Donald Tusk i Sławomir Mentzen, w tle Sejm
Nowy sondaż pokazuje, że Konfederacja zyskuje na znaczeniu. Foto: FotoDax, Juergen Nowak, Fotokon/Shutterstock

Gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrałaby je Koalicja Obywatelska, a PiS zajęłoby drugie miejsce. Problem w tym, że to Konfederacja mogłaby zadecydować o tym, kto rządziłby Polską w kolejnej kadencji. To szczególnie ważne w kontekście konfliktu Sławomira Mentzena z Krzysztofem Bosakiem.

REKLAMA

Nowy sondaż pokazuje, że w polskiej polityce wiele się zmieniło. Oczywiście na czele stawki pozostają KO i PiS, które jedynie co parę lat wymieniają się miejscami pierwszym i drugim, ale ważniejsze okazuje się jednak to, kto domyka podium.

Nowy sondaż pokazuje spory problem KO i PiS

Najpierw spójrzmy na suche dane z sondażu, jakie na zlecenie "Super Expressu" wykonał Instytut Badań Pollster. Na KO chce zagłosować 32,98 proc. ankietowanych. To dobra wiadomość dla największego ugrupowania w rządzie. Zła jest taka, że jeżeli porównamy wynik z tym z badania, jakie przeprowadzono na początku maja, poparcie dla partii Donalda Tuska spadło o prawie 3 pkt proc. Kolejna zła wiadomość jest taka, że jak pokazał inny sondaż, Donaldowi Tuskowi pozostał jeden partner, by myśleć o utrzymaniu władzy.

Symbolicznie traci też PiS. Spadek o 0,23 pkt proc. sprawił, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego może się pochwalić poparciem rzędu 26,66 proc. Na otwarcie szampana na Nowogrodzkiej również jest zdecydowanie za wcześnie.

Najciekawiej zaczyna robić się, gdy spojrzymy na wyniki kolejnych partii. Podium domyka bowiem Konfederacja z poparciem 13,29 proc. ankietowanych, a tym samym sporym skokiem (+1,55 pkt proc.). Do Sejmu weszłaby jeszcze Nowa Lewica, na którą głos oddałoby 7,76 proc. osób biorących udział w badaniu (wzrost o 0,58 pkt proc.), oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, na którą głos oddałoby 7,03 proc. badanych (wzrost o 1,5 pkt proc.).

Partia Razem nie wprowadziłaby do parlamentu ani jednego posła. Podobnie jak Polskie Stronnictwo Ludowe. Oba ugrupowania cieszą się poparciem kolejno: 4,78 proc. i 4,25 proc., co oznacza, że nie przekraczają progu wyborczego. Poza parlament wypadłaby też Polska 2050, na którą swój głos chce oddać jedynie 2,71 proc. respondentów. Pozostali uczestnicy badania (0,54 proc.) wskazali "inne" ugrupowanie.

Konfederacja może rządzić. Tylko z kim?

Teraz przeliczmy te wyniki na liczbę mandatów w Sejmie. Jak wynika z obliczeń "Kalkulatora mandatów w wyborach do Sejmu", jaki jest dostępny na platformie Github, który opiera się na metodzie D'Hondta, najwięcej posłów miałaby KO (188). PiS wprowadziłoby 156 parlamentarzystów, Konfederacja – 63, Konfederacja Korony Polskiej – 28, Nowa Lewica – 25. Jak łatwo policzyć, obecna koalicja miałaby łącznie 213 mandatów. To za mało, by przegłosować wotum poparcia dla rządu. Z kolei PiS i obie Konfederacje mogłyby się pochwalić 247 posłami.

Czyli sprawa jasna: kolejny rząd mogłaby stworzyć koalicja PiS-Konfederacja-Konfederacja Korony Polskiej. Tyle że sprawa komplikuje się, gdy zauważymy, z jak różnych środowisk złożone są te partie. PiS jest bliskie rozłamu na obóz Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego. Konfederacja, choć zapewne do wyborów pójdzie zjednoczona, tuż po może podzielić się na frakcję Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka: grupę wolnorynkowych liberałów i konserwatywnych narodowców. Jak pisaliśmy w naTemat, pomiędzy dwoma liderami mocno też iskrzy – niedawno w Konfederacji była awantura o znanego generała.

Ponadto sam Bosak ma przykre doświadczenia ze współpracy z PiS. Był jednym z posłów Ligi Polskich Rodzin, "przystawki" Nowogrodzkiej w kadencji w latach 2005-2007. Może więc nie chcieć współpracy z Kaczyńskim i jego akolitami. Wystarczy również przypomnieć, jak skończył się ostatni apel Przemysława Czarnka do "Sławka" i "Krzysia" o wystawienie wspólnego kandydata PiS i Konfederacji na wybory w Krakowie.

Wszystko to prowadzi nas do wniosku, że – zakładając powielenie powyższego wyniku w wyborach w 2027 roku – nawet po głosowaniu nie będzie jasne, kto będzie budował nowy rząd. Po prostu Konfederacja z ponad 60 posłami będzie mogła rozpaść się na dwa kluby, z których jeden (za wysoką cenę liczoną w stanowiskach) zadecyduje o tym, kto stanie na czele rządu.