziecka na all inclusive w Egipcie. Wszystko przez bakterię
Jak podaje "Independent", powołując się na kancelarię prawniczą Irwin Mitchell, która prowadzi tę sprawę, rodzina z Wielkiej Brytanii poleciała na wakacje do Egiptu w grudniu 2025 roku. Początkowo urlop przebiegał zgodnie z planem, ale w jego trakcie młodsze z dzieci Jade Oakes i Lee Manna nagle zrobiło się osowiałe i straciło energię, którą epatowało na co dzień. Pojawiły się także objawy takie jak gorączka, wymioty i biegunka. Niestety nie była to zwykła zemsta faraona.
– Ariella była tak szczęśliwym dzieckiem i szybko stało się oczywiste, że nie jest sobą, ale nic nie mogło nas przygotować na to, co się stało – opowiedziała dziennikarzom matka dziewczynki. Dziecko kilkukrotnie trafiło do kliniki w hotelu, ale kolejne wizyty niewiele pomagały.
Po powrocie do Wielkiej Brytanii 5 stycznia rodzina skontaktowała się z miejscowymi lekarzami. Już dwa dni później dziewczynkę przewieziono do szpitala dziecięcego, gdzie trafiła na oddział intensywnej terapii i została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. To właśnie tam udało się ustalić, że dziecko zaraziło się bakterią E. coli, która doprowadziła do bardzo poważnej choroby i wreszcie zgonu.
Zobacz także
Troje dzieci zarażonych po wakacjach all inclusive w tym samym hotelu w Egipcie
U rocznej Arielli lekarze potwierdzili zespół hemolityczno-mocznicowy (HUS). Leczenie polegało na dializowaniu, choroba wpłynęła także na mózg dziewczynki. Niestety, mimo walki lekarzy, dziecko zmarło 10 stycznia 2026 roku. Zaledwie pięć dni po powrocie z wakacji. – Czuliśmy się kompletnie bezradni, patrząc na cierpienie Arielli – opowiedziała jej mama.
Okazuje się, że przypadek Arielli nie jest odosobniony. Kancelaria prawna przekazała "Independent", że z ich ustaleń wynika, iż w obiekcie Jaz Makadi Aquaviva na tę samą chorobę zapadła jeszcze dwójka dzieci. Wszystkie przypadki potwierdzono w okresie od lipca 2024 roku do stycznia 2026.
Chloe Crook w momencie wyjazdu miała dwa lata. Podobnie jak Ariella źle poczuła się już podczas urlopu. Po powrocie do Wielkiej Brytanii samolotem przewieziono ją do szpitala w Londynie. Dziewczynka przez cztery dni była w stanie śpiączki farmakologicznej. W tym czasie rozwinęło się u niej zapalenie płuc, stwierdzono także dwa zakrzepy. Ostatecznie lekarzom udało się ją uratować.
Arthur Broughton zachorował podczas wakacji z rodzicami w sierpniu 2025 roku. Miał wtedy sześć lat. Po przejściu zespołu hemolityczno-mocznicowego (HUS) musiał od nowa uczyć się chodzić, bo choroba wpłynęła na jego mózg. Jego nerki do dziś nie działają w 100 proc. poprawnie.
Co na to wszystko hotel? Obiekt pozostaje w ofertach wielu biur podróży i cieszy się dobrą opinią. W Google ma prawie maksymalną ocenę. Dziennikarze "Independent" poprosili ich o komentarz dotyczący zachorowań, ale nie otrzymali odpowiedzi.
Niestety, ale choroby dzieci na wakacjach są klasyką. Większość z nich nie jest tak poważna, jak w tym przypadku, ale nie zmienia to faktu, że przed każdą podróżą warto przygotować całą domową apteczkę. Absolutna podstawa to środki z paracetamolem lub ibuprofenem. Dalej warto zapakować coś na problemy jelitowe i oczywiście plastry, bo o zadrapania, uderzenia i obtarcia podczas zabawy jest bardzo łatwo.
