
Śledztwo w sprawie tragicznej śmierci Łukasza Litewki wciąż nie zostało rozstrzygnięte. Teraz 57- letni kierowca, który spowodował wypadek został ponownie przesłuchany przez prokuraturę.
Od śmierci Łukasza Litewki minęły już ponad dwa miesiące. Ceniony parlamentarzysta, który w całej Polsce zasłynął z ogromnego zaangażowania w akcje charytatywne i niesienia pomocy słabszym, zginął w tragicznych okolicznościach 23 kwietnia. Polityk został śmiertelnie potrącony podczas jazdy na rowerze przy ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej.
Jak ustalili śledczy, 57-letni kierowca z Sosnowca niespodziewanie zjechał na przeciwległy pas ruchu, bezpośrednio uderzając w posła. Mimo szybkiej reakcji służb ratunkowych, życia mężczyzny nie udało się uratować.
Sprawca został natychmiast zatrzymany na miejscu. Po oficjalnym przesłuchaniu, postawieniu zarzutów oraz wpłaceniu kaucji w wysokości 40 tysięcy złotych, pozwolono mu jednak opuścić areszt. Śledczy cały czas pracują nad wyjaśnieniem dokładnych okoliczności, które doprowadziły do śmierci posła.
Ponowne przesłuchanie i badanie przeszłości
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, prok. Bartosz Kilian, w rozmowie z dziennikiem "Fakt" poinformował, że sprawca wypadku został ponownie wezwany do prokuratury w celu złożenia zeznań uzupełniających. Jak się jednak okazuje, ponowne przesłuchanie praktycznie nie różniło się od pierwszego.
– Teraz podtrzymywał swoje wcześniejsze wypowiedzi – przekazał krótko prokurator Kilian.
Śledczy czekają obecnie na szczegółową ekspertyzę biegłych dotyczącą pełnej rekonstrukcji wypadku. Dokument ten ma zostać sporządzony we wrześniu i to właśnie dzięki niemu śledztwo będzie mogło ruszyć dalej. Zaledwie kilka dni temu media informowały również o innych krokach prokuratury, która zapowiedziała dokładne zbadanie przeszłości sprawcy zdarzenia.
– Konsekwentnie rekonstruujemy okoliczności związane z przeszłością podejrzanego, które mogłyby być przydatne w ocenie jego strony podmiotowej, całokształtu jego linii życiowej, wszystkiego, co pozwala zbadać jego nastawienie do czynu, który jest mu zarzucany – wyjaśniał na łamach "Faktu" Bartosz Kilian.
Zobacz także
Niejasne zeznania i podejrzenie linii obrony
Przypominamy, jak wyglądało pierwsze przesłuchanie 57-letniego mężczyzny, które odbyło się jeszcze w kwietniu. Nie przyniosło ono przełomu, na jaki liczyli śledczy oraz bliscy zmarłego, a sama relacja kierowcy wywołała wówczas sporą konsternację. Podejrzany w swoich oświadczeniach nie był spójny, co sprawiło, że jego wiarygodność szybko stanęła pod znakiem zapytania. Jak przekazywał rzecznik prokuratury, oskarżony przedstawiał kilka różnych wersji swojego stanu tuż przed zderzeniem. Śledczy stwierdził wprost, że "w ocenie prokuratora część jego oświadczeń budzi wątpliwości".
– Takie sformułowania pojawiają się w jego relacji. Balansuje on pomiędzy utratą przytomności a chwilowym rozkojarzeniem, ewentualnie całkowitą niepamięcią – tłumaczył w kwietniu prok. Kilian.
Śledczy podkreślali, że mężczyzna przyznał się do zarzucanego czynu, jednak sam sposób, w jaki opisywał moment utraty panowania nad autem, od początku budził podejrzenia. – Z tego też względu zasygnalizowano mi, że referent postępowania dostrzega przesłanki, które przemawiają za koniecznością poddania sprawy pod rozstrzygnięcie sądu – dodał rzecznik.
Prokuratura sugerowała, że tak zmienne zeznania mogą być przygotowaną linią obrony, mającą na celu uniknięcie surowszej odpowiedzialności karnej. Jak zaznaczył Bartosz Kilian, "z pewnych materiałów, którymi dysponuje prokuratura, można stwierdzić, że te oświadczenia mogą stanowić linię obrony".






