Mroczna historia i walka z demonami, a może pomysł na biznes? Warrenowie pod lupą "Biura Tajemnic".
Mroczna historia i walka z demonami, a może pomysł na biznes? Warrenowie pod lupą "Biura Tajemnic". fot. naTemat

Ed i Lorraine Warrenowie przez dekady uchodzili za najsłynniejszych badaczy zjawisk paranormalnych na świecie. To oni stali za historiami Annabelle, Amityville i "Nawiedzenia w Connecticut". Jednak najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" pokazuje drugą stronę tej legendy. Jak było naprawdę?

REKLAMA

Historie o przeklętej lalce Annabelle, nawiedzonym domu w Amityville czy demonicznych manifestacjach od lat karmią kino grozy. Hollywood zrobił z nich popkulturowe ikony, a Ed i Lorraine Warrenowie stali się twarzami walki z siłami nieczystymi.

Problem w tym, że za mroczną legendą kryją się pytania, których nie da się łatwo zbyć. Czy Warrenowie naprawdę pomagali ofiarom, czy raczej odnaleźli genialny sposób na zamianę ludzkiego cierpienia w historie warte miliony? Wyjaśnia to "Biuro Tajemnic".

Już ich własna legenda ma pęknięcia

Według oficjalnej opowieści Ed i Lorraine mieli być niemal "przeznaczeni" do walki ze złem. Tyle że nawet w historii ich poznania pojawiają się sprzeczności.

Raz Ed miał mieć wtedy 16 lat, choć data urodzenia wskazuje na 18, innym razem to Lorraine miała mieć 16 lat. Niby drobiazg, ale znaczący – bo jeśli nie zgadzają się najprostsze fakty z własnej biografii, trudno bezkrytycznie ufać opowieściom o demonach, duchach i opętaniach.

Podcast pokazuje też, że początki Warrenów były mniej mistyczne, niż sugeruje legenda. Ed miał wyszukiwać historie o nawiedzonych domach w gazetach, odwiedzać je, szkicować budynki, a następnie przez Lorraine nawiązywać kontakt z mieszkańcami. Dopiero z czasem ich działalność przesunęła się od klasycznych duchów ku demonom – szczególnie po sukcesie filmu "Egzorcysta" z 1973 roku.

Annabelle: lalka, która rosła wraz z legendą

Jedną z najsłynniejszych spraw Warrenów pozostaje Annabelle. To właśnie ta szmaciana lalka trafiła później do ich prywatnego muzeum i stała się jednym z najważniejszych symboli ich działalności. Ale tu również już na starcie pojawia się chaos.

W różnych wersjach historii padają różne daty początku sprawy: 1968, 1970, a nawet 1971 rok. Sama relacja pierwotnych właścicieli była znacznie skromniejsza niż późniejsza legenda. Lalka miała zmieniać pozycję, pojawiały się dziwne przedmioty, jeden z mieszkańców miał koszmary i zadrapania. Dopiero później opowieść zaczęła obrastać w stukania, szepty, migające światła, chłód i inne elementy znane z horrorów.

Najciekawszy jest jednak zwrot narracji. Początkowo mówiono o duchu siedmioletniej Annabelle Higgins, który chciał "zostać i być kochany". Później Ed Warren zaczął twierdzić, że był to demon podszywający się pod dziecko.

To zmieniało wszystko – z historii o smutnym duchu powstała opowieść o podstępnym bycie demonicznym. A dowody? Warrenowie mieli mówić o nagraniach, zdjęciach i filmach. Nigdy ich jednak publicznie nie pokazali.

Amityville: prawdziwa zbrodnia

Sprawa Amityville zaczyna się od realnej tragedii. 13 listopada 1974 roku Ronald DeFeo Jr. zamordował sześć osób ze swojej rodziny. Rok później do domu wprowadziła się rodzina Lutzów i po 28 dniach uciekła, twierdząc, że doświadczała koszmarnego nawiedzenia: głosów, zapachów, much, niewidzialnych sił, lewitacji i tajemniczej postaci o czerwonych oczach.

Warrenowie weszli w tę historię jako badacze. Lorraine miała mówić, że dom był najbliższą rzeczą piekłu, jaką widziała. Tyle że później William Weber, adwokat DeFeo, przyznał, że opowieść o nawiedzeniu została wymyślona przy winie – z rodziną Lutzów i autorem książki – po to, by zarobić na prawach do historii. Co więcej, kolejni mieszkańcy domu nie zgłaszali już żadnych paranormalnych zjawisk.

Jeszcze mocniej brzmi sprawa Snedekerów, znana jako "Nawiedzenie w Connecticut". Rodzina przeprowadziła się do dawnego domu pogrzebowego, by być bliżej szpitala, w którym leczył się ich syn Philip. W opowieści pojawiły się duchy, zapach gnijącego mięsa, czerwieniejąca woda i coraz bardziej przerażające wizje chłopca.

Kluczowa jest jednak relacja Raya Gartona, pisarza zatrudnionego do napisania książki o tej sprawie. Garton twierdził, że relacje rodziny były niespójne. Gdy zwrócił się do Eda Warrena po radę, miał usłyszeć, że ludzie zgłaszający się do nich są szaleni, a pisarz powinien wykorzystać to, co się da, a resztę po prostu wymyślić, by książka była straszna.

To zdanie, jeśli wierzyć Gartonowi, jest najcięższym oskarżeniem wobec całej legendy Warrenów.

Demony czy dobrze sprzedane dramaty?

"Biuro Tajemnic" nie odbiera tym historiom grozy. Przeciwnie – pokazuje, że ich najmroczniejsza część może nie tkwić w demonach, lecz w tym, jak realne problemy rodzin, choroby, kryzysy psychiczne i tragedie mogły zostać przerobione na dochodowe paranormalne widowiska.

Ed i Lorraine Warrenowie do dziś dla wielu pozostają ikonami walki ze złem. Dla sceptyków są jednak przykładem ludzi, którzy świetnie zrozumieli, że strach sprzedaje się lepiej niż prawda.

Ten odcinek "Biura Tajemnic" nie tylko przypomina najsłynniejsze sprawy Warrenów, ale pokazuje, jak łatwo legenda może przykryć fakty. Zobacz go na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.