
Maja Chwalińska jest sensacją w Paryżu. Miażdży kolejne rywalki i wywołuje euforię nie tylko w kraju. Dziś gra w ćwierćfinale Rolanda Garrosa, więc emocje sięgają zenitu. – Od zawsze marzyła, by grać na największych kortach i rywalizować z najlepszymi tenisistkami – mówi nam jej przyjaciółka. Jaka jest Maja? Opowiadają nam ludzie, którzy ją znają – z treningów, ze szkoły, ale też z olbrzymich sukcesów, które odnosiła z Igą Świątek, gdy były nastolatkami.
– Zawsze się śmieję, że Maja jest taką dziewczyną z sąsiedztwa. Bardzo normalna, empatyczna, ma w sobie dużo spokoju i jest bardzo sfokusowana na tym, co robi. Całe życie pracuje na to, gdzie się dzisiaj znalazła – mówi Aleksandra Musiał, przyjaciółka Mai Chwalińskiej. Ma dosłownie parę minut na rozmowę. Rozmawiamy w biegu, gdy Maja Chwalińska jest tuż przed ćwierćfinałem, o którym mówi cała Polska i nie tylko.
Sensacja. Narodziny gwiazdy. Prawdziwa rakieta – płyną komenatrze. Wokół polskiej tenisistki zapanowało szaleństwo.
– Myślę, że to jest trochę poza nią. Maja ma turniej. Traktuje to jako pracę. W 100 proc. skupia się na następnym meczu – mówi Aleksandra Musiał. Jest menadżerką w BKT Advantage Bielsko‑Biała, z którym związana jest polska tenisistka. Od lat jest w jej teamie. Pomaga Mai w organizacji logistycznej podczas wyjazdów. Tak zaczęła się ich przyjaźń.
Czy Maja jest bardzo ambitną osobą? – pytam.
– Bardzo. Jest bardzo skromna, ale od zawsze marzyła, by grać na największych kortach i rywalizować z najlepszymi tenisistkami. Jest ambitna i zawsze cele stawiała sobie wysoko – odpowiada.
Szaleństwo wokół Mai Chwalińskiej. "Cała szkoła tym żyje"
Dziś Maja Chwalińska pisze w Paryżu historię. Jest największą sensacją tegorocznego Roland Garros. Na French Open idzie jak burza i rozgrywa turniej życia. Polka w poniedziałek 1 czerwca pokonała Francuzkę Diane Parry w wielkim stylu (6:3, 6:2) i tym samym wywalczyła awans do ćwierćfinału turnieju.
Osoby, które ją znają, mówią nam, że ich telefony dosłownie się urywają. Bo wszyscy chcą wiedzieć o Mai jak najwięcej.
– Mój telefon jest czerwony i dymi się – śmieje się Paweł Kałuża, pierwszy trener Mai Chwalińskiej z Dąbrowy Górniczej i odkrywca jej talentu, gdy miała 7 lat. Sam z dumą obserwuje jej wyczyny w Paryżu.
– Jestem dumny. Cieszę się, że kiedyś mogłem dołożyć malutką cegiełkę do tego sukcesu, który Maja osiąga teraz w Paryżu. Gra pięknie. Patrząc na nią, wcale się nie dziwię, że porwała paryską publiczność i że na całym świecie o niej mówią. Ma 24 lata. Wszystko przed nią – mówi.
W szkołach, do których chodziła Maja, to samo. – Wszyscy pamiętamy Maję. Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele, trzymamy za nią kciuki, kibicujemy jej i cieszymy się z jej sukcesów. Cała szkoła tym żyje. Już od pierwszej rundy, kiedy Maja wywołała sensację, wygrywając z mistrzynią olimpijską – mówi Andrzej Krowicki, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 29 z Oddziałami Sportowymi im. Alfreda Szklarskiego w Dąbrowie Górniczej.
Jej rodzinna Dąbrowa Górnicza jest poruszona. Ale nie tylko. Ludzi, którzy pamiętają, jak ogromne sukcesy już odnosiła jako dziecko i nastolatka, a potem wycofała się z tenisa, by wrócić w wielkim stylu, nie brakuje. Wszędzie tematem nr 1 jest Maja Chwalińska.
"Maja Chwalińska odnosiła sukcesy już jako 10-latka"
– Jej przejście do ćwierćfinału turnieju Rolanda Garrosa to mega sukces. Ale Maja Chwalińska miała już sukcesy jako 10-latka – mówi Wiesław Kozica, prezes Wojewódzkiego Związku Tenisowego w Łodzi, założyciel Tenisowego Uczniowskiego Klubu Sportowego w Piotrkowie Trybunalskim i trener, który współpracował m.in. z Kamilem Majchrzakiem.
Dobrze pamięta, jak w 2011 roku w nieoficjalnych mistrzostwach Polski Krasnali i Krasnalek do lat 10 w Piotrkowie Trybunalskim, dziś znanym jako Kozica Cup, Maja zdobyła brązowy medal w deblu. Zdjęcia z tamtego turnieju przypomniał teraz na FB.
– Było ją widać już wiele lat temu. Dało się wtedy zauważyć tę miłą, spokojną, uśmiechniętą buzię. Najpierw były sukcesy krajowe, a potem międzynarodowe. Gdy miała 14 lat, razem z Igą Świątek zdobyły Mistrzostwo Europy w deblu. Powtórzyły to jako 15-latki i w kategorii wiekowej do lat 16. Gdy miały 15 lat drużyna w składzie Iga Świątek, Maja Chwalińska i Stefania Rogozińska-Dzik wygrała Juniorski Fed Cup, czyli drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów i Juniorek do lat 18. To była sensacja. Te dziewczyny miały po 15 lat! One już wtedy zaznaczały swoją obecność na światowych turniejach – mówi Wiesław Kozica.
Jednak wielu Polakom Maja Chwalińska objawiła się nagle. Skąd się wzięła? Kim jest? Jaka jest? Co lubi?
– Lubi dobrą kawę, dobry film, serial. Ale wolnych chwil jest naprawdę mało. Cieszy się każdym momentem, gdy może się zrelaksować i trochę odciąć – mówi Aleksandra Musiał.
I ma jedną rutynę: – Rano w spokoju lubi wypić kawę i dopiero wtedy zaczyna swój dzień.
"Miała przerwę. To trwało kilka miesięcy. Nie grała wtedy tenisa"
Maja Chwalińska pochodzi z Dąbrowy Górniczej. Od lat zna się z Igą Świątek, razem odnosiły juniorskie sukcesy, o czym również wielu Polaków nie wiedziało.
"Jesteśmy w sumie najlepszymi przyjaciółkami, co też bardzo nam pomaga na korcie. Oprócz tego rzeczywiście się uzupełniamy" – powiedziała W 2016 roku lokalnemu portalowi.
Ale potem głośno było już tylko o Idze Świątek.
– Maja troszeczkę przygasała. Można powiedzieć, że gwiazda zapalała się i przygasała. To była taka huśtawka ze względu na kontuzje Mai. Ona jest kontuzjogenną zawodniczką. Ciągle coś się działo. A to udo, a to kolano, a to nadgarstek. Gdy trzeba było wyleczyć kontuzję, spadała w rankingu – mówi Wiesław Kozica.
W 2021 roku przyznała, że zmaga się z depresją.
– Miała przerwę. To trwało kilka miesięcy. Nie grała wtedy tenisa. Zajęła się innymi rzeczami, ale nie mogła długo wytrzymać bez grania i dosyć szybko wróciła do treningów. Minęło jednak trochę czasu, zanim zagrała w pierwszym turnieju. Staraliśmy się być z nią cały czas – mówi Aleksandra Musiał.
– Na pewno dojrzała. Poukładała sobie pewne rzeczy w głowie. I najważniejsze, że teraz tenis przynosi jej radość. Myślę, że to widać na korcie – dodaje.
W mediach społecznościowych właśnie krąży nagranie 14-letniej Mai, jak z uśmiechem na twarzy mówi, że trenuje od 7. roku życia. Czy dziś to ta sama Maja, co wtedy?
– Myślę, że tak. W tym momencie, po wszystkich jej przejściach, ma bardzo dużo radości z tenisa. Czerpie i chłonie z tego jak najwięcej. Myślę, że to jest najważniejsze – mówi Aleksandra Musiał.
Pierwszy trener Mai Chwalińskiej: Ta mała dziewczynka przekonała rodziców, żeby pojechać na korty
Pierwszy zauważył ją Paweł Kałuża.
– Na pewno była najmniejsza w grupie. Leworęczna. Szybko się uczyła. Pracowita. To była dziewczyna z charakterem. Pogodna, małomówna, skoncentrowana na zadaniu. Wszystko robiła szybko i łapała w mig. Przyjemnie trenuje się z taką zawodniczką – wspomina Paweł Kałuża, który trenował Maję w latach 2008-2020. Przez 12 lat – od I klasy szkoły podstawowej do matury.
Mówi, że Maja od początku zakochała się w tenisie.
Zaczęło się od tego, że wymyślił Talentiadę Tenisową, którą zaczął realizować razem z Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej. Jeździł po dąbrowskich szkołach, wieszał plakaty, robił 15-minutowe zajęcia pokazowe na sali gimnastycznej dla klas I-III i mówił dzieciakom, że jak przyjdą w sobotę na korty tenisowe w parku Hallera, to atrakcji będzie jeszcze więcej.
– Dzieci przychodziły. I przyszła też Maja. Czekały na nie testy sprawności fizycznej i żeby nie było nudno, inne atrakcje sportowe. Na podstawie tych testów wybrałem grupę, z którą Maja rozpoczęła przygodę z tenisem. To było 10 osób. Ona miała 7 lat. To był jej pierwszy kontakt z tenisem – mówi Paweł Kałuża.
Pamięta, że wcześniej – gdy miała 6 lat – uprawiała karate. Kiedy przyszła do niego na zajęcia potrafiła zrobić szpagat. – Była bardzo gibka. Myślę, że gdyby trafiła do innego sportu, to też dałaby radę – mówi.
To nie był ten przypadek, że rodzice zaciągnęli dziecko na zajęcia. – Pamiętam, że jej tata był wtedy w pracy. Mama miała jakiś wyjazd rodzinny. I wtedy ta mała dziewczynka przekonała rodziców, żeby pojechać na korty. Prosto z nich pojechali potem do rodziny – mówi.
Sukcesy przyszły szybko. Patrzył, jak Iga Świątek i Maja Chwalińska ogrywały Amerykanki, Rosjanki, czy Niemki. Widział też, jak dorasta.
– Była uparta. Gdy była starsza, lubiła trochę stawiać na swoim i mieć swoje zdanie. To był pewien bunt młodej, dorastającej, dziewczyny. Jak miała 16-18 lat, to nawet trzeba było ją troszkę hamować, bo chciała trenować jeszcze więcej. Tak bardzo była pracowita – mówi.
Tu Maja Chwalińska chodziła do szkoły: "Była ambitna, pracowita, skromna...."
Pytam o nią w szkole.
– Maja była uczennicą osiągającą bardzo dobre wyniki w nauce. Miała wzorowe zachowanie. Zawsze była bardzo ambitna, pracowita, cały czas starała się realizować swoje cele. Już od najmłodszych lat pokazywała też swoje wszechstronne uzdolnienia sportowe – mówi o niej Andrzej Krowicki, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 29 z Oddziałami Sportowymi im. Alfreda Szklarskiego w Dąbrowie Górniczej.
Jakie?
– Do pewnego momentu trenowała zarówno tenis, jak i piłkę siatkową. W siatkówce – już jako uczennica czwartej klasy szkoły podstawowej – była zawodniczką ułożoną perfekcyjnie pod względem techniki zarówno zagrywki, jak i odbić sposobem górnym czy dolnym. Na zawodach międzyszkolnych wszyscy byli pod wrażeniem jej gry w siatkówkę. Myślę, że gdyby nie tenis, to równie duże sukcesy mogłaby osiągnąć na przykład w piłce siatkowej. Chociażby jako zawodniczka libero – opowiada.
To była 6-letnia podstawówka. Potem było gimnazjum: – Wtedy Maja miała już indywidualny tok nauki. Ze względu na częste wyjazdy na różne turnieje w Europie, czy na świecie, ciężko było o jej systematyczną obecność w szkole. Nigdy nie było żadnych problemów na egzaminach klasyfikacyjnych. Zawsze przychodziła perfekcyjnie przygotowana i zdawała na bardzo dobre oceny. Pod tym względem również była perfekcyjna.
Dodaje jeszcze: – Zawsze była bardzo skromna. W czasie gimnazjum osiągała już bardzo duże sukcesy sportowe, jednak w szkole nigdy się z tym nie obnosiła. Nieraz bywało tak, że nawet pani wychowawczyni pytała się Mai, czy może klasie powiedzieć o tych sukcesach.
Dziś Maja Chwalińska uważana jest tu za wybitną absolwentkę szkoły. I wzór dla uczniów.
– Zawsze pozostawała sobą. Była lubiana przez swoich rówieśników i kolegów w klasie. Bardzo cieszymy się, że ta ciężka praca, którą wkładała od siódmego roku życia, przyniosła efekt. Ważne podkreślenia jest też, że do 2020 roku trenowała na dąbrowskich kortach pod okiem trenera Pawła Kałuży – mówi wicedyrektor szkoły podstawowej.
Maja Chwalińska z Dąbrowy Górniczej trenuje w Bielsku Białej. "Na pewno czujemy dumę i satysfakcję"
Drogi Chwalińskiej i trenera rozeszły się po maturze. Zaplanowali to kilka miesięcy wcześniej. Paweł Kałuża czuł, że Maja potrzebuje już nowego trenera, chciał przekazać pałeczkę dalej. – Liczyłem na to, że inne osoby z zewnątrz do niej dotrą tam, gdzie ja już nie mogłem – mówi.
Potem usłyszał, że zrobiła przerwę w karierze.
– Byłem w szoku, że zawiesiła karierę na parę miesięcy. Być może było to jej potrzebne. Może żeby odpocząć i przemyśleć wszystko jeszcze raz. Najważniejsze, że się nie poddała i wszystko udźwignęła. To lekcja dla wszystkich. Maja na pewno jest pozytywnym przykładem, że się da, że warto, że ciężka praca kiedyś przyniesie szczęście. W jej przypadku to szczęście zaskoczyło w Paryżu.
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
Dziś Maja Chwalińska jest zawodniczką BKT Advantage Bielsko‑Biała.
"To największy sukces tenisistki z Bielska-Białej" – widnieje na stronie tamtejszego Urzędu Miasta:
"Zawodniczka BKT Advantage Bielsko‑Biała Maja Chwalińska przyzwyczaiła nas do tego, że jest wytrwała, pracowita i krok po kroku zdobywa doświadczenie i pnie się po trudnych szczeblach rankingów tenisa ziemnego. Jednak to, co zrobiła mieszkająca w Bielsku‑Białej zawodniczka na kortach w Paryżu, przeszło najśmielsze oczekiwania".
A tak cieszy się jej rodzinna Dąbrowa Górnicza:
"Śmiało radzi sobie z wyżej notowanymi rywalkami i pokazuje prawdziwy charakter. A ten charakter wykuwał się w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej i pod okiem trenera Pawła Kałuży".
– Na pewno czujemy dumę i satysfakcję. Maja Chwalińska jest wychowanką Talentiady Tenisowej, organizowanej przed laty przez Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie. Przez lata śledziliśmy jej sukcesy w karierze juniorskiej, kiedy zaczęła odnosić swoje pierwsze sukcesy indywidualne, jak i w deblu wspólnie z Igą Świątek. Dziś jest satysfakcja z jej indywidualnej kariery seniorskiej. I na pewno zachwyt tym, co pokazała podczas French Open w Paryżu – mówi naTemat Bartosz Matylewicz, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej.
Sam, choć nie pasjonuje się tenisem, oglądał jej poniedziałkowy mecz. Wiele osób, które zna, śledziło go z wypiekami na twarzy. W środę wszyscy będą oglądać ćwierćfinał. – Z przyjemnością patrzyło się na grę Mai, która grała w zupełnie innym stylu niż jej francuska rywalka – mówi. Czy wcześniej Maja Chwalińska była w mieście znaną osobą? – Na pewno mieszkańcy, którzy interesowali się tenisem, utożsamiali ją z Dąbrową i cieszyli się z jej sukcesów juniorskich – odpowiada Bartosz Matylewicz.
"Maja kiedyś inspirowała się innymi sportowcami. Teraz sama inspiruje innych"
Wszyscy mówią, że Maja ma "to coś". Miała to już jako juniorka. – Mimo warunków fizycznych i niskiego wzrostu, była w czołówce i w reprezentacji Polski. Ona ma tzw. głowę w tenisie. Bo tenis jest jak szybkie szachy. W szachach mamy zegar. Można wykonać ruch i obserwować, co robi przeciwnik. W tenisie to są ułamki sekund – mówi Wiesław Kozica.
– Maja grała kombinowany tenis. Podobnie jak Agnieszka Radwańska, która też była filigranowa, a była rakietą numerem dwa na świecie. Przy jej wzroście i wadze trudno uzyskać wielką siłę. Porównując do Sabalenki, gdzie jest praktycznie tylko siła i trochę czegoś innego, to u niej czegoś innego jest więcej niż siły. Chodzi o podnoszenie piłki do góry, zwalnianie gry, przyspieszanie, granie slajsem, czyli uderzeniem z rotacją wsteczną, co rzadko spotyka teraz na kortach. To jej daje przewagę.
Ale "to coś" to jeszcze coś.
– Przede wszystkim jest naturalna. Na korcie jest miła i spokojna. Nie awanturuje się, nie kłóci się z publicznością. Po prostu wychodzi skoncentrowana i gra ten swój magiczny tenis. Mało tego. Swobodnie rozdaje autografy. Wypowiada się bardzo naturalnie. Widać po niej, że ją to cieszy. Że ona tym żyje. Że chce, żeby trwało to jak najdłużej – mówi Paweł Kałuża.
– Maja kiedyś inspirowała się innymi sportowcami. Teraz tym, co robi teraz na kortach, sama jest inspiracją dla innych – dodaje.





