
Sprawa dwóch tragicznych w skutkach trzęsień ziemi, do których doszło w Wenezueli w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego, postawiła tamtejsze i międzynarodowe służby w stan najwyższej gotowości. Już teraz potwierdzono śmierć 32 osób, ale pod gruzami budynków mogły zginąć tysiące osób. Dwa potężne uderzenia przyszły chwilę po sobie i nie dały szansy na ucieczkę.
Pierwsze trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,2 uderzyło ok. godziny 18:00 czasu lokalnego, czyli o północy czasu polskiego. Zaledwie minutę później przyszedł kolejny, jeszcze silniejszy cios. Drugi wstrząs o sile 7,5 w skali Magnitude zniszczył to, co przetrwało pierwsze uderzenie. Sytuacja w kraju jest dramatyczna. Spod gruzów słychać wołania o pomoc.
Wenezuela w ruinie. Tak silnych trzęsień ziemi nie było tam od lat
Epicentrum kataklizmu znajdowało się na północy kraju, a jednym z miejsc, które ucierpiały najbardziej, jest Caracas, czyli stolica państwa. Z powodu licznych uszkodzeń infrastruktury zamknięto tamtejsze lotnisko, a miasto zostało miejscami zrównane z ziemią. Sieć obiegły już nagrania z momentu tragedii. Jedno z najpopularniejszych pokazuje moment, kiedy zaczęły walić się ściany międzynarodowego portu w Caracas, a ludzie zaczęli uciekać.
Pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez poinformowała już w oficjalnym oświadczeniu, że w wyniku kataklizmu zginęły co najmniej 32 osoby, a kolejne 700 zostało rannych. To jednak wyniki bardzo wstępne i niedoszacowane. Biorąc pod uwagę siłę wstrząsów, a także bardzo krótki odstęp połączony ze skalą zniszczeń, US Geological Survey oszacowało, że prawdopodobieństwo zgonu wynosiło 44 proc. Oznacza to, że pod gruzami mogło zginąć ponad 10 tys. osób.
Skala tragedii może być wyjątkowo dotkliwa nie tylko ze względu na siłę wstrząsów, ale i termin, w którym do niej doszło. W środę 24 czerwca w Wenezueli obchodzono święto narodowe na pamiątkę ostatecznego wyzwolenia kraju spod władania Hiszpanów. Był to dzień wolny od pracy, który wiele osób spędzało w rodzinnym gronie.
Zobacz także
USA dobrym bratem Wenezueli. Pomoc już ruszyła
Na tragedię w Wenezueli błyskawicznie zareagowały Stany Zjednoczone, które po niedawnej inwazji sprawują nieformalną kontrolę nad tym krajem. Po tym, jak doprowadzili tam do politycznego trzęsienia ziemi, teraz zaoferowali swoją pomoc po naturalnym kataklizmie.
"Nasze myśli są ze wszystkimi, którzy stracili swoich bliskich, z rannymi, a także z odważnymi ratownikami, którzy niestrudzenie pracują po tragedii" – poinformował sekretarz stanu Marco Rubio w oficjalnym wpisie na X. "Ameryka stoi u boku narodu wenezuelskiego w tym trudnym czasie, a na polecenie prezydenta Trumpa Departament Stanu natychmiast wysyła do Wenezueli zespoły poszukiwawczo-ratownicze, zasoby medyczne oraz pomoc humanitarną" – dodał.
"Dwa potężne trzęsienia ziemi, które właśnie nawiedziły wspaniały naród Wenezueli, mają ogromną skalę i pociągnęły za sobą druzgocącą liczbę ofiar śmiertelnych. USA są gotowe, chętne i zdolne do pomocy! Poinstruowałem wszystkie agencje naszego rządu, aby przygotowały się do szybkiego działania. Będziemy tam dla naszych nowych i wspaniałych przyjaciół. Wczesne doniesienia nie są dobre!!!" – napisał natomiast Donald Trump.
Dodajmy, że Wenezuela znajduje się w strefie zagrożonej trzęsieniami ziemi. Mniejsze wstrząsy zdarzają się tam regularnie i nie robią na mieszkańcach większego wrażenia. Jednak wieczór 24 czerwca zapisze się na kartach ich historii jako najsilniejsze trzęsienie ziemi od ok. 100 lat.






