Czarnek na kolanach przed Konfederacją
Przemysław Czarnek robi umizgi do Konfederacji Fot. X / Przemysław Czarnek. Montaż: naTemat.pl

PiS przez lata budowało swój wizerunek jako partia-hegemon, która nikogo o nic nie musi prosić. A już na pewno nie mniejsze i młodsze ugrupowanie, które wcześniej często traktowano z góry lub wręcz marginalizowano. Tymczasem wychodzi Przemysław Czarnek i zwraca się z apelem do Sławka (Sławomira Mentzena) i Krzysia (Krzysztofa Bosaka). Dla Konfederacji to wizerunkowe złoto. A kandydat na premiera sprowadził właśnie PiS do roli petenta.

REKLAMA

Słowa Przemysława Czarnka w Gdańsku są tak zaskakujące, że zasługują na dłuższy cytat. Kandydat PiS na premiera padł bowiem na kolana przed Konfederacją.

"W imieniu Prawa i Sprawiedliwości, jako wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, w uzgodnieniu z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim i z panem Piotrem Milowańskim, sekretarzem generalnym naszych struktur, zwracam się do Krzysztofa i do Sławka. Do Krzysztofa Bosaka i do Sławka Mentzena".

"Zwracam się do Konfederacji, tak jak zwracam się już od wielu miesięcy, mówiąc 'pokój na prawicy'. Ja wiem, że mnie krytykują, kompletnie bez sensu, kompletnie na ślepo. Nie mam żalu. To jest polityka".

"Krzysiu, Sławku, wybierzmy wspólnego kandydata na prezydenta Krakowa".

Przemysław Czarnek

fragment wypowiedzi w Gdańsku

"Wskażmy my, Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja wspólnego kandydata na prezydenta Krakowa, najlepiej spoza struktur partyjnych, ale to jest do uzgodnienia. Sposób wyłonienia tego kandydata też jest do uzgodnienia. Usiądźmy przy stole i porozmawiajmy. Ale tylko wspólny kandydat prawicy jest w stanie wygrać w Krakowie, jest w stanie zaprowadzić tam porządek".

"Apeluję do Konfederacji: pokój na prawicy, jedność dla Krakowa i dla całej Polski".

Przemysław Czarnek sprowadził PiS do roli petenta

Tak bardzo PiS na kolanach chyba jeszcze nie było. A mówimy o partii, która rządziła krajem przez 8 lat. I która dziś mówi o sobie "największa opozycyjna partia w Polsce, która wygrała wybory parlamentarne 2023". To spoufalanie się Czarnka i ton apelu nawet wśród oponentów partii z Nowogrodzkiej mogły wywołać potężny efekt zgrzytania zębów. Bo to, co w gabinetach PiS miało być zapewne "strategicznym szachem", wizerunkowo w wielu miejscach po prostu mocno tąpnęło.

Dla twardego, tradycyjnego elektoratu PiS, ale też dla postronnych obserwatorów, ton byłego ministra brzmi komicznie, a dla samych wyborców partii – zapewne wręcz upokarzająco. I to nie tak, że Czarnek strzelił PiS-owi w kolano, bo ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego od dłuższego czasu jest w defensywie i jak widać, chwytanie się brzytwy opłaca się tylko tym, do których skierowany został apel w Gdańsku.

Teksty wylewające się z ust polityka, typu "Krzysiu, Sławku", skierowane do liderów innej, notabene konkurencyjnej partii, brzmią jak rozpaczliwe wołanie o pomoc kogoś, kto doskonale wie, że sam już nic nie znaczy. Czarnek najwyraźniej zapomniał też, jak Sławomir Mentzen nazwał Jarosława Kaczyńskiego "kłamcą i chamem". Cóż, nic tak nie spaja, jak wspólny wróg.

Jak wiadomo, w polityce słabość jest zaraźliwa, a taki ton Czarnka, uznawanego przecież za partyjnego jastrzębia i twardziela, dla wielu wyborców PiS może być nie tylko szokujący, ale też demobilizujący. I przy okazji pokazuje, że "król jest nagi" i PiS bez Konfederacji w dużych miastach nie istnieje.

Apel Czarnka do "Sławka" i "Krzysia". Konfederacji tylko w to graj

Dla Konfederacji apel Czarnka to wizerunkowe złoto, które dostali na tacy. Kandydat PiS, największej partii opozycyjnej w Polsce, przedstawił ich jako kluczowych partnerów, od których zależy los prawicy w Polsce. Nie od PiS, ale od Konfederacji. Sławomir Mentzen, który nie ma oporów, by nazwać artystów "nierobami", może teraz z łatwością kpić z tej sytuacji na TikToku czy X. Czekam na filmik, w którym współlider Konfederacji powie: "Zobaczcie, jeszcze niedawno nas wyciszali, a teraz Czarnek prosi nas o ratunek". To idealnie wpisuje się w narrację Konfederacji o tym, że PiS słabnie i się kończy.

Przemysław Czarnek był dotychczas kojarzony z agresywnym, mocnym językiem, uderzaniem w opozycję i bezkompromisowością. Kiedy nagle ten sam człowiek zaczyna mówić łagodnym, niemal błagalnym głosem: "ja wiem, że mnie krytykują... nie mam żalu", następuje potężny zgrzyt poznawczy.

No dobrze, ale skoro to wygląda tak słabo, dlaczego Czarnek – doświadczony w końcu gracz – w ogóle się na to zdecydował? Prawdopodobnie z czystej, matematycznej desperacji. W PiS zapewne zdają sobie sprawę, że ich własny kandydat w Krakowie zaliczy spektakularną porażkę, co wizerunkowo uderzyłoby w partię jeszcze mocniej niż sam apel ich kandydata na premiera. Po drugie, Czarnek ma gotową linię obrony przed prezesem i wyborcami w razie ewentualnej porażki w stolicy Małopolski: "Ja zrobiłem wszystko. Upokorzyłem się, publicznie wyciągnąłem rękę, prosiłem Krzysia i Sławka. To oni przez swoje fochy i egoizm oddali miasto".

Wizualnie i wizerunkowo PiS stał się petentem, a patrząc na komentarze na X pod wpisami z wizyty byłego szefa MEN, pół polskiego internetu ma z tego potężny ubaw. Czarnek zaryzykował własną powagę i dumę, żeby stworzyć alibi na wypadek przegranej w Krakowie. Jednak w oczach wielu wyborców, zwłaszcza tych młodszych i niezdecydowanych, PiS tym ruchem pokazało, że jest nagie.

Post scriptum.

Jak widać, Przemysław Czarnek szybko dostał odpowiedź. "Po pierwsze z obserwacji mediów wiesz, że na dziś zaplanowana była prezentacja kandydata Konfederacji. Po drugie z doświadczenia wiesz, że takich rzeczy nie załatwia się przez media i w ostatniej chwili" – tak do jego apelu odniósł się Krzysztof Bosak.

"Niestety spodziewałem się takiej bardzo nerwowej odpowiedzi. Szkoda" – skwitował Czarnek. I ja tego wyjaśnienia nie kupuję. Poseł PiS niby spodziewał się, jaka zareagują w Konfederacji, a mimo to wystawił się na strzał i "bekę" w sieci? Sam z siebie?