
Jazda pociągiem w Polsce zaczyna podchodzić chyba pod kategorię sportów ekstremalnych. Wiedzą o tym ci, którzy zimą nigdzie nie pojechali przez rekordowe mrozy, a po ostatnim weekendzie także pasażerowie, którzy korzystali z sauny na Dworcu Centralnym i nie wsiedli do pociągów przez upały.
Pogoda w Polsce w ostatnich dniach jest ekstremalna. Upały sięgające 40 st. C pod koniec czerwca są u nas niespotykaną anomalią, która pokonała narodowego przewoźnika. Tak wysokich temperatur nie wytrzymała infrastruktura kolejowa, a po zerwaniu sieci trakcyjnej w wielu miejscach doszło do masowych opóźnień i odwołań składów. Kolejne pociągi nie wyjadą na trasy także w poniedziałek i wtorek (29 i 30 czerwca).
PKP Intercity jednak zawsze ma pod górkę. Jak nie mróz, to upał
Utrudnienia na kolei mogą stać się symbolem 2026 roku. Wszyscy pamiętamy, kiedy po intensywnych opadach śniegu doszło do odwołania i opóźnienia pociągów, ponieważ żywioł doprowadził do uszkodzenia trakcji. Teraz mamy analogiczną sytuację, ale spowodowaną upałami. I powinniśmy przygotować się na więcej.
– Mój pociąg miał być o 12:08, spóźnienia powiększały się co 5 minut, co 10 minut, więc warowałam pięć godzin na peronie. Potem niespodziewanie z tablicy pociąg zniknął. Udałam się do informacji, no i owszem, znaleziono ten pociąg, ale go już dawno rozczłonkowano i on nie dojedzie. Dano mi zastępczy bilet na 20:08, z 12:08 na 20:08 – opisywała w niedzielę jedna z podróżnych w rozmowie z TVN24.
I to ten system informowania o opóźnieniach w tym wszystkim może być najbardziej irytujący. Bądźmy szczerzy, w XXI wieku PKP Intercity powinno doskonale wiedzieć, gdzie jest ich pociąg i co do minuty być w stanie powiedzieć, za ile wjedzie na peron. Zamiast tego nasz narodowy przewoźnik, który w tym roku chce obsłużyć 96 mln pasażerów, w zakresie opóźnień nadal polega na kryształowej kuli, utrudniając życie wszystkim, w tym sobie.
A awarie to już klasyka. W niedzielę podczas rekordowych upałów popsuła się m.in. sieć trakcyjna pod Modlinem, co oznaczało ewakuację ok. 400 osób z dwóch pociągów. Przewoźnik podał, że do podobnych incydentów doszło w wielu innych miejscach. Stąd kolejne odwołania przejazdów. Tym razem informacje podano na zaś.
Zobacz także
PKP Intercity odwołało 21 pociągów w poniedziałek i kolejne we wtorek
Niedzielne wielogodzinne opóźnienia i w konsekwencji odwołania składów mogły dać narodowemu przewoźnikowi do myślenia. W poniedziałek rano na ich stronie pojawiła się bowiem dokładna lista odwołanych pociągów, które w poniedziałek i wtorek w ogóle nie wyjadą na tory. Pasażerowie, którzy mieli nimi podróżować, będą mogli skorzystać z zastępczej komunikacji lub ze współhonorowania biletów u innych przewoźników.
W poniedziałek 29 czerwca na pewno nie pojedziecie składami:
Natomiast we wtorek 30 czerwca odwołano następujące połączenia kolejowe:
Jak widać, wiele z tych połączeń to popularne pociągi w górach lub nad morzem. A dodajmy, że to właśnie tam rozpoczął się właśnie sezon turystyczny w Polsce, więc utrudnienia dotkną znacznie większe grono podróżnych niż jeszcze kilka dni temu. Pamiętajcie też, że opóźnienia pojawią się na o wiele większej liczbie tras. Cierpliwość i zapasy wody będą bardzo wskazane w pociągach w najbliższych dniach, a nawet miesiącach, bo nawet rozkład jazdy nie daje szans na brak opóźnień na kolei.






