
Afera wokół akcji Roberta Bąkiewicza w Berlinie i zatrzymania go przez niemiecką policję zatacza coraz szersze kręgi. Prawica jest w stanie histerii. Donald Tusk mówi o kompromitacji. Szef MON o niegodnym używaniu krzyża. Roman Giertych o "poziomie świrowatości" prawicy. A zwykły człowiek myśli: "To się nie dzieje naprawdę. To jakiś cyrk". Co tak naprawdę wydarzyło się w Berlinie? Obraz coraz bardziej radykalnej Polski się wyłania.
– To klasyczna prowokacja ze strony Bąkiewicza. Widzieliśmy, że na miejscu były przygotowane kamery TV Republika. To ewidentna ustawka, prowokacja i propaganda w ramach długoterminowego planu, żeby obrzydzić części społeczeństwa świat cywilizowany, w szczególności Niemcy, naszych sąsiadów, z którymi mamy największą wymianę handlową. To jest cyniczny zabieg, który w tym środowisku dominuje i który będą starali się wykorzystać w wyborach – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Radosław Markowski, socjolog i politolog z PAN, wykładowca Uniwersytetu SWPS.
Zdarzenie z Berlina i odzew na nie pokazuje jednak znacznie szerszy obraz radykalizującej się Polski.
– To są ludzie, którzy mają klapki na oczach. W ich narracji nie ma nic racjonalnego i kosmopolitycznego, w sensie tolerancji wobec odmienności. To jest narracja prowadząca do nienawiści wobec wszystkich innych, oprócz nich samych. Długoterminowo, dla społeczeństwa 38-milionowego kraju – przypomnijmy, w niemal 8 miliardowym świecie – jest to zabójcze dla naszej przyszłości – dodaje prof. Markowski.
Bąkiewicz doprowadził do jednego. Cała Polska żyje tym zdarzeniem. Kraj znów podzielił się na pół.
Europosłanka: Pod osłoną wiary i krzyża, ktoś robi rozróby i udaje wielkiego patriotę
– Dla mnie jest to sytuacja żenująca i nie do przyjęcia. Chciałabym, żeby wielu Polaków po prawej stronie przejrzało na oczy i zrozumiało, że zachowania m.in. tego pana, nawoływanie do nienawiści, hejt, dezinformacja itp. to kroki w kierunku nacjonalizmu i tragedii narodowych – reaguje w rozmowie z naTemat Elżbieta Łukacijewska, europosłanka KO.
Akcję Roberta Bąkiewicza w Berlinie nazywa "żenująco prymitywnym działaniem".
– Najsmutniejsze jest to, że pod osłoną wiary i krzyża, ktoś robi rozróby i udaje wielkiego patriotę, którego celem absolutnie nie jest walka o polskie interesy, tylko działanie w interesie swoim oraz grup, od których jego organizacje otrzymały wielkie pieniądze. Część polityków prawicy uważa, że gdy głośno krzyczą: "Bóg, honor, ojczyzna, patriotyzm", to powinni być traktowani ponad prawem i mogą wszystko. A jeśli ktokolwiek chce rozliczyć ich działania, to krzyczą, że to napaść na polskiego patriotę i katolika – mówi.
Elżbieta Łukacijewska
europosłanka KO
– Jednocześnie ci sami patrioci próbują wzniecać nienawiść do imigrantów. Wyobraźmy sobie sytuację, że to w Polsce zachowują się tak np. Niemcy. Wtedy Bąkiewicz pewnie pierwszy by ich atakował – dodaje.
Bąkiewicz skuty kajdankami w Berlinie. "Gestapo! Biją naszych! Kopią!"
Możemy się tylko domyślać, co działoby się wtedy w Polsce. Wyobraźmy sobie jakąkolwiek nację, która chce ustawić swój symbol religijny w ważnym dla siebie miejscu w Warszawie, a policja nie wyraża na to zgody. Spokojnie proponuje inne rozwiązanie, ale uczestnicy manifestacji mają funkcjonariuszy w nosie i nie respektują przepisów, bo i tak zamierzają zrealizować swój cel. Mają też ze sobą transparenty wymierzone w polski rząd. I nie mają zgód na przemarsz.
Prawica – i PiS, i nacjonaliści – rozpętaliby polityczną burzę. Taką, jaką rozkręcili po akcji Bąkiewicza w Berlinie – tylko w zupełnie przeciwną stronę.
Przypomnijmy. Do zdarzenia doszło we wtorek 16 czerwca. Członkowie tzw. Ruchu Obrony Granic udali się do Berlina i próbowali umieścić drewniany krzyż przy pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej. Mieli też "tabliczki informujące o niemieckim ludobójstwie, grabieży i bogaceniu się Niemców na krzywdzie Polaków" – o czym Bąkiewicz poinformował w swoim oświadczeniu.
Na nagraniach, które obiegły media społecznościowe, słychać, że policja nie zgadza się na ich przemarsz pod pomnik, ale – za pośrednictwem tłumacza – proponuje inne rozwiązanie. Gdy grupa nie stosuje się do zaleceń, policjanci wkraczają do akcji.
Starcie kończy się skuciem Bąkiewicza i innych w kajdanki. – Gestapo! Biją naszych! Kopią! – słychać na nagraniu. Reporter TV Republika biega między zatrzymanymi. Jeden mówi, że skręcono mu rękę i boli go kręgosłup. – Robert nie daje się. Cały czas się szarpie – relacjonuje, gdy nad Bąkiewiczem "klęczy" pięciu niemieckich policjantów.
W Polsce błyskawicznie w ruch zaczynają iść antyniemieckie emocje. Historyczne skojarzenia. Religijne wartości. Odniesienia do imigrantów. Nawet hasła o rasizmie i upadku standardów na Zachodzie. Paliwo dla prawicy i nacjonalistów.
– Kiedy gwałcone są kobiety w niemieckich pociągach albo na niemieckich ulicach w kolonii, to niemiecka policja nie reaguje, bo to są migranci. Rasizm przeciwko białym postępuje w Europie Zachodniej. A kiedy zwykli ludzie chcą iść z krzyżem w miejsce upamiętnienia ofiar II wojny światowej, wtedy są pałowani tak, jakby to byli jacyś bojówkarze – emocjonuje się Przemysław Czarnek.
Sam Bąkiewicz dolewa oliwy do ognia. – To jest skandal, który powinien w Polsce po prostu odbić się gigantycznym echem, dlatego, że nie zrobiliśmy, powtarzam, nie zrobiliśmy żadnego przestępstwa. To przypomina najgorsze czasy, w których niemieccy naziści mordowali naszych dziadków – atakuje w TV Republika. "To skandal i zachowanie jak z czasów okupacji! W Unii Europejskiej znowu traktują Polaków jak gorszych!" – rzuca na X.com.
W tym czasie na pasku w TV Republika leci: "Atak niemieckiej policji na Polaków" i "Niemcom przeszkadza krzyż i tablice z prawdą historyczną". A Bąkiewicz w ciągu 24 godzin urasta niemal do rangi męczennika.
Kaczyński o nożu w plecy. Kancelaria Prezydenta: Sytuacja absolutnie niedopuszczalna
Od wtorku widzimy, że prawica wpadła w histerię, jakiej dawno nie było. Jarosław Kaczyński stwierdził, że Niemcy ani nie przepracowały swojej nazistowskiej i imperialistycznej przeszłości, ani swojego stosunku do Polaków. I jedyne, czego można się po nich spodziewać, to noża w plecy. "Co robi polska ambasada w Berlinie? Co robi MSZ?" – uderzał prezes PiS.
Kancelaria Prezydenta też wzywa do reakcji politycznej. – Sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna. Patrząc na te obrazki, które do nas tutaj docierają, gdzie polscy obywatele są turbowani, przepychani, w sposób absolutnie nieakceptowalny traktowani przez policję niemiecką – zareagował Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.
W środę emocje przeniosły się do Sejmu. Nikt nie zwraca uwagi na wyjaśnienia niemieckiej policji o przebiegu zdarzenia – tu opisywaliśmy je w większych szczegółach.
W mediach społecznościowych przewijają się za to głosy rozsądku. Jeden z użytkowników X.com podsumował to zdarzenie tak:
"Absolutnie nie pochwalam sposobu, w jaki niemiecka policja zainterweniowała dosłownie butując po głowach trzymających krzyż – potępiam wręcz. Potępiam również wszystkich, przede wszystkim polskich polityków, cieszących się z tego faktu i nawołujących do hejtowania członków ROG. Natomiast zrozumiejmy wreszcie, że jeśli my sobie uzurpujemy jako Polacy prawo do nierespektowania przepisów w stolicy Niemiec, to potem nie miejmy pretensji, gdy sąsiad to samo zacznie robić u nas".
Tusk o kompromitacji polityków PiS: Wpadli w taki historyczno-hurrapatriotyczny ton
Z drugiej strony, w luźnych rozmowach, słychać, że ludzie łapią się za głowę. Mówią, że dawno nic ich tak nie zbulwersowało, jak ta historia. – Wstyd dla Polski – słychać opinie.
Do tego akcja w Berlinie i odzew prawicy na nią zbiegły się z podpisaniem umowy wojskowej Polska-Niemcy. – Zgody na prowokacje, które są wywoływane tylko po to, by niszczyć relacje między Polską a sojusznikami, nigdy z naszej strony nie będzie – oświadczył szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał, że "używanie krzyża jako tarana do swoich misji politycznych jest po prostu niegodne".
Premier Donald Tusk uznał z kolei, że reakcja części poważnych polityków PiS jest kompromitująca. – To, że raz na jakiś czas [Robert Bąkiewicz] będzie nas kompromitował – bo to kompromituje Polskę – to wiem, że będzie się tak starał robić. Natomiast to, że kilku pozornie poważnych polityków z PiS-u wpadło w taki historyczno-hurrapatriotyczny ton przy okazji tej ruchawki berlińskiej, to to jest kompromitujące też dla nich – powiedział dziennikarzom, jego słowa cytuje TVN24.
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
Prof. Markowski: Źle się dzieje. Trochę w Polsce zagłaskaliśmy radykalizmy
O radykalnych działaniach Bąkiewicza można pewnie napisać elaborat. – On od początku budował swoją pozycję. Kieruje się własną osobą i zbudowaniu wokół swojej osoby aury działacza patriotycznego, który walczy dla Polski i jest jedyną alternatywną. Cała jego działalność personifikuje się wokół własnej osoby – mówił nam kiedyś o nim były już działacz środowiska narodowego. Ale, jak widać, czasem pada na podatny grunt.
– Wstyd dla Polski? – pytam prof. Markowskiego o wydarzenia w Berlinie.
– Nie chodzi tylko o akcję w Berlinie. Uważam, że dużo gorsze są nielegalne szwadrony przebierańców, którzy legitymują ludzi o innym kolorze skóry. To jest coś, na co państwo demokratyczne natychmiast powinno z całą surowością zareagować. Policja zatrzymuje na autostradzie za przekroczenie 10 km, a nie może dać sobie rady z uzurpatorami? Ludźmi, którzy udają, że są władzą państwową? – mówi politolog PAN.
To odniesienia do organizacji Bąkiewicza, znanej z obywatelskich patroli i "ochrony" zachodniej granicy.
– Źle się dzieje. Trochę w Polsce zagłaskaliśmy – przy pomocy licznych ugrzecznionych dziennikarzy – radykalizmy. To ostatni dzwonek, żeby demokratyczne państwo zaczęło bronić pryncypiów zapisanych w konstytucji przeciwko takiemu warcholstwu jak szwadrony, przebierające się w mundury, i tropiące ludzi, którzy mają trochę inny kolor skóry. To jest zwyrodnienie do najwyższego poziomu. A my nie reagujemy – mówi prof. Markowski.
Dodaje: – Dobrze, że w końcu policja demokratycznego kraju zareagowała na działania Bąkiewicza. Bo z jakiegoś powodu polska policja tego nie robi.
Prof. Markowski: W Polsce zaniedbywane są cudowne tradycje polskiej demokracji XVI-XVII wieku
Akcja Bąkiewicza i odzew prawicy na nią zbiegł się w czasie z najnowszym sondażem, który pokazał, że partia Grzegorza Brauna jeszcze bardziej zwiększa swoje notowania. Polska się radykalizuje – to widzimy wszyscy. Ale wszystko razem robi coraz gorsze wrażenie. Taki trend widać w wielu krajach Europy, ale dlaczego nasila się u nas? Prof. Markowski ostro podsumowuje:
– Właśnie dlatego, że nie ma reakcji państwa, a także dlatego, że symetryści skutecznie wykonują swe zadania. Ten człowiek powinien stanąć przed sądem tylko za jedną rzecz – za kłamstwo oświęcimskie. Już nie mówię o lekarce, którą zaatakował i o innych skandalach z jego udziałem. Gdzie jest państwo polskie broniące konstytucji? Kłamstwo oświęcimskie jest jedną z tych rzeczy, których powinniśmy z całą siłą i radykalizmem egzekwować. A nie dzieje się nic.
O przyczyny rosnącego radykalizmu politolog ma pretensje nie tylko do prawicy i nacjonalistów, ale też do obecnego rządu. Wszystko, jak zaznacza, ma wpływ.
– Źródła radykalizmu są także w języku. Nie rozumiem, dlaczego rządzący, którzy chcą czasem uchodzić za liberalnych, używają np. określenia "naród polski", a nie społeczeństwo. W tej chwili w Polsce są Białorusini, Niemcy, Litwini, Ukraińcy, którzy nie są narodem polskim, tylko są obywatelami tego kraju i częścią społeczeństwa polskiego – mówi prof. Markowski.
Zwraca też uwagę:
Prof. Radosław Markowski
politolog, socjolog
– Obawiam się, że ten rząd stracił poczucie, gdzie jest i czego oczekuje część społeczeństwa, która jest bardziej wyedukowana i chce zachować pryncypia demokratyczne i wartości oświecenia w tym kraju – uważa prof. Markowski.
Czy za kilka lat ta część może znaleźć się w mniejszości?
– Ona nie jest w mniejszości. Wiem z badań, że ona jest w większości. Tylko jest zdemobilizowana – odpowiada. Według niego potrzeba rutynowych działań państwa, by to zmienić: – Zarówno w sprawie tych, którzy na dworcu legitymują obywateli nie Polaków, jak i w stosunku do kłamstwa oświęcimskiego. To powinna być rutynowa akcja w ciągu 24 godzin. Tu nie chodzi o ponadnormatywne aktywności.





