
"Panie Prezydencie, proszę zabrać stołek ze sobą. Szanowni Państwo, idźmy tłumnie na referendum" – wzywał kilkadziesiąt godzin przed niedzielnym referendum. Grzmiał, że Kraków to nie prywatny folwark. Albo: "Zatrzymajmy tę otchłań finansowej rozpaczy Krakowa!". Jego Facebook dominuje wyłącznie Aleksander Miszalski. Kpiny z niego, atak za atakiem, uderzanie z każdej strony. Ale kim jest Jan Hoffman? Oto jeden z głównych inicjatorów odwołania prezydenta Krakowa.
Jan Hoffman to radca prawny i krakowski samorządowiec. Przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto. Od stycznia 2026 szef komitetu referendalnego i główna twarz referendum, które 24 maja doprowadziło do odsunięcia prezydenta Koalicji Obywatelskiej od władzy.
– Z całą pewnością możemy powiedzieć, że 24 maja zakończyliśmy tę niezbyt udaną prezydenturę – oświadczył po niedzielnym głosowaniu.
Jan Hoffman triumfuje. Ale oprócz niego również cała prawica, która wpadła w taką euforię, jakby wygrała już wybory. "Dzisiaj Miszalski, za rok Tusk!" – rzucił Sławomir Mentzen. "Tak się kończy, jak nie słucha się Polaków. Tusku, ty będziesz następny" – uderzył w szefa rządu Przemysław Czarnek.
PiS szaleje po referendum ze szczęścia. Grzmią o czerwonej kartce dla rządu, o nokaucie, o tym, że Tusk powinien uważnie patrzeć na to, co się tam wydarzyło. "Dla nas to dopiero początek" – zapowiedział Jarosław Kaczyński.
Referendum w Krakowie jest politycznym trzęsieniem ziemi. Trwa już giełda nazwisk, kto po Miszalskim. Ale co więcej wiadomo o inicjatorach tej akcji?
Jan Hoffman: Nie chcieliśmy się wpisywać w ogólnopolskie spory polityczne
Hoffman kilka razy powtarzał, że nie chodziło o politykę. – Chcę zaapelować do pana premiera Donalda Tuska, żeby komisarz był uczulony na problemy Krakowa. Przez te 3 miesiące można zacząć naprawiać finanse miasta i to, co komisarz powinien zrobić to zlikwidować departamenty w UMK. Chce zaapelować do zwolenników Aleksandra Miszalskiego: to nie była zmiana polityczna – mówił w niedzielę.
Powiedział też, że nie chcieli walczyć z partiami politycznymi: – Nie chcieliśmy się wpisywać w ogólnopolskie spory polityczne, chcieliśmy naprawić Kraków, chcieliśmy rozpocząć tę ścieżkę sanacji.
Jak podaje Radio Kraków, referendum – "przynajmniej z jego strony – nie było kampanią przeciwko Koalicji Obywatelskiej", ale "chodziło o styl sprawowania władzy w Krakowie".
– Uważam, że w samorządzie nie powinno się tak eksponować kwestii partyjnych. To była kwestia przeciwko stylowi zarządzania i pracy Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa, która z uwagi na ten układ personalny, w jakim się znalazła, w zasadzie realizowała w pełni wolę prezydenta Miszalskiego – cytuje jego słowa.
Zwolennicy i działacze KO w Krakowie widzą to jednak inaczej.
"Ci, którzy chcieli referendum to ruch społeczny mieszkańców"
Przypomnijmy, w referendum dotyczącym odwołania Prezydenta Miasta Krakowa udział wzięło 29,99 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. Za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko 3 631 osób.
W przypadku odwołania Rady Miasta frekwencja okazała się za niska. Tu próg był wyższy i wynosił 30,6 proc. W głosowaniu wzięło udział 29,97 proc. uprawnionych.
"Nie wszystko udało się zrobić tak, jak chciałem. Wiem też, że część decyzji i emocji wokół nich sprawiła, że wielu mieszkańców straciło do mnie zaufanie" – czytamy we wpisie opublikowanym przez Aleksandra Miszalskiego. Przyznał, że szanuje wyrok Krakowian, a praca w magistracie stanowiła dla niego ogromny zaszczyt. Samorządowiec otwarcie uderzył się w pierś w kwestii popełnionych błędów.
– Możemy się oszukiwać, że ci, którzy chcieli referendum to ruch społeczny mieszkańców, ale tak nie jest. Ale tak jest np. i działacz związany z Kukiz'15, i radny związany z Konfederacją – twierdzi w rozmowie z nami jeden z krakowskich działaczy KO.
Na pytanie, kto tworzy komitet referendalny, który chciał odwołania Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta, odpowiada: – Moim zdaniem w większości jest to środowisko Łukasza Gibały i Konfederacji, bo PiS na odwołaniu Rady Miasta by nie skorzystało. A były sondaże, które pokazywały, że PiS najbardziej traciłby przy kolejnych wyborach do Rady Miasta.
Przypomnijmy, Łukasz Gibała, to główny konkurent Aleksandra Miszalskiego i przegrany w wyborach 2024 roku.
Zobacz także
Kto był w komitecie referendalnym w Krakowie
W marcu, w rozmowie z portalem LoveKraków.pl, Hoffman powiedział, że część działań referendalnych finansują środowiska wspierające referendum. Wskazał na Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców związane z Łukaszem Gibałą. – Wyraziliśmy zgodę na użycie naszej nazwy i loga, a ja osobiście zgodziłem się na wykorzystanie mojej twarzy na plakatach – powiedział. Gibała potwierdził wsparcie.
Komitet został założony 27 stycznia 2026 roku. – Dzień później zapytałem mieszkańców w mediach społecznościowych, czy jako stowarzyszenie powinniśmy do tej akcji dołączyć. Zdecydowana większość odpowiedziała, że tak – przekazał portalowi.
Dołączenie do akcji referendalnej "zapoczątkowanej przez komitet obywatelski" ogłoszono na Facebooku: "To moment, w którym mieszkańcy muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Żeby referendum doszło do skutku, potrzebna jest mobilizacja. Każdy podpis ma znaczenie. Potrzebujemy ich sporo, bo ponad 60 tysięcy".
Jak podkreśla LoveKraków.pl, Gibala deklarował to jeszcze wcześniej, pod warunkiem, że akcja "będzie miała charakter obywatelski, a nie partyjny".
Na stronie komitetu widnieje informacja, że tworzą go "mieszkańcy Krakowa, eksperci, osoby zaufania publicznego. Ludzie, którym naprawdę zależy na przyszłości miasta".
Hoffman tak się tam przedstawia:
"Jestem prawnikiem, od wielu lat prowadzę własną praktykę zawodową. Od urodzenia mieszkam w Krakowie. Pełnię funkcję przewodniczącego Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto, gdzie od lat angażuję się w sprawy lokalne i funkcjonowanie samorządu na poziomie najbliższym mieszkańcom. W działalności społecznej szczególną wagę przywiązuję do przejrzystości działań publicznych, odpowiedzialności władz oraz poszanowania prawa i interesu mieszkańców Krakowa".
Działacze KO w Krakowie wspominają jeszcze, że jego samorządowa kariera zaczęła się od rady dzielnicy V Krowodrze (2014-2018) i współpracy z członkami KO. – Potem przeniósł się do dzielnicy I, tam wystartował w wyborach i tam również współpracował z członkami koalicji. Za rządów PiS chodził na protesty. Pamiętam, że kilkukrotnie występował na nich jako osoba z opozycji – mówi nam jeden z lokalnych działaczy.
Dziś raczej nie zostawiają na nim suchej nitki. Kpin i ataków pod adresem Miszalskiego na jego profilu FB od dawna nie brakuje.
"Ten wynik oznacza jedno: Kraków ma szansę zacząć rozwijać się dynamicznie"
Już we wrześniu 2024 roku – jako przewodniczący dzielnicy Stare Miasto – Hofmann postanowił sprawdzić, jak realizowane są obietnice wyborcze Aleksandra Miszalskiego.
Sprawa zakończyła się w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Krakowie, który nakazał prezydentowi udzielenie konkretnej odpowiedzi na pismo Hoffmana. Miszalski miał wypłacić mu też 100 złotych w ramach zwrotu kosztów postępowania.
– Wygrałem z prezydentem Aleksandrem Miszalskim, a sąd w uzasadnieniu nie zostawił suchej nitki na stanowisku prawnym urzędu miasta. To jednak także zwycięstwo Aleksandra Miszalskiego – od dawna walczy o otwarty urząd, choć czasem ta walka przypomina walkę z samym sobą – mówił w rozmowie z LoveKraków.pl.
Z kolei Gibała zareagował wtedy: – Cała sytuacja pokazuje, jak bardzo Aleksander Miszalski mentalnie przypomina Jacka Majchrowskiego, którego konsekwentnie wspierał jako radny. To deja vu.
Teraz w rozmowie z Interią Łukasz Gibała ocenił porażkę Miszalskiego: – Ten wynik oznacza jedno: Kraków ma szansę zacząć rozwijać się dynamicznie, z poszanowaniem głosu mieszkańców oraz bez tych wszystkich patologii, które były skutkiem rządzenia miastem przez partyjnych nominatów.
Według ostatnich doniesień medialnych Gibała rozważa start w wyborach na prezydenta Krakowa. Krakowski portal KR24.pl sugeruje, że również Jan Hoffman może wziąć w nich udział.
Co dalej? Teraz premier Donald Tusk ma 7 dni na decyzję ws. komisarza wyborczego. Przedterminowe wybory najpewniej odbędą się na przełomie lipca i sierpnia.
