flagi USA i NATO
USA "natychmiastowo" ograniczają wkład w siły reagowania i uruchamiają "NATO 3.0" Fot. Shutterstock

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte poinformował właśnie, że w życie wchodzi ograniczenie wkładu USA w siły reagowania kryzysowego Sojuszu. Zmiana ma obowiązywać od czwartku, co oznacza, że obowiązuje ze skutkiem natychmiastowym. Do tego startuje projekt "NATO 3.0", który wpisuje się w szerszą politykę USA.

REKLAMA

Ta wiadomość zelektryzowała geopolityczne elity: Mark Rutte przekazał, że USA ograniczają swój wkład w siły reagowania kryzysowego Sojuszu. Co to w praktyce oznacza? Rutte w czasie rozmowy z mediami przed spotkaniem ministrów obrony państw NATO w Brukseli powiedział, że zmiana wchodzi w życie od razu.

USA "natychmiastowo" ograniczają wkład w siły reagowania NATO

– Wczoraj pojawiło się pytanie, czy jest to natychmiastowe. Tak, jest natychmiastowe – powiedział dziennikarzom Rutte, ale od razu uspokoił, że pozostali członkowie NATO zwiększają swoje zaangażowanie, by w ten sposób wypełnić luki, które powstały po przełomowej decyzji USA.

O co dokładnie chodzi? Zmiany mają dotyczyć planowania wojskowego, a nie zobowiązań militarnych. – To narzędzie planistyczne. Gdyby wybuchła wojna, wszyscy sojusznicy, także Stany Zjednoczone, zaangażowaliby maksymalne siły, by prowadzić działania obronne – zapewnił.

Podkreślmy więc: USA nie wycofują się z NATO i nie negują znaczenia artykułu 5 Traktatu. Chodzi głównie o ich siły reagowania kryzysowego, które są przygotowane do szybkiego działania w przypadku nagłego zagrożenia. W ramach tej części Sojuszu Północnoatlantyckiego poszczególni członkowie deklarowali, że mają określone jednostki, które mogą zostać użyte w nagłej sytuacji. Do czwartku największy procentowy udział w tym systemie mieli Amerykanie. Rutte dodał, że chodzi tylko o kwestie organizacyjne, a gotowość USA do obrony sojuszników w razie wojny pozostaje na niezmienionym poziomie.

"NATO 3.0", czyli zacznijcie się bronić sami

Na powyższym jednak się nie skończyło. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth ogłosił w czwartek 18 czerwca, że przez najbliższe pół roku trwać będzie przegląd wojsk, który określił jako "NATO 3.0".

– Niektóre kraje Sojuszu nie wskazały jeszcze wiarygodnej ścieżki wypełnienia swoich zobowiązań ze szczytu w Hadze – powiedział i dodał, że w przyszłości "coroczne składki członkowskie w NATO będą uzależnione od realizacji przez inne kraje celów w zakresie wydatków na obronę".

Ostrzegł, że "Europa może i musi wziąć na siebie główną odpowiedzialność za swoją obronę konwencjonalną, zgodnie z obietnicą złożoną na szczycie [NATO] w Hadze, a przy okazji zapewnić Europie bezpieczeństwo obronne przyszłym pokoleniom".

Wszystko wpisuje się w szerszy trend

Warto jednak dodać, że nowa decyzja Pentagonu wpisuje się w szerszy, widoczny od lat trend. Już za czasów prezydentury Baracka Obamy USA ogłosiły słynny pivot na Pacyfik. Innymi słowy: kluczowe znaczenie ma dla nich Azja, w tym rywalizacja z Chinami. Na drugim planie pozostaje – jak widzieliśmy przez ostatnie miesiące – Bliski Wschód.

Oczywiście nie oznacza to, że w razie wojny z Rosją Polska pozostanie sama: USA nie mogą pozwolić sobie na porzucenie alianta, gdyż doprowadziłoby to do rozsypania się całego systemu sojuszy. Tyle że jeżeli do konfliktu doszłoby np. w momencie trwania walk o Tajwan, niesienie pomocy naszemu krajowi niekoniecznie byłoby priorytetem. Zapewne wojska i nowoczesną broń wysyłano by w pierwszej kolejności w stronę Azji.

Wszystko można też wpisać w narrację Donalda Trumpa, który już w czasie pierwszej swojej kadencji sugerował, że Europa musi zwiększyć swoje nakłady na zbrojenia, postawić na samodzielne zdolności obronne oraz zmniejszyć swoją zależność od USA. Choć słowa te wywoływały oburzenie, dziś – po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r. – widzimy, że sugestie prezydenta USA były słuszne.

Media co jakiś czas informują, że Trump rozważa wyjście USA z NATO. To nadal mało realny scenariusz, gdyż Amerykanie straciliby mocno na swojej wiarygodności. Możliwe jest jednak dalsze zmniejszanie ich zaangażowania.

W Waszyngtonie nie chodzi jednak tylko o samego prezydenta – jak pisaliśmy w naTemat, nawet niektórzy Republikanie chcą, by USA wyszły z NATO. Z kolei eksperci, w tym gen. Stanisław Koziej, ostrzegają, że Rosja może być gotowa do ataku na Polskę w ciągu najbliższych paru lat.