
Jaan Roose dokonał w niedzielę 31 maja iście historycznego wyczynu. Estończyk przeszedł nad samym centrum Warszawy po linie, która była zawieszona na wysokości aż 180 metrów i połączyła dwa najwyższe budynki w Polsce – Pałac Kultury i Nauki oraz Varso Tower.
W niedzielny poranek mieszkańcy Warszawy, patrząc w niebo, mogli dostrzec nie tylko ptaki czy przelatujące samoloty, ale również... Jaana Roose'a. Sportowiec powoli "przechadzał się" po linie zawieszonej 180 metrów nad samym centrum stolicy. Wszystko to wydarzyło się w ramach projektu "Red Bull Linia Czasu", którego nazwa absolutnie nie jest tutaj przypadkowa.
Pół kilometra w powietrzu. Historyczny spacer nad Warszawą
Cały ten zapierający dech w piersiach wyczyn rozpoczął się około godziny 9 rano. Estoński slackliner Jaan Roose przeszedł po elastycznej taśmie o szerokości zaledwie niespełna dwóch centymetrów, która ciągnęła się przez około 500 metrów nad centrum Warszawy. Linię rozpięto na robiącej wrażenie wysokości 180 metrów nad ziemią.
Nieprawdopodobny spacer rozpoczął się na tarasie tuż pod Zegarem Milenijnym Pałacu Kultury i Nauki, a swój wielki finał miał na tarasie widokowym budynku Varso Tower. Pokonanie całego dystansu zajęło sportowcowi około 30 minut pełnych ogromnego napięcia.
Zobacz także
Dwie epoki połączone w chmurach. Skąd taka nazwa projektu?
Skąd wzięła się nazwa tego przedsięwzięcia? "Red Bull Linia Czasu" to coś znacznie więcej niż tylko chwytliwy slogan marketingowy. Jak wskazuje Red Bull, rozciągnięta na niebie taśma miała stać się fizycznym łącznikiem dwóch zupełnie odmiennych światów, epok i historii polskiej stolicy. Z jednej strony mamy przecież Pałac Kultury i Nauki, czyli historyczną i powojenną wizytówkę miasta. To właśnie z tarasu PKiN, przy odmierzającym czas przejścia Zegarze Milenijnym, śmiałek rozpoczął swoją trasę.
Z kolei punktem docelowym, do którego zmierzał, było Varso Tower. A to już zupełnie inny świat – nowoczesny, szklany gigant mierzący aż 310 metrów, co czyni go najwyższą konstrukcją w całej Unii Europejskiej. Połączenie tych dwóch budowli to metafora i symboliczne spotkanie dawnej, zabytkowej architektury z nowoczesnym, bardzo dynamicznym rozwojem metropolii.
Highline to nie cyrkowa lina. Co trzeba wiedzieć o wyczynie Estończyka?
To, co zrobił Jaan Roose, nie miało absolutnie nic wspólnego z klasycznymi popisami linoskoczków, którzy spacerują po sztywnych drutach z długimi tyczkami ułatwiającymi balans. Estończyk uprawia ekstremalny highline. Oznacza to, że musiał pokonać ogromny dystans na niezwykle elastycznej, cieniutkiej taśmie, która nieustannie drżała, reagując na każdy podmuch wiatru i ciężar jego własnego ciała.
Taki spacer to kilkadziesiąt minut wysiłku mięśni oraz niesamowitej odporności psychicznej. Oczywiście mężczyzna był zabezpieczony specjalną uprzężą i liną asekuracyjną, jednak w razie potknięcia, ponowne wdrapanie się na taśmę kilkaset metrów nad ziemią wymaga wręcz nadludzkiej krzepy.
A do grona takich sportowców z pewnością zalicza się Roose. To bowiem trzykrotny mistrz świata w slackline i człowiek, który jako pierwszy w historii wykręcił na rozpiętej taśmie podwójne salto w tył. Pracujący na co dzień jako kaskader filmowy Estończyk ma już na koncie spacery nad kolumbijską Bogotą, przechodził z Azji do Europy nad cieśniną Bosfor, a także pobił rekord, idąc nad włoską cieśniną Mesyńską z Włoch na Sycylię. Jego talent podziwiała nawet Madonna, z którą współpracował podczas jej trasy koncertowej. Nic więc dziwnego, że rzucił w końcu wyzwanie również warszawskiemu niebu.
