
Co jeśli ktoś już otrzymał odpowiedzi na największe tajemnice ludzkości? Skąd się wzięliśmy, co czeka nas po śmierci i dlaczego Ziemia może zmierzać ku katastrofie. Michel Desmarquet twierdził, że poznał je podczas podróży na obcą planetę. Jednak czy jego słowa da się zweryfikować? Sprawdza to "Biuro Tajemnic".
Czy zwykły człowiek naprawdę został zabrany na obcą planetę, by ocalić ludzkość przed katastrofą? A może "Misja" Michela Desmarqueta to tylko efektowna kompilacja ezoteryki, UFO i duchowych lęków XX wieku?
Michel Desmarquet nie był pisarzem, guru ani znanym badaczem zjawisk paranormalnych. Był Francuzem mieszkającym w Australii, który twierdził, że w czerwcu 1987 roku spotkało go coś absolutnie niezwykłego: wysoka na trzy metry istota pozaziemska o imieniu Thao miała zabrać go na planetę Tjehooba, zwaną Złotą Planetą. Tam miał poznać prawdę o historii Ziemi, duszy, religii, kosmitach i zagrożeniach stojących przed ludzkością.
Brzmi jak klasyczna opowieść kontaktowca. Ale "Misja" od lat rozpala wyobraźnię, także w Polsce – między innymi dzięki osobom, które traktowały ją nie jak fantastykę, lecz niemal jak kosmiczne objawienie.
Złota Planeta, Thao i prawda dla wybranych
Według Desmarqueta Ziemia jest cywilizacją niższego poziomu, duchowo zagubioną i zmierzającą ku samozagładzie. Tjehooba ma być światem najwyższej kategorii rozwoju, miejscem harmonii, wiedzy i niemal boskiej mądrości. To właśnie stamtąd miała pochodzić Thao – przewodniczka autora po tajemnicach Wszechświata.
W książce pojawia się wielka opowieść o pozaziemskim pochodzeniu ludzkości, Atlantydzie, Mu, reinkarnacji, duszy i kosmicznych prawach. Religie zostają przedstawione jako zniekształcenie prawdy, a Jezus – jako istota związana z Tjehoobą. Całość ma ton ostrzeżenia: jeśli ludzie nie porzucą materializmu, dogmatów i destrukcyjnej technologii, czeka ich katastrofa.
Problem w tym, że dowodów brak
"Misja" robi wrażenie rozmachem, ale właśnie tam zaczynają się największe problemy. W relacji Desmarqueta nie ma niezależnych dowodów na podróż, zniknięcie autora czy realny kontakt z obcą cywilizacją. Są za to motywy dobrze znane z wcześniejszej ezoteryki i ufologii: kosmiczni opiekunowie, wybraniec, duchowy upadek Ziemi, Atlantyda, reinkarnacja i tajna wiedza dostępna tylko wtajemniczonym.
Krytycy wskazują też na naukowe absurdy: alternatywne wymiary, w których czas nie płynie, mrówki wielkości krów po wojnie atomowej czy wizje historii ludzkości sprzeczne z genetyką, archeologią i geologią. Jeśli zaawansowane cywilizacje naprawdę kolonizowały Ziemię, ślady takiej historii musiałyby być widoczne w DNA, zapisie kopalnym i badaniach naukowych. Nie są.
Zobacz także
Dlaczego więc ta historia działa?
Bo "Misja" odpowiada na bardzo ludzką potrzebę. Daje gotowy sens, prosty podział na oświeconych i ślepych, obietnicę, że ktoś z zewnątrz zna odpowiedzi na nasze największe pytania. Skąd przyszliśmy? Co dzieje się po śmierci? Czy ludzkość zmierza ku zagładzie? Czy ktoś nad nami czuwa?
To dlatego historia Desmarqueta jest czymś więcej niż tylko opowieścią o UFO. To współczesny mit – atrakcyjny, niepokojący i momentami fascynujący, ale też pełen sprzeczności.
Księga objawiona czy ufologiczny folklor?
W Polsce "Misja" zyskała szczególne życie, między innymi dzięki Robertowi Bernatowiczowi, który wielokrotnie odwoływał się do podobnych wizji Wszechświata, reinkarnacji, kosmitów i duchowego porządku. Problem zaczyna się wtedy, gdy taka książka przestaje być traktowana jako ciekawostka, a zaczyna funkcjonować jak bezdyskusyjna prawda.






