Jakub Wiech, w tle grafika symbolizująca zmiany klimatyczne
Jakub Wiech o konsekwencjach zmian klimatycznych Fot. naTemat.pl

Czy obecne lato jest najchłodniejszym latem reszty naszego życia? To pytanie wraca przy każdej fali upałów, zwykle w formie mema, półżartu, półostrzeżenia. Jakub Wiech, dziennikarz gospodarczy i autor podcastu "Elektryfikacja", w Rozmowie naTemat studzi jednak emocje. Zmiana klimatu nie działa jak prosta kreska na wykresie.

REKLAMA

– To nie jest tak, że każde kolejne lato będzie już tylko cieplejsze. Wbrew pozorom czekają nas też znacznie chłodniejsze lata – mówi Jakub Wiech w rozmowie z naTemat. Ale od razu dodaje: długofalowy trend jest jasny. Temperatura rośnie, prognozy są ekstremalne, a rekordy, którymi żyjemy dziś, najpewniej będą pobijane.

Najbardziej niepokojące nie jest samo ocieplenie, lecz tempo. Według Wiecha obecna zmiana klimatu jest mniej więcej 30 razy szybsza od najszybszych naturalnych zmian, które zachodziły w historii Ziemi. A cywilizacja, którą zbudowaliśmy, nie jest przygotowana na taki skok.

W rozmowie pada mocne pytanie: czy nasze dzieci będą musiały do kogoś strzelać, żeby napić się wody? – Nie wiem. I to jest bardzo przerażająca odpowiedź – mówi Wiech. Przypomina, że dostęp do wody już dziś jest problemem w wielu miejscach świata, a susze i załamanie produkcji żywności były wskazywane jako jeden z czynników wojny domowej w Syrii.

Europa jest w tej układance uprzywilejowana, bo jest bogata i bardziej odporna. Może importować żywność, inwestować w infrastrukturę, w skrajnym przypadku budować stacje odsalania wody. Inaczej wygląda sytuacja w uboższych regionach świata. Dlatego Jakub Wiech stawia sprawę brutalnie: – Myślę, że większe szanse są na to, że nasze dzieci będą strzelać do ludzi, którzy będą uciekać z miejsc, gdzie nie będzie się dało żyć przez zmianę klimatu.

Czarny scenariusz dla Polski nie oznacza po prostu "cieplejszych wakacji". To oznacza kraj z dłuższymi falami upałów, suszą, gwałtownymi deszczami, wichurami i gradobiciami. – Tak naprawdę klimat Polski zmieniłby się na porę deszczową i porę suchą – mówi gość rozmowy naTemat.pl. Najgorsza byłaby jednak utrata przewidywalności. – Tutaj nie chodzi o to, że się ociepla. Chodzi o to, że ociepla się tak szybko – podkreśla.

Zmiana klimatu szybko przestaje być abstrakcją, gdy zaczyna uderzać w ceny. Wiech mówi wprost, że największą zmorą polskiego rolnictwa będą problemy z wodą. – Polska tak naprawdę od sześciu lat zmaga się z chroniczną suszą – wylicza. A ponieważ rynek żywności jest globalny, problemy ze zbiorami w jednym miejscu świata szybko odczuwają konsumenci w innym. – Zmiana klimatu przede wszystkim uderzy w nasze łańcuchy dostaw żywności – mówi.

W rozmowie mocno wybrzmiewa też wątek prawicy. Wiech sam określa się jako konserwatysta, ale uważa, że współczesna prawica wzięła swój stosunek do klimatu z amerykańskiej kalki. W USA konserwatyści od czasów Ronalda Reagana związali się z wielkim biznesem i branżą paliw kopalnych. W Polsce – jak ocenia – wygląda to inaczej: – Amerykańscy konserwatyści robią to za całkiem spore pieniądze. W Polsce w dużej mierze to się odbywa za friko.

Tymczasem transformacja energetyczna ma z polskiej perspektywy nie tylko sens klimatyczny, ale też strategiczny. Jakub Wiech przypomina, że w rosyjskiej strategii energetycznej z 2019 roku rozwój OZE wskazano jako zagrożenie dla interesów Federacji Rosyjskiej. I puentuje krótko: – Dekarbonizujmy się na pochybel Rosji.

Polska ma też własny rachunek ekonomiczny. – W ciągu ostatnich 26 lat zaimportowaliśmy surowce energetyczne o wartości 2 bilionów złotych – mówi Wiech. Jak wylicza, ograniczenie tego importu tylko o 10 proc. oznaczałoby 200 mld zł zostające w kraju.

Po całej serii ostrzeżeń Wiech nie brzmi jednak jak katastrofista. Przeciwnie: mówi, że staje się coraz większym optymistą, bo technologie transformacji energetycznej rozwijają się szybciej niż jeszcze niedawno zakładano. – Biorąc pod uwagę najnowszy rozwój technologii, jeżeli chodzi o transformację energetyczną, ja się staję coraz większym optymistą – mówi.

To nie jest optymizm z gatunku "jakoś to będzie". Raczej przekonanie, że klimat trzeba wreszcie wyjąć z szuflady z napisem "ideologia". Bo chodzi o wodę, jedzenie, migracje, Rosję, energetykę, ceny i bezpieczeństwo.