Konstytucjonalista dr Kamil Stępniak
Czy Polska potrzebuje nowej konstytucji? Dr Kamil Stępniak odpowiada. Fot. Instagram.com/konstytucjonalista; Shutterstock

Polska konstytucja za rok obchodzi 30-lecie. Przez trzy dekady przetrwała próbę rozmontowania instytucji państwa, wojnę o niezależność sądów i spory, których nie rozstrzygnął żaden artykuł ani paragraf. Czy po tym wszystkim dojrzała do nowelizacji – a może czas napisać ją od zera? W rozmowie z cyklu "Tylko 1 pytanie naTemat" odpowiada konstytucjonalista dr Kamil Stępniak.

REKLAMA

Obowiązująca Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej nie jest wytworem jednej chwili historycznej. Powstawała przez siedem lat – w atmosferze politycznych targów i głębokich podziałów ideowych między świecką lewicą a centroprawicą, między zwolennikami silnego parlamentu a rzecznikami modelu prezydenckiego. Kiedy 25 maja 1997 roku Polacy poszli zagłosować w referendum, wzięła w nim udział mniej niż połowa uprawnionych. Spośród tych, którzy przyszli do urn, niespełna 53 procent powiedziało "tak".

Konstytucja rodziła się więc w politycznych bólach. I może właśnie dlatego przez lata traktowano ją bardziej jako techniczny szkielet państwa niż wyraz narodowego konsensusu. Przez niemal dwie dekady działała jednak sprawnie. Aż do 2015 roku, gdy nad polskim porządkiem konstytucyjnym zawisły ciemne chmury...

Trybunał Konstytucyjny, powołany do tego, by pilnować zgodności ustaw z ustawą zasadniczą, stał się polem politycznej bitwy o obsadę i legitymację swoich sędziów. Odmowa publikacji orzeczeń, spór o tak zwanych neo-sędziów, demontaż mechanizmów odpowiedzialności władzy – wszystko to pokazało, że nawet dobrze napisana konstytucja może stać się bezsilna, gdy politycy postanowią ją ignorować.

Kryzys praworządności lat 2015–2023 postawił jedno fundamentalne pytanie: czy polska konstytucja jest w stanie ochronić sama siebie? Odpowiedź na to pytanie podzieliła ekspertów i polityków na kilka obozów. Jedni przekonują, że wystarczą precyzyjne korekty. Drudzy idą dalej i mówią o potrzebie nowego otwarcia – nowej umowy społecznej, która wzięłaby pod uwagę zarówno lekcje kryzysu, jak i zmieniające się oczekiwania obywateli.

Zbliżające się 30-lecie staje się naturalnym katalizatorem tej debaty. Środowiska akademickie i prawnicze coraz aktywniej angażują się w dyskusję o tym, co zmienić, co zostawić i jak przeprowadzić ewentualną reformę, by nie powtórzyć błędów przeszłości. Na stole leżą propozycje prezydenckie, inicjatywy naukowe i apele środowisk obywatelskich.

W rozmowie z cyklu "Tylko 1 pytanie naTemat" Jakub Noch o wszystkie te kwestie pyta dr. Kamila Stępniaka – autora książek "Sztuczna inteligencja a etyka prawnicza" i "Masz prawo. Jak zachować rozum i godność człowieka w Polsce" oraz najpopularniejszego konstytucjonalistę w polskich social mediach.

Czy Polska potrzebuje nowej konstytucji?

Całkowicie nowej na pewno nie potrzebuje i mówię to z całą stanowczością. Analizując obecną sytuację na scenie politycznej, nie widzę przesłanek dla zaistnienia tzw. momentu konstytucyjnego – sytuacji, w której zachodzi konieczność uchwalenia nowej umowy społecznej od podstaw. Możemy natomiast rozmawiać o ewentualnej, częściowej nowelizacji konstytucji z 1997 roku.

dr Kamil Stępniak

Konstytucjonalista

Jakub Noch: Gdzie konstytucja z 1997 roku najbardziej zawodzi?

Dr Kamil Stępniak: A ja odwróciłbym to pytanie! Wydaje mi się, że obowiązująca konstytucja jest naprawdę niezła. W 1997 roku nie kupiliśmy sobie Poloneza czy Fiata, tylko Porsche. Oczywiście ma ona swoje wady – trudno, żebyśmy ich nie widzieli po 30 latach. To trochę jak z człowiekiem… Kiedy ma się 10 czy 15 lat, wydaje się, że można wiedzieć wszystko, a po trzydziestce widzi się już pewne mankamenty, ale nadal dajemy radę, choć kręgosłup boli.

Są więc obszary, które potrzebują nowelizacji. Na pewno jednym z nich jest kwestia prokuratury. To jest rzecz, przy której pokusiłbym się o szerszą konstytucjonalizację. O prokuratorach mowa jest w konstytucji, ale bardzo lapidarnie. Bardzo bym chciał, żeby prokuratura była niezależna od polityków – żeby nie było takiej sytuacji, jak słusznie zauważył prof. Marcin Matczak, że polityk idzie do wyborów z hasłem praworządności, a potem na podstawie zachowania świadka ocenia, że ten jest niewiarygodny, bo jest solą w oku władzy.

Dziś mamy prokuratora generalnego w postaci ministra sprawiedliwości. A ja chciałbym, żeby obszar prokuratury był rozdzielony od sfery polityki. Żebyśmy mieli niezależnego prokuratora generalnego z odpowiednimi gwarancjami, żeby prokuratura nigdy nie służyła politykom.

Ograniczenie się do prokuratury to jednak trochę za mało. Rzeczy, które widziałbym do zmiany, to na pewno także mechanizm odpowiedzialności władzy publicznej. Widzimy, że Trybunał Stanu jest trybunałem utopijnym, w ogóle nie działa. Oczywiście reforma Trybunału Konstytucyjnego to kolejna rzecz. Sądy są następną kwestią. Prezydent podnosi też temat uporządkowania relacji na płaszczyźnie rząd–prezydent, czyli ewentualnej zmiany systemu rządów. Jeżeli już, to moim zdaniem powinno to pójść raczej w kierunku systemu kanclerskiego niż prezydenckiego.

No i jeszcze sprawa z mojej działki… Świat – mimo że mamy problemy ustrojowe – cały czas gna do przodu. Trzeba się pewnie zastanowić nad prawami człowieka w kontekście nowych technologii, sztucznej inteligencji, przetwarzania danych.

Jakie wzorce – europejskie lub światowe – powinna przyjąć znowelizowana konstytucja? Jest jakiś dobry przykład, z którego moglibyśmy skorzystać?

Mam z przykładami problem. Wiadomo, że konstytucja z 1997 roku czerpała z wzorców zachodnich. Natomiast mój problem dzisiaj nie dotyczy krajów zachodnich, tylko samego prostego czerpania z zagranicznych wzorców. W prawie takie badanie nad przenoszeniem instytucji prawnych do poszczególnych systemów nazywamy komparatystyką prawniczą. I żeby przenosić jakiekolwiek instytucje prawne z jednego kraju do drugiego, trzeba wziąć pod uwagę bardzo, bardzo wiele czynników specyficznych dla danego regionu, kraju, jego prawa, a także jego historii ustrojowej.

Podajmy przykład Szwajcarii, która uchodzi za fenomen demokracji bezpośredniej. Kraj, w którym ludzie mają sprawczość i kilka razy do roku głosują bezpośrednio. Co jakiś czas odgrzewa się to także u nas: że jako obywatele chcielibyśmy częściej głosować w referendach, w szczególności, gdy czujemy się zawiedzeni przez polityków. Chcielibyśmy podejmować decyzje bezpośrednio. Tymczasem rozwiązania na wzór szwajcarskich próbowano już implementować w wielu krajach i w moim przekonaniu nigdzie się to za bardzo nie udało.

Proszę zauważyć, że my kwestie praworządności, demokratycznego państwa prawa mamy wpisane do konstytucji – tylko doszliśmy do takiego momentu ustrojowego, w którym zastanawiamy się, co właściwie znaczy praworządność. Został z tego slogan i każdy rozumie pod nim co innego. Jeden polityk powie jedno, drugi drugie. I każdy będzie miał swoich zwolenników. Nie chodzi więc o to, żebyśmy całkowicie zmienili ustrój pod kątem wzorców zachodnich i wtedy zobaczyli poprawę, bo problem nie leży na poziomie przepisów konstytucji, tego, co jest w niej uregulowane. Problem mamy na poziomie desygnatów pewnych nazw. Nie potrafimy się dogadać, co znaczy praworządność, co znaczy podział władzy. I tu jest problem.

Dlatego moim zdaniem sama nowelizacja konstytucji może tego nie załatwić, bo chodzi trochę o inne rzeczy – o kulturę polityczną i prawną.

A może rację mają ci, którzy mówią, że polska konstytucja powinna być dużo bardziej szczegółowa?

Porównałbym to do przepisu kulinarnego. Jeżeli będzie pan chciał zrobić ciasto z truskawkami – bo teraz jest sezon – ale weźmie pan do ręki przepis i jednocześnie będzie czytał go zupełnie inaczej niż autor, to ciasto panu nie wyjdzie. Najobszerniejszą konstytucję mają Indie. Czy to dobry wzór? Nie idźmy w tę stronę. Nie chodzi o to, żebyśmy przyjęli konstytucję, która będzie wyglądała jak książka telefoniczna – chodzi o to, żebyśmy potrafili ją stosować.

Konstytucja z samego założenia jest aktem dość lapidarnym. Ustrojodawca daje nam pewne ramy, takie – powiedziałbym – słoiczki, a my w trakcie stosowania wypełniamy je różnymi wartościami, praktyką wynikającą z tego stosowania. Tylko w momencie, kiedy mamy, po pierwsze, brak kultury politycznej – bo tak to trzeba nazwać – po drugie, wyłączony sąd konstytucyjny, po trzecie, spór wokół legalności części sędziów, to praktyka stosowania zaczyna się odrywać od przepisów.

To jest coś, co w prawoznawstwie nazywamy materialną zmianą konstytucji. Sytuacja, w której dochodzi do zmiany Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w sposób faktyczny, bez jej formalnego znowelizowania. Myślę, że to jest problem – przepisy idą swoją drogą, a praktyka ich stosowania często idzie drugą drogą, bardzo zależną od polityków. A politycy, niestety – i to z każdej strony sceny – często nie czują się konstytucją ograniczeni, nawet kiedy idą przed wyborami z transparentami z napisem "konstytucja".

Gdy już na serio zabierzemy się za nowelizację konstytucji, lepiej, żeby zmiany rozpoczęli politycy, czy może była to inicjatywa obywatelska?

Żeby uchwalić konstytucję, zawsze musi być zgoda polityczna i to na określonym, wysokim poziomie. Natomiast chciałbym, żeby w te prace były zaangażowane instytucje społeczne, wydziały prawa, prawnicy, ale nie tylko – po prostu ludzie związani z szeroko pojętym otoczeniem prawnym, a także ci, którzy znają się na poszczególnych obszarach.

Są takie inicjatywy. Oprócz tej pana prezydenta – która, jak się wydaje, powoli straciła na tempie – to chociażby inicjatywa profesora Jakuba Szlachetki z Uniwersytetu Gdańskiego. Profesor pojął inicjatywę utworzenia Rady Refleksji nad Konstytucją, której zadaniem jest podjęcie refleksji nad tym, jak ewentualnie można zmienić konstytucję. Zresztą w Gdańsku, 2 kwietnia przyszłego roku, z okazji 30-lecia konstytucji, organizowane będą całe obchody, podczas których my jako konstytucjonaliści, ale też politycy, będziemy się zastanawiać, czy zmieniać konstytucję i w jakich obszarach.

Zgoda polityczna jest więc niezbędna, ale jeżeli ma to być dobra konstytucja, dobry akt prawny, niezbędne jest też oddanie roli prawnikom i ekspertom. Niestety często słyszymy co innego. Pamiętam, byłem jakiś czas temu na SGH podczas debaty, którą zresztą prowadziłem, był na niej jeden z polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością – były wiceminister sprawiedliwości, który powiedział: "Po co wy tyle płacicie ekspertom?".

Otóż nie! Eksperci muszą być zaangażowani w proces stanowienia prawa. Wola polityczna to jedno, ale proces stanowienia prawa w wymiarze technicznym i merytorycznym musi być prowadzony przez specjalistów.

Skoro politycy są niezbędni, to czy w układzie, który mamy dziś – czy tym który widać w sondażach – znajdą się siły zdolne do porozumienia?

Trudno w tym momencie wyrokować. Polityka pokazuje nam, że jest niezwykle nieprzewidywalna, w szczególności polityka w Polsce. Wbrew pozorom nie wykluczyłbym, że taka większość się znajdzie – tylko pytanie brzmi, czy będzie to większość o charakterze liberalnym, czy niekoniecznie.

Bo kiedy mówimy o zmianie konstytucji, często – w szczególności w pewnej bańce internetowej czy inteligenckiej – myślimy o zmianie liberalnej: o poprawie przepisów w duchu ich liberalizacji i unowocześnienia. Nie mam przekonania, że taka większość się znajdzie. Widzę natomiast zagrożenie, że – wbrew pozorom – znajdzie się większość nieliberalna, która będzie chciała zmienić konstytucję. Myślę jednak, że będzie to niezwykle trudne.

"Tylko 1 pytanie naTemat" – konkretne rozmowy na ważne tematy

Rozmowa z dr. Kamilem Stępniakem to kolejny odcinek nowego cyklu "Tylko 1 pytanie naTemat". Co tydzień rozmawiamy z najciekawszymi postaciami ze świata polityki, ekonomii, nauki i kultury – ale inaczej niż zwykle.

Zamiast gonić za wszystkimi tematami naraz, zatrzymujemy się przy jednym: konkretnym, ważnym i wartym prawdziwej rozmowy pytaniu o Polskę, Europę i świat. Bo czasem jedna dobra odpowiedź mówi więcej niż godzinny wywód.