
– Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginie, jeśli nie zmobilizujemy się do walki – ostrzega i apeluje Jacek Pałasiński w podcaście "Allegro ma non troppo". Nie zostawia miejsca na komfortowe złudzenia. Mówi o przemocy, bezradności państwa, politycznej pasywności i groźbie powrotu sił, które – jego zdaniem – mogą zmienić Polskę w kraj nie do życia.
W najnowszym odcinku podcastu "Allegro ma non troppo" Jacek Pałasiński kreśli jedną z najmocniejszych diagnoz polskiej polityki ostatnich miesięcy. Zaczyna od Ukrainy, ale bardzo szybko przechodzi do Polski. W jego opowieści kraj nie stoi przed zwykłym politycznym sporem, lecz przed pytaniem o własne przetrwanie jako demokratyczna wspólnota.
Publicysta z gniewem mówi o obojętności wobec przemocy, o państwie, które nie potrafi chronić najsłabszych, i o rządzie, który mimo – jego zdaniem – realnych sukcesów sprawia wrażenie, jakby oddawał inicjatywę tym, którzy czekają na jego upadek.
Najmocniej brzmi jednak ostrzeżenie, że sama nadzieja już nie wystarczy. Jeśli demokraci nie przestaną liczyć na cud, Polska może obudzić się w rzeczywistości, z której nie będzie łatwego powrotu.
Już pierwsze minuty podcastu są jak uderzenie pięścią w stół. Pałasiński zaczyna od Ukrainy i Wołodymyra Zełenskiego, ale szybko zaznacza, że to nie Ukraina będzie głównym tematem jego wideo felietonu. Jest nim Polska, która – jego zdaniem – dryfuje w stronę politycznej katastrofy, udając, że nic wielkiego się nie dzieje.
Pałasiński nie mówi chłodnym językiem analityka. Mówi z gniewem, niepokojem i poczuciem pilności. Punktem wyjścia jest dla niego oburzenie na brak reakcji rządu w sprawie odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Przypomina, że order ten został przyznany nie tylko prezydentowi Ukrainy, ale symbolicznie całemu narodowi ukraińskiemu – narodowi, który od lat broni nie tylko własnego państwa, ale także bezpieczeństwa Polski i Europy.
"Atmosfera pogromu" już tu jest
Najmocniejsza część podcastu dotyczy przemocy wobec cudzoziemców i mniejszości. Pałasiński przywołuje opis brutalnego ataku w Mielcu na grupę obcokrajowców z Ameryki Południowej. Nie chodzi mu jednak wyłącznie o jeden incydent. Ten przykład staje się dla niego symbolem szerszego problemu: rosnącej brutalności, rasizmu, ksenofobii i obojętności otoczenia.
W relacji, którą cytuje, pojawiają się sceny pobić, rasistowskich wyzwisk, kopania leżących, nagrywania ofiar jak trofeów. Równie wstrząsające jest to, co dzieje się obok: ludzie przechodzą, samochody przejeżdżają, nikt nie reaguje. Dla Pałasińskiego ta obojętność jest równie groźna jak sama przemoc.
Publicysta idzie dalej i wskazuje, że Polska nie ma skutecznego systemu pokazywania skali przestępstw z nienawiści. Statystyki są rozproszone, ofiary często nie zgłaszają napaści, a państwo – jak mówi – woli funkcjonować "w ciemnościach". Bo pełna mapa nienawiści byłaby polityczną bombą. Pokazałaby, gdzie naprawdę płonie problem, którego wygodniej nie widzieć.
Zobacz także
Rząd Tuska pod ostrzałem
Pałasiński ostro krytykuje obecny rząd. Wymienia zaniechania: brak realizacji kluczowych obietnic dotyczących praw kobiet, podatków, mieszkań, rozliczeń poprzedniej władzy. Szczególnie mocno wybrzmiewa zarzut, że państwo nie rozliczyło jeszcze realnie nadużyć z lat 2015–2023.
Ale to nie jest prosty akt oskarżenia wobec Donalda Tuska i jego gabinetu. Pałasiński przyznaje, że rząd ma również osiągnięcia: od finansowania in vitro, przez podwyżki dla nauczycieli i budżetówki, po odblokowanie środków z KPO i inwestycje w bezpieczeństwo. Problem polega na czymś innym: na braku energii, komunikacji, inicjatywy i politycznej odwagi.
W jego ocenie demokratyczna władza zachowuje się tak, jakby miała czas, którego nie ma. Jakby wystarczyło administrować państwem, kiedy po drugiej stronie rośnie siła gotowa – według Pałasińskiego – nie tylko przejąć władzę, ale już nigdy jej nie oddać.
W centrum podcastu znajduje się jedno ostrzeżenie: sama nadzieja nie jest strategią. Pałasiński mówi, że nie ma bardziej destrukcyjnego zdania w polityce niż: „Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie”. Bo takie myślenie rozbraja, usypia i zamienia obywateli w biernych obserwatorów.
Jego prognoza jest brutalna: jeśli demokratyczne siły nie zmienią sposobu działania, przyszłoroczne wybory mogą przegrać – i to „brzydko”, wśród kłótni i niesnasek. A wtedy, jak ostrzega, Polska może stać się krajem nie do życia: nie tylko dla Ukraińców, cudzoziemców czy mniejszości, ale także dla samych Polaków.
To jedna z tych diagnoz, które mogą oburzać, ale trudno je zignorować. Pałasiński świadomie używa mocnego języka, bo jego zdaniem sytuacja wymaga nie kolejnej debaty o stylu, lecz alarmu.
Demokracja walcząca zamiast demokracji memłającej
W dalszej części podcastu publicysta szuka przykładów działania. Przywołuje Węgry Petera Magyara i Ukrainę Wołodymyra Zełenskiego. Z jednej strony mówi o odważnym demontażu struktur starej władzy. Z drugiej – o narodzie, który w 2022 roku miał zostać zmiażdżony przez rosyjskiego Goliata, a mimo to przetrwał dzięki determinacji i przywództwu.
Pałasiński nie ukrywa, że fascynuje go idea demokracji walczącej – takiej, która nie oddaje pola autorytarnym siłom tylko dlatego, że boi się oskarżeń o zbytnią stanowczość. Jego zdaniem w sytuacji zagrożenia państwa i wspólnoty nie wystarczy pięknie się różnić. Trzeba umieć działać.
Pałasiński stawia pytanie, które w polskiej polityce wraca od lat: czy demokracja może obronić się wyłącznie elegancją procedur, gdy jej przeciwnicy traktują procedury jak przeszkodę do obejścia? Jego ostatnie ostrzeżenie jest najmocniejsze: "Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginie, jeśli nie zmobilizujemy się do walki o nią".






