
Po referendum w Krakowie prawica dostała potężnego wiatru w żagle. W PiS nie tylko grzmią o nokaucie i porażce Donalda Tuska, ale są w takiej euforii, jakby za chwilę mieli wygrać wybory. Z drugiej strony płyną ostrzeżenia dla KO i czarne scenariusze. Jednak Kraków stał się testem nie tylko z tego powodu. – Można się spodziewać, że uruchomi to efekt domina – analizuje w rozmowie z naTemat prof. dr hab. Marek Bankowicz, politolog z UJ.
Cała Polska żyje wynikiem referendum w Krakowie. Dla PiS i polskiej prawicy to woda na młyn, jakiej jeszcze kilka dni temu raczej nikt się nie spodziewał. Wizję, że Tusk zaraz miałby odejść, od niedzieli 24 maja ujrzeli tu chyba wszyscy. Tego dnia referendum ws. odwołania prezydenta Krakowa, przypieczętowało los Aleksanda Miszalskiego z KO i wywołało polityczne trzęsienie ziemi w kraju.
– To jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Tuska. Bo dziś mamy do czynienia z odejściem "Tuska krakowskiego", ale to się zakończy odejściem Tuska – przekonywał swoich zwolenników w Krakowie Przemysław Czarnek, który nadał Miszalskiemu nową ksywkę.
A można się spodziewać, że to dopiero początek akcji PiS. I to w skali, o jakiej wcześniej być może mało kto myślał. I nie chodzi tylko o ogólną ocenę nokautu Miszalskiego.
"Bardzo prestiżowa porażka nie tylko prezydenta z KO, ale samej KO"
– Prawica będzie z tego korzystać, bo to jest argument, którym bardzo chętnie będą się posługiwali – że Koalicja Obywatelska jest niezdolna do rządzenia nie tylko w skali ogólnokrajowej, ale i na płaszczyźnie polityki lokalnej. To da asumpt opozycji do bezceremonialnego atakowania rządu. Poprzez taki, a nie inny wynik referendum w Krakowie, strona rządząca znajduje się w defensywie. Musi się bronić. A wiadomo, że w polityce przebywanie w defensywie, czy przejście do defensywy, to nie jest nic dobrego. Lepiej atakować i mieć argumenty do ataku niż wynajdywać argumenty obronne – komentuje w rozmowie z naTemat prof. dr hab. Marek Bankowicz, politolog z UJ.
Rozmawiamy o tym, czy wynik referendum w Krakowie faktycznie może mieć realny wpływ na rozwój wydarzeń politycznych w kraju.
– Kraków jest na tyle ważnym punktem na politycznej mapie Polski, że to, co się dzieje w mieście, bez wątpienia ma wpływ na scenę ogólnopolską. Oczywiście nie jest tak, że odwołanie pana prezydenta Aleksandra Miszalskiego po dwóch latach, przed upływem kadencji, to wstrząs, który dokona zasadniczej transformacji politycznej w kraju. Ale jest to bardzo prestiżowa porażka nie tylko prezydenta sprawującego urząd z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej, ale samej Koalicji Obywatelskiej – ocenia prof. Bankowicz.
Do tego, jak przypomina, Kraków do tej pory miał opinię miasta całkowicie i bez reszty oddanego dawnej Platformie Obywatelskiej, teraz Koalicji Obywatelskiej. – To pokazuje niepokojące trendy i zjawiska dla obecnie rządzącej koalicji – komentuje politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Co generuje czarne scenariusze również wśród zwolenników rządu. Po krakowskim referendum z różnych stron płyną głosy niepokoju i ostrzeżenia dla KO.
"Nie przeceniajmy wagi wyników w Krakowie"
Przypomnijmy, w referendum dotyczącym odwołania Prezydenta Miasta Krakowa udział wzięło 29,99 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. Za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko 3 631 osób.
W przypadku odwołania Rady Miasta frekwencja okazała się za niska. Tu próg był wyższy i wynosił 30,6 proc. W głosowaniu wzięło udział 29,97 proc. uprawnionych.
Prof. Bankowicz nieco tu pociesza. Prezydent owszem, został odwołany, ale próg frekwencyjny udało się przekroczyć zaledwie o 2 proc., gdyż do głosowania musiało podejść co najmniej 27 proc. wyborców. A odwołanie Rady Miasta w ogóle się nie udało. Czy czeka nas więc czarny scenariusz?
– Może być różnie. Nie przeceniajmy wagi wyników w Krakowie. Inicjatorzy referendum odwoławczego też nie mogą popaść w triumfalizm, bo nie było masowego napływu wyborców do urn referendalnych. Ten wynik nie jest przesadnie imponujący – ocenia.
prof. Marek Bankowicz
politolog UJ
Jednak ważna jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Całą Polskę od pewnego czasu zalewają referenda odwoławcze lub próby ich zorganizowania. Nagle mieszkańcy wielu miast i gmin chcą odwoływać swoich prezydentów, burmistrzów i rady miast, czy gmin.
Przypomnijmy – wybory samorządowe odbyły się w 2024 roku, a referendów lub pomysłów, by je zorganizować, już jest ogrom. Kraków był najbardziej spektakularnym i znaczącym.
Referenda odwoławcze. "Można się spodziewać, że Kraków uruchomi efekt domina"
W dniu, gdy głosował Kraków, referendum ws. odwołania burmistrza odbyło się w Ciechocinku – tu zabrakło jednak 28 głosów, żeby było ważne. Ale 26 kwietnia w Sobótce na Dolnym Śląsku burmistrza odwołano.
Gniewków, Czaplinek, Radłów, Chorzów, Będzin, Bytom... – to tylko niektóre miasta, gdzie w tym roku pojawiła się taka inicjatywa. Zaczęło się jednak już wcześniej. Niemal dokładnie rok temu, w maju 2025 roku w ten sposób została odwołana prezydent Zabrza, co PiS również bardzo szybko wykorzystał.
"Samorządowcy ostrzegają przed tajnym planem Kaczyńskiego. "Fala dopiero przed nami" – pisaliśmy w lipcu 2025.
– Przypadki, że udawało się przerwać kadencję i odwołać włodarzy miast czy gmin były do tej pory odosobnione. Ale mieliśmy już Zabrze. A przypadek Krakowa bardzo przemawia do wyobraźni. Opozycja ogólnokrajowa dochodzi do przekonania, że skoro pojawiają się takie precedensy, to jest to bardzo wygodny instrument negatywnego oddziaływania na stronę rządzącą. Czyli pokazywanie nieumiejętności radzenia sobie władzą na wszelkich możliwych szczeblach – uważa prof. Bankowicz.
– Można się spodziewać, że Kraków uruchomi efekt domina. Że w ślad za Krakowem będą podejmowane starania o odwołanie prezydentów innych dużych miast związanych z Koalicją Obywatelską. I gdyby rzeczywiście te inicjatywy zakończyły się powodzeniem, to sytuacja dla Koalicji Obywatelskiej staje się niepokojąco zła – podkreśla.
Już dzień po referendum w Krakowie taki sygnał pojawił się w Rzeszowie – radny Jacek Strojny właśnie ogłosił w mediach społecznościowych, że zamierza złożyć wniosek o referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka.
Już widać, jaki efekt może to wywołać. Jeśli nie odwołanie, to sianie zamętu. Jaka więc już na dziś – z Krakowa – powinna płynąć lekcja dla KO?
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
Lekcja dla KO z krakowskiego referendum
– Koalicja Obywatelska musi przyłożyć się do realizacji zobowiązań wyborczych, bo z tym jest duży problem i na poziomie krajowym i na poziomie lokalnym – uważa politolog UJ.
prof. Marek Bankowicz
politolog UJ
– KO musi pokazywać sukcesy. Musi je mieć i musi poprawić to, co jest piętą achillesową tego ugrupowania, czyli komunikację ze społeczeństwem. Koalicja Obywatelska nie umie rozmawiać ze społeczeństwem. Jest bardzo nieporadna w prezentowaniu swoich działań. To jest taka reaktywność na to, co robi PiS. Natomiast nie ma twórczego podejścia do własnych działań i umiejętności ich prezentowania. To musi się zdecydowanie poprawić. Bo jeśli nie, to rządy Koalicji Obywatelskiej z partnerami będą tylko jednokadencyjnym epizodem – ocenia.
Na wybory uzupełniające Kraków musi jeszcze poczekać do lata. Na razie decyzja, co dalej, leży w rękach premiera Donalda Tuska. Czas biegnie jednak szybko. A KO – jak sugeruje nasz rozmówca – powinna rozegrać to bardzo umiejętnie i wybrać bardzo dobrego kandydata na prezydenta miasta Krakowa, który nie może być kimś z drugiego czy trzeciego szeregu partyjnego.
– Najlepiej, żeby to był niekwestionowany autorytet w Krakowie. Człowiek, który ma bardzo wysoką pozycję, cieszy się ogromnym prestiżem i tę pozycję zawdzięcza swoim osiągnięciom pozapolitycznym. W sytuacji, w jakiej znajduje się miasto, decyduje się ubiegać o urząd prezydenta, a KO mówi: "To jest właśnie człowiek, którego Kraków potrzebuje i my w związku z tym nie wystawiamy własnego partyjnego kandydata, ale jego popieramy" – zaznacza prof. Bankowicz.
Czy KO może przegrać Kraków
Politolog nie wróży jednak sukcesu, gdyby KO wystawiła osobę podobną do dotychczasowego prezydenta. Jak uważa, jeśli będzie to polityk nie pierwszorzędnego kalibru, który nie będzie miał osobowości przywódczej, to KO może przegrać Kraków już na dobre.
Z kolei w skali kraju, jak ocenia, lepszą pozycję ma dziś prawica: – Koalicja Obywatelska co prawda przoduje w sondażach i nawet można powiedzieć, że wyraźnie przoduje nad innymi z PiS włącznie, ale jej matematyczny wynik sondażowy jest niewysoki. 30-31 proc., które pokazują sondaże, nie powinno napawać KO optymizmem. To wynik bardzo odległy od pułapu, który dawałby gwarancję. Tym bardziej że przypadłością Koalicji Obywatelskiej może być to, co było przypadłością Prawa i Sprawiedliwości w wyborach październikowych 2023 roku. Czyli brak koalicjantów.
