
– Usłyszałam, że pojedziemy na wakacje we dwoje dopiero w sierpniu, bo w lipcu Michał wyjeżdża z byłą żoną i dzieckiem na kilka dni. Powiedziałam, że chyba po moim trupie. Michał stwierdził, że skoro "nie ma we mnie za grosz empatii" i "nie jestem tolerancyjna", to musi się zastanowić nad naszą relacją – opowiada Anna. Dlaczego szantażujemy najbliższych?
Sierpień. Ciepły wieczór. Beata zakłada maleńkiej córeczce pieluszkę, lekką sukienkę i układa ją w wózku. Wreszcie mogą wyjść. W ciągu dnia żar lał się z nieba, teraz zrobiło się przyjemniej. W powietrzu czuć delikatny powiew. Pochyla się nad córką, czule do niej szepcze i uśmiecha się.
"Na spacerek sobie pójdziemy, dobrze?" – zagaduje.
Są już na zewnątrz, gdy za plecami słyszy:
"Z dzieckiem sobie wychodzisz, tak? Jak się jej coś stanie, to będzie twoja wina. Zapamiętaj to sobie".
Odwraca się. Partner stoi w drzwiach rozczochrany, z koszulką założoną tył na przód. Czuć od niego piwo.
Beata nic nie odpowiada. Rusza przed siebie, pchając wózek. W brzuchu czuje znajome, nieprzyjemne ściskanie.
Przez kolejne trzy lata wspólnego życia podobnych słów usłyszy znacznie więcej. Że jeśli mu "nie da", to będzie "chodził na dziw**i". Że jeśli zabierze córkę na wakacje – bo on nie ma ochoty z nimi jechać – to się wyprowadzi. A jeśli pofarbuje włosy, to między nimi koniec, bo on woli "naturalne kobiety".
Czasem próbuje szukać wsparcia u jego rodziny. Za każdym razem słyszy to samo: "On już taki jest", "Przecież cię nie bije", "Jak pije, to tylko w domu". Albo: "Może z tobą jest coś nie tak?".
Zaczyna zadawać sobie pytania. Może rzeczywiście przesadza? Może jest przewrażliwiona? Może histeryzuje?
Ich córka ma trzy lata, gdy Beata decyduje się odejść.
"Będę cię kontrolował. Będę cię sprawdzał. Zrobisz coś nie tak, to popamiętasz" – słyszy na pożegnanie.
Ojciec zachowuje kontakty z córką. Jest dobrym tatą.
Mijają lata. Pewnego dnia nastoletnia już dziewczynka wraca od niego wyraźnie przygnębiona.
"Tata powiedział, że jeśli kiedykolwiek zacznę się malować, nawet jak będę dorosła, to nie chce, żebym do niego przychodziła" – wyznaje.
Beata już wie, co to znaczy.
Powiedział, że musi zastanowić się nad relacją
Historia Beaty nie jest odosobniona. Podobnych doświadczeń jest znacznie więcej, choć szantaż emocjonalny nie zawsze łatwo rozpoznać. Często ukrywa się za pozornie zwykłymi słowami i sytuacjami, które z czasem zaczynają wyznaczać zasady całej relacji.
Tak było u Anny. Na początku nawet imponowało jej to, że partner po rozstaniu z poprzednią partnerką zachował klasę i potrafił się z nią porozumieć ze względu na ich wspólne dziecko. Wydawało jej się to naturalne. Nie przeszkadzało jej, że bywał w domu byłej żony. Przecież szedł tam dla dziecka. Kiedy chorowało, siedział przy nim i trzymał je za rękę.
Z czasem jednak granice zaczęły się zacierać. Michał coraz częściej spotykał się z byłą partnerką i dzieckiem poza domem – chodzili razem na lody, do kina, na kręgle. Anna próbowała przełknąć fakt, że z boku wyglądali jak rodzina, choć to z nią Michał dzielił już cztery lata życia.
Jej koleżanki, które same były po rozwodach lub rozstaniach, patrzyły na to inaczej. Opowiadały, że u nich kontakty z byłymi partnerami ograniczały się do przekazania dziecka na weekend.
– Coś w tej relacji jest nie tak – powtarzały. – Ojciec może być obecny w życiu dziecka, ale nie powinien odgrywać roli męża swojej byłej partnerki.
Kiwały głowami i ciężko wzdychały, gdy Anna po raz kolejny opowiadała, że Michał spędził popołudnie z byłą żoną i dzieckiem na kręgielni albo w kinie.
Próbowała też zagłuszyć swoją intuicję, która podpowiadała jej, że Michał nie postępuje fair. Powtarzała sobie, że może jest zazdrosna, może przesadza, a może właśnie tak wygląda dojrzałe rodzicielstwo po rozstaniu. Do czasu.
– Usłyszałam, że jednak pojedziemy na wakacje we dwoje dopiero w sierpniu, bo w lipcu Michał wyjeżdża z byłą żoną i dzieckiem na kilka dni. "Dla dobra dziecka" – oburza się. – Najpierw zaniemówiłam. Potem popukałam się w czoło i powiedziałam, że chyba po moim trupie. Michał stwierdził, że skoro "nie ma we mnie za grosz empatii" i "nie jestem tolerancyjna", to musi się zastanowić nad naszą relacją.
Przez kolejne dni niemal się do niej nie odzywał. Ignorował ją, karał ciszą i dawał do zrozumienia, że to od jej decyzji zależy przyszłość ich związku.
– Dzisiaj najbardziej żal mi zmarnowanych lat. Ale jeszcze bardziej szkoda mi tego dziecka, któremu namieszał w głowie. Jego synek przez cały czas miał nadzieję, że tatuś i mamusia do siebie wrócą. Nic z tego nie wyszło. Po mnie Michał znalazł kolejną "ofiarę", z tego, co wiem, sporo młodszą. Może teraz będą jeździć na wakacje we czwórkę – ironizuje.
Czym jest szantaż emocjonalny?
– To przede wszystkim próba przejęcia kontroli i władzy nad drugą osobą. Ktoś, kto stosuje szantaż emocjonalny, manipuluje poprzez wzbudzanie poczucia winy, obrażanie się, karanie ciszą i dystansem, stawianie ultimatum, a nawet groźbę wycofania miłości, uwagi czy całkowitego odejścia z relacji – wyjaśnia Ewelina Naturia Pańczyk, psychotraumatolożka, terapeutka i mediatorka.
Jak podkreśla, u podłoża takich zachowań niemal zawsze leży niedojrzałość emocjonalna. Dotyczy to zarówno osób o cechach narcystycznych, jak i tych, które nie potrafią radzić sobie z własnymi emocjami.
– Taka osoba nie umie regulować frustracji. Odmowę odbiera jak odrzucenie, często dlatego, że sama nosi w sobie głęboką traumę odrzucenia. Nie potrafi zaakceptować, że partner ma prawo do własnego zdania i własnych granic. Tymczasem szacunek w relacji opiera się właśnie na uznaniu wolności drugiego człowieka – tłumaczy.
Ekspertka zwraca uwagę, że osoby stosujące szantaż emocjonalny często mylą miłość z kontrolą i potrzebą posiadania racji. Nierzadko wynoszą takie wzorce z domu rodzinnego, gdzie konflikty rozwiązywano poprzez nacisk, groźby lub karanie, a nie rozmowę.
– Pod tym wszystkim kryje się ogromna bezsilność. Szantaż nie jest oznaką siły, lecz właśnie bezradności. Sięgają po niego ludzie, którzy nie znają innych sposobów regulowania emocji i rozwiązywania konfliktów – podkreśla.
Marta cieszyła się, że wreszcie zdecydowała się na studia podyplomowe. Wiedziała, że dzięki nim będzie miała większe szanse na lepiej płatną pracę. Większość czesnego miał pokryć mąż.
Ale najpierw urlop. Marta pakowała walizki swoje i dwójki przedszkolaków. Mąż od kilku dni chodził podenerwowany. Coraz częściej wyrzucał jej, że poświęca mu za mało czasu. Między pakowaniem ubrań a sprawdzaniem, czy dzieci mają wszystko, czego potrzebują, zaczął dawać do zrozumienia, że liczy na to, iż podczas wakacji wreszcie będą częściej uprawiać sek*.
Marta
żona i mama
Zamarła.
– Przez kilka dni zastanawiałam się, czy może rzeczywiście przesadzam. Przecież nie krzyczał. Nie groził. Szczerze mówił o swoich potrzebach.
O wszystkim opowiedziała koleżance.
– Spojrzała na mnie i powiedziała: "Ale przecież to jest szantaż". Ja wcześniej w ogóle tak o tym nie myślałam. Wydawało mi się, że może faktycznie ma prawo oczekiwać czegoś w zamian, skoro wykłada pieniądze na moje studia. Dopiero kiedy wypowiedziała to na głos, zrozumiałam, jak absurdalnie zaczęłam usprawiedliwiać jego zachowanie.
W tym tekście głos oddaję kobietom, bo to one zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Szantaż emocjonalny nie ma jednak płci. Jego ofiarami są także mężczyźni.
Szantaż to bezradność
Ostatnia z bohaterek tego tekstu, Marta, usłyszała od męża, że jeśli podczas wspólnego urlopu nie będzie współżycia, nie opłaci jej studiów podyplomowych. Kobieta zarabia niewiele, dlatego możliwość dalszego kształcenia jest uzależniona od jego wsparcia finansowego.
– Na podstawie jednego zdania nie można jednoznacznie stwierdzić, że mamy do czynienia z narcystycznym schematem relacji. Jednak osoba o bezpiecznym stylu przywiązania po prostu tak nie postępuje. Problemy w sferze intymnej rozwiązuje się rozmową, a nie groźbami. W tym przypadku partner wykorzystuje niezwykle ważny zasób – możliwość dalszej edukacji i samorealizacji – jako narzędzie nacisku. Szantażowanie partnerki odebraniem finansowania studiów, jeśli nie zgodzi się na se*s, jest już bardzo bliskie narcystycznemu wzorcowi kontroli – ocenia Ewelina Naturia Pańczyk.
Co jednak zrobić, gdy szantaż emocjonalny pojawia się w relacji, która zasadniczo jest zdrowa, a problem wynika raczej z niedojrzałości niż z trwałego wzorca przemocy?
Zdaniem Eweliny Naturii Pańczyk kluczowe jest nazwanie sytuacji i postawienie wyraźnej granicy.
– Jeśli zależy nam na tej relacji, warto powiedzieć wprost: "To jest szantaż emocjonalny. Nie zgadzam się na takie traktowanie. Czuję, że odbiera mi to wolność i sprawia, że nie jestem szanowana" – mówi terapeutka.
Jak podkreśla, zdrowy związek nie polega na wymuszaniu posłuszeństwa, ale na rozmowie o różnicach i przyjmowaniu odmowy drugiej osoby bez karania jej za własne granice. Dlatego tak ważne jest, by jasno komunikować swoje potrzeby, mówić, jak chcemy być traktowani, i konsekwentnie reagować na każdą kolejną próbę manipulacji.
– W zdrowej relacji stawianie granic przynosi efekty. Osoba, która potrafi się rozwijać emocjonalnie, jest w stanie przyjąć refleksję, przeprosić i zmienić swoje zachowanie – wyjaśnia.
Dalsza część tekstu poniżej
Zobacz także
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy szantaż jest elementem trwałego schematu narcystycznego.
– Dla narcyza każda odmowa jest ciosem w ego i oznacza utratę kontroli. Nie prowadzi do refleksji, tylko do eskalacji. Jeśli początkowo karą były ciche dni czy dewaluacja partnera, z czasem pojawia się wściekłość, kolejne formy nacisku, a nawet groźby odejścia z relacji – tłumaczy ekspertka.
Jak dodaje, próby odwoływania się do empatii czy własnych uczuć zwykle nie przynoszą efektu.
– Komunikaty typu: "To mnie rani", "Czuję się nieszanowana" czy "Takie zachowanie mnie boli" nie działają, bo dla narcyza najważniejsze jest zaspokojenie własnych potrzeb. Nie interesuje go perspektywa drugiej osoby.
Jednym ze sposobów ograniczania manipulacji może być tzw. technika szarej skały, polegająca na nieangażowaniu się w prowokacje, niewchodzeniu w przerzucanie winy i spokojnym pozostawaniu przy swoich granicach. Psychotraumatolożka zaznacza jednak, że nie zmieni to samego sprawcy.
– Narcyz sam z siebie nie przestanie stosować szantażu. Dlatego w takich sytuacjach najważniejsza jest terapia osoby, która doświadcza przemocy psychicznej. Uczymy się na niej odporności psychicznej, odzyskiwania sprawczości i realistycznej oceny relacji. Bardzo często prowadzi to do decyzji o odejściu. Jeśli z różnych powodów – na przykład ze względu na dzieci – ktoś decyduje się zostać, pracujemy nad tym, by potrafił chronić własne granice. Trzeba jednak mieć świadomość, że nie oznacza to, iż narcyz nagle się zmieni – podsumowuje Ewelina Naturia Pańczyk.
Szantażujemy dzieci na potęgę
Szantaż emocjonalny nie dotyczy jednak wyłącznie relacji partnerskich. Jak przyznaje Ewelina Naturia Pańczyk, bardzo często pojawia się także w wychowaniu dzieci – i to w sytuacjach, które wielu rodzicom wydają się zupełnie zwyczajne.
– Szantażujemy dzieci na potęgę. Wystarczy pójść w dowolne miejsce publiczne. Sama jestem teraz na urlopie i niemal co chwilę słyszę komunikaty: "Jeżeli natychmiast tego nie zrobisz, to wychodzimy i koniec z siedzeniem nad wodą" – opowiada.
Jej zdaniem problem nie tkwi wyłącznie w pojedynczych zdaniach, ale w sposobie budowania relacji z dzieckiem. Wielu dorosłych próbuje wzmacniać swój autorytet poprzez władzę i kontrolę, choć – jak podkreśla terapeutka – prawdziwy autorytet rodzi się z dawania przykładu.
– Jeżeli sami krzyczymy, obrażamy się, przekraczamy granice albo wybuchamy złością, dziecko będzie te zachowania po prostu kopiować. Nie nauczymy go spokojnej komunikacji, jeśli sami z niej nie korzystamy – mówi.
Dlatego, jak przekonuje, praca nad relacją z dzieckiem powinna zacząć się od pracy nad sobą.
– Warto uczyć się regulacji emocji, korzystać z terapii, a jeśli uruchamiają się w nas silne reakcje związane z własną przeszłością, czasem potrzebna jest również terapia traumy. Dopiero kiedy zrozumiemy, skąd biorą się nasze zachowania i przestaniemy bezwiednie powielać schematy wyniesione z domu, będziemy mogli przekazać dzieciom zdrowsze wzorce – tłumaczy.
Sama stara się wprowadzać takie zmiany także w swoim domu.
– Niedawno kupiłam narzędzia do pracy z moją sześcioletnią córką. Rozmawiamy o emocjach, o tym, jak przeżywać radość, ale też jak radzić sobie z porażką, rozczarowaniem czy odmową. Uczymy się tego razem. Rodzicielstwo to nieustanna nauka, a każda codzienna sytuacja może stać się punktem wyjścia do ważnej rozmowy – podsumowuje Ewelina Naturia Pańczyk.





