
– Stwierdzenie, że kontrola ZUS-u powoduje przedwczesne porody, krwawienia czy poronienia, jest po prostu nadużyciem – mówi naTemat prof. dr hab. n. med. Przemysław Kosiński, ginekolog-położnik, perinatolog z Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.
Aleksandra Tchórzewska: Bohaterkami mojego reportażu są kobiety, które w trakcie ciąży lub połogu zderzają się z machiną ZUS-u. Urzędnicy nachodzą je w domach, podważają ich umowy, wstrzymują zasiłki. Kobiety te żyją w ogromnym napięciu. Czy taki stres może realnie wpłynąć na zdrowie dziecka?
Prof. dr hab. n. med. Przemysław Kosiński, ginekolog-położnik, perinatolog: W medycynie powinniśmy kierować się przede wszystkim danymi potwierdzonymi w badaniach klinicznych, czyli tzw. evidence-based medicine. Według nich przewlekły stres rzeczywiście ma negatywny wpływ na życie człowieka, w tym na kobietę w ciąży i noworodka – hormony stresu przechodzą przez łożysko. Kluczowa jest jednak definicja: stres przewlekły to taki, który trwa dłużej niż trzy miesiące. To jest definicja choroby.
Sama kontrola urzędnicza to sytuacja incydentalna i krótkotrwała. Najpewniej nie ma ona wpływu na sam przebieg ciąży. Pacjentki często stresują się samym badaniem USG – bywają bliskie łez z nerwów przed monitorem – a przecież nie mówimy, że badanie, czy stresująca wizyta u lekarza uszkadza płód lub negatywnie wpływa na ciążę. To po prostu trwa zbyt krótko.
Czyli kontrola ZUS-u, mimo że skrajnie nieprzyjemna, nie jest bezpośrednim zagrożeniem dla płodu?
W swojej praktyce widziałem pacjentki w sytuacjach ostrego stresu: kobietę, której w trakcie ciąży zmarł mąż, czy taką, której starsze dziecko zginęło w wypadku. To traumatyczne, nagłe sytuacje. Jednak nawet tak silny, ale przemijający stres, zazwyczaj nie ma długofalowego znaczenia dla samego przebiegu ciąży.
Dlatego nie eskalowałbym tego tematu. Stwierdzenie, że kontrola ZUS-u powoduje przedwczesne porody, krwawienia czy poronienia, jest po prostu nadużyciem.
Jedna z moich bohaterek uważa jednak, że lęki jej pięcioletniej dziś córki są efektem ogromnego zdenerwowania kontrolami ZUS w czasie, gdy była w ciąży.
Są też osoby, które twierdzą, że dziecko choruje na autyzm, bo otrzymało szczepionkę na pneumokoki. Na takie teorie nie ma absolutnie żadnych dowodów. Dziecko może mieć lęki z tysiąca powodów – od predyspozycji genetycznych po błędy wychowawcze.
Ludzie lubią tworzyć narracje: "nie wolno mnie kontrolować, bo muszę mieć święty spokój, inaczej zaszkodzicie dziecku". To mechanizm obronny: "nie czepiajcie się nas". Ale to tak nie działa.
Pacjentki przychodzą na przykład na badanie USG i martwią się, czy ciąża nadal się rozwija, czy płód żyje, czy nie doszło do poronienia, czy nie ma wady serca. To również jest dla nich ogromny stres. Trudno byłoby jednak, żebyśmy mówili: "Nie wykonamy badań USG, bo to dla pani zbyt stresujące".
Spójrzmy na Ukrainę. Tam pacjentki żyją w ekstremalnym stresie wojennym, ich bliscy giną na froncie. A jednak życie toczy się dalej – odsetek poronień z tego powodu wcale nie jest tam większy. To pokazuje, że "stresująca praca" czy wizyta urzędnika jako przyczyna poronienia to w dużej mierze legenda miejska.
Ciąża nie zwalnia także z weryfikowania, czy ktoś przestrzega prawa. W swojej karierze badałem ciężarne pacjentki osadzone w więzieniu – w obecności policji. Ciężarna również może wejść w konflikt z prawem, a urząd – czy to ZUS, czy Urząd Skarbowy – ma prawo to sprawdzić.
Dalsza część wywiadu poniżej
Zobacz także
A co z zaleceniami, by ciężarna unikała stresu?
Oczywiście, pacjentki powinny prowadzić higieniczny tryb życia i doświadczać jak najmniej stresu. Zalecamy im odpowiednią ilość snu, dobrą, zbilansowaną dietę oraz najlepszy lek na stres – około 150 minut aktywności fizycznej tygodniowo.
Musimy jednak być fair: nie możemy powiedzieć, że jednodniowy stres związany z kontrolą urzędniczą powoduje uszkodzenie płodu albo lęki u dziecka w wieku pięciu lat.
Moje bohaterki chcą jednak walczyć o siebie.
To dobrze, że bohaterki walczą o siebie, ale każda przesada jest szkodliwa. Sprawę trzeba pokazać obiektywnie. Nie chciałbym też, żeby wybrzmiało z tego, że stres w ogóle nie ma znaczenia – bo ma. Stres zawsze negatywnie wpływa na zdrowie człowieka – zwłaszcza ten przewlekły. Mówimy jednak o stresie długotrwałym, o chorobie i patologicznej sytuacji, a nie o incydentalnej kontroli.
W przypadku przewlekłej patologii pacjentki częściej mają nadciśnienie tętnicze czy stan przedrzucawkowy, co może skutkować niższą masą urodzeniową dziecka lub porodem przedwczesnym. To jednak efekt długotrwałego stanu, a nie tego, że pacjentka jednorazowo się czymś zestresowała.
Oczywiście każda kontrola powinna być przeprowadzana w sposób jak najmniej uciążliwy, jak najmniej stresujący, elegancki oraz z poszanowaniem godności człowieka. Nie mam co do tego wątpliwości.




