studentka
Osobowość typu D ma co drugi polski student Fot. Shutterstock / Canva Pro / montaż: naTemat

Najnowsze badania przeprowadzone na polskich uczelniach niosą ze sobą dość niepokojące wyniki dotyczące zdrowia psychicznego studentów. Co drugi z nich wykazuje bowiem cechy osobowości typu D, co oznacza tyle, że młodzi ludzie żyją w stanie przewlekłego stresu.

REKLAMA

Na łamach czasopisma "Scientific Reports" opublikowano wyniki badań, za które odpowiadają naukowcy ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Analiza została przeprowadzona łącznie na dwudziestu uczelniach w całej Polsce i dotyczyła kondycji psychicznej studentów.

Zebrane dane okazały się wręcz alarmujące. Wynika z nich, że aż 50,5 proc. uczestników badania spełnia kryteria tzw. osobowości typu D. Aby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, wystarczy spojrzeć na szacunki dla ogółu populacji – w społeczeństwie odsetek ten wynosi zwykle zaledwie od 15 do 25 proc. Różnica jest więc gigantyczna. Na czym jednak dokładnie polega ten psychologiczny mechanizm i dlaczego jest tak niebezpieczny?

Co to jest osobowość typu D? Czyli z czym mierzy się ponad połowa studentów

Osobowość typu D, często określana przez specjalistów mianem "osobowości stresowej" (od angielskiego słowa distressed), opiera się na dwóch głównych filarach. Są to: negatywna emocjonalność oraz silne hamowanie społeczne.

W przełożeniu na codzienne życie oznacza to, że młody człowiek ma stałą skłonność do odczuwania trudnych emocji – przewlekłego lęku, gniewu, frustracji czy niepokoju. Co gorsza, ze strachu przed dezaprobatą, odrzuceniem czy niezrozumieniem ze strony rówieśników, takie osoby całkowicie tłumią swoje uczucia i unikają dzielenia się problemami z najbliższymi. To z kolei sprawia, że żyją w stanie permanentnego stresu, który nie znajduje żadnego bezpiecznego ujścia.

Funkcjonowanie z osobowością typu D ma bezpośredni wpływ na codzienność studentów. Przewlekły stres i ciągłe tłumienie emocji sprawiają, że młodzi ludzie mają ogromne trudności w budowaniu oraz utrzymywaniu zdrowych relacji międzyludzkich.

Z obawy przed odrzuceniem unikają bliskości i nie szukają wsparcia u rówieśników, co prowadzi do pogłębiającej się izolacji. W efekcie nawet najprostsze, codzienne wyzwania czy zwykłe spotkania towarzyskie stają się dla nich przytłaczającym ciężarem, który drastycznie obniża jakość życia, potęgując jedynie uczucie osamotnienia i społecznego niezrozumienia. W ten sposób w życie młodych wkrada się najgroźniejsza epidemia współczesności – samotność wśród ludzi.

Rynek pracy i samotność. Dlaczego młodzi tracą grunt pod nogami?

Choć opublikowane wyniki badań brzmią przerażająco, eksperci przypominają, by nie traktować ich w kategoriach ostatecznego wyroku. Tego typu kwestionariusze nie stanowią jednoznacznej, indywidualnej diagnozy klinicznej, ale pełnią funkcję dużego sygnału alarmowego dla społeczeństwa. Pokazują one wyraźnie, że presja, z jaką zderzają się młodzi dorośli, jest dziś przytłaczająca.

Zmagania polskiej młodzieży nie są zresztą nowością – na łamach naTemat wielokrotnie poruszaliśmy kwestie, które bezpośrednio wpływają na pogarszający się stan psychiczny dwudziestolatków. Pisaliśmy między innymi o niepokojącym zjawisku, w którym młodzi uwikłani w kulturę idealnego samorozwoju, często odcinają od siebie innych, alienują się i zapominają, że jako ludzie po prostu potrzebujemy bliskości i wsparcia.

Do tego dochodzą zupełnie realne problemy, z którymi studenci zderzają się zaraz po odebraniu dyplomu. Dzisiejsi absolwenci wpadają na brutalny rynek pracy, gdzie nierzadko zmuszeni są wysyłać po 500 CV, nie otrzymując żadnej odpowiedzi zwrotnej. Taka potężna ściana milczenia ze strony rekruterów błyskawicznie prowadzi do załamania samooceny, poczucia beznadziei i frustracji.

W obliczu tak wielkich wyzwań i braku odpowiedniego wsparcia, rosnący odsetek studentów żyjących w ciągłym lęku staje się więc niestety naszą brutalną rzeczywistością. A coraz częściej problemy te dotykają nawet dzieci.