
Podczas audycji w brytyjskim radiu Caroline doszło do niemałego incydentu, gdy z głośników nagle popłynęła informacja, że król Karol III nie żyje. Słuchacze na chwilę wstrzymali oddech. Stacja całą aferę tłumaczy "błędem".
Zdarzenie miało miejsce na antenie popularnej stacji radiowej Caroline z hrabstwa Essex. Zamiast tradycyjnej audycji muzycznej Brytyjczycy usłyszeli ponure oświadczenie o śmierci swojego 77-letniego monarchy oraz uroczysty hymn państwowy. Wpadka wywołała ogromne poruszenie, zmuszając władze rozgłośni do natychmiastowej reakcji.
Fałszywy komunikat o odejściu Karola III. Słuchacze zamarli przed radioodbiornikami
Stacja musiała gęsto tłumaczyć się z awarii i przepraszać zarówno swoich odbiorców, jak i samą rodzinę królewską. Przypomnijmy przy okazji, że w lutym 2024 roku u króla Karola III zdiagnozowano nowotwór – taki komunikat wydał wówczas Pałac Buckingham. Od tamtej pory media nieustannie spekulują na temat jego faktycznego stanu zdrowia.
Podczas regularnej audycji radiowej program został nagle przerwany, a spiker przekazał szokujący news o rzekomej śmierci króla Karola III. "Tu Radio Caroline. Zawiesiliśmy nasze standardowe programy do odwołania na znak oficjalnego szacunku po odejściu Jego Królewskiej Mości Króla Karola III. Tu Radio Caroline. Jego Królewska Mość Król Karol III odszedł. Na znak szacunku będziemy teraz emitować odpowiednią, nieprzerwaną muzykę do odwołania" – brzmiał komunikat na stacji.
Następnie na antenie radia Caroline miał wybrzmieć hymn państwowy "God Save the King", po czym stacja zamilkła na kilkanaście minut.
Zobacz także
To komputer miał uśmiercić króla. Dyrektor stacji gęsto tłumaczy się z rzekomej awarii
Sprawę szybko sprostował Peter Moore, menedżer stacji, publikując oficjalne oświadczenie w serwisie Facebook. Okazało się, że za całe zamieszanie odpowiada złośliwość rzeczy martwych i błąd sprzętu, który samoczynnie miał uruchomić protokół "Śmierć monarchy". "Z powodu błędu komputera w naszym głównym studiu przypadkowo aktywowano procedurę na wypadek śmierci monarchy, którą wszystkie brytyjskie stacje utrzymują w gotowości z nadzieją, że nigdy nie będzie potrzebna. Omyłkowo ogłoszono tym samym, że Jego Królewska Mość odszedł" – czytamy.
Jak wyjaśnił szef stacji, po nadaniu komunikatu radio zamilkło, dokładnie tak, jak nakazują to procedury. To właśnie ta nagła cisza w eterze zaalarmowała pracowników, którzy natychmiast zainterweniowali, przywracając standardową ramówkę i na gorąco przepraszając słuchaczy na antenie.
"Radio Caroline z przyjemnością transmitowało świąteczne orędzia Jej Królewskiej Mości Królowej, a obecnie Króla, i mamy nadzieję robić to przez wiele nadchodzących lat. Przepraszamy Jego Królewską Mość Króla oraz naszych słuchaczy za wszelki wywołany niepokój" – dodał na koniec w oświadczeniu Peter Moore. Takich pomyłek nie sposób niestety wyeliminować – wystarczy przypomnieć, jak wielka awaria Microsoftu sprawiła, że system Windows nie działał na lotniskach i w supermarketach na całym świecie.
Król w najlepsze degustował whiskey. A medialne wpadki z uśmiercaniem to wcale nie rzadkość
Ironią losu jest fakt, że podczas gdy stacja opłakiwała Karola III, brytyjski władca wraz z żoną Kamilą w najlepsze spędzali czas w Irlandii Północnej. Para królewska odwiedzała właśnie Titanic Quarter w Belfaście, oglądając występy lokalnych grup folkowych i tancerzy oraz popijając tradycyjną irlandzką whiskey. Sama Kamila Parker Bowles odbyła zresztą długą podróż od kochanki do królowej – dziś jest najbliższą towarzyszką monarchy w oficjalnych podróżach.
Warto zaznaczyć, że takie przedwczesne "uśmiercenia" w mediach nie są niczym nowym i zdarzają się na całym świecie. Jeszcze w kwietniu informowaliśmy w naTemat, że CNN zaliczyła podobne, gigantyczne faux pas, publikując materiał sugerujący śmierć Michaela J. Foxa – legendarny aktor żyje, a wkrótce potem pojawiło się oficjalne dementi rewelacji amerykańskiej stacji.
Tego typu wpadki wynikają zazwyczaj z rutynowych procedur. Większość portali informacyjnych i rozgłośni przygotowuje tak zwane "nekrologi na zaś". Wszystko po to, by w razie realnej tragedii móc poinformować opinię publiczną w kilka sekund. Czasem wystarczy jednak jedno błędne kliknięcie lub awaria serwera, by wywołać międzynarodową sensację.
