
Łukasz Jasina, były rzecznik MSZ, w rozmowie w "Rozmowie naTemat" nie owija w bawełnę. Opowiada o pierwszych godzinach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, o tym, jak Polska próbowała „obsługiwać” ukraiński kryzys, ale też o momencie, w którym – jego zdaniem – Kijów zaczął grać bardzo twardo wobec Warszawy. Padają też mocne słowa o Donaldzie Tusku.
Jasina wraca do nocy z 23 na 24 lutego 2022 roku. Jak mówi, sygnałów o możliwej agresji było coraz więcej, ale do końca nie było pewności, że Putin rzeczywiście podejmie decyzję o wojnie. – Pewności nikt nie miał do nocy z 23 na 24 lutego tak naprawdę – mówi.
Kiedy informacje zaczęły spływać już lawinowo, w MSZ rozpoczęło się „permanentne rozwikływanie chaosu”: ewakuacja konsulatów, sprawdzanie pracowników, komunikacja z mediami i pilnowanie, by w pierwszych godzinach wojny nie popełnić fatalnego błędu. Jasina wspomina to dziś z gorzkim humorem. Gdy trzeba było jechać do resortu, kierowcy nie odbierali telefonów.
– Dziękuję Bogu za istnienie Bolta w Warszawie. Państwo przetrwało dzięki Boltowi – mówi.
"Po ludzku bał się każdy". Polska trauma i decyzja o pomocy Ukrainie
Były rzecznik nie udaje, że w polskich instytucjach wszyscy byli wtedy spokojni. – Po ludzku się, myślę, bał każdy – przyznaje. I dodaje: – Jesteśmy traumalandem. Mamy zakodowany od kilku pokoleń lęk przed tym, że nas wszystko zniszczy.
Jednocześnie, jak podkreśla, Polska bardzo szybko podjęła decyzję, że Ukrainie trzeba pomóc. Bronią, dyplomacją i przyjęciem uchodźców. Do dziś przypominają o tym historie uchodźców z Ukrainy, którzy osiedlili się nad Wisłą. – Co, mieliśmy pomóc Rosjanom zniszczyć Ukrainę? – pyta retorycznie.
Zobacz także
"Będą nas rozgrywać". Trudne relacje Polski z Kijowem
Ale w tej rozmowie nie ma już wyłącznie opowieści o polsko-ukraińskim „miesiącu miodowym”. Jasina mówi wprost, że od początku wiedział, iż relacje z Kijowem będą trudne. – To, że będą nas rozgrywać, to wiedzieliśmy dosłownie – stwierdza.
Jako przykład podaje sprawę migów. Według niego Amerykanie próbowali „zwalić” problem na Polskę, a Ukraińcy stosowali wobec Warszawy „szantaż moralny”. Później, jak mówi, przyszły kolejne napięcia: propozycja sił pokojowych NATO, temat Wołynia i Przewodów.
W sprawie Przewodowa – przypomnijmy, że Przewodów leży tuż przy granicy z Ukrainą – Jasina uważa, że Polska zareagowała za miękko. – Odpuściliśmy za bardzo wtedy – mówi. Jego zdaniem władze publicznie zachowały się jak dobrzy sojusznicy, ale nie doceniły, że w polskim społeczeństwie może narastać poczucie krzywdy – dziś w części debaty widać nawet narracje, w których Ukraińcy stali się wrogiem wewnętrznym.
Jasina o Tusku i Sikorskim. Ostra ocena rządzących
Mocno wybrzmiewa też wątek Donalda Tuska. Jasina mówi o nim bez dyplomatycznego pudru. – Donald Tusk jest człowiekiem bardzo nieszanującym Polaków – stwierdza. W rozmowie pojawia się też sugestia, że premier ma problem ze zrozumieniem wschodniej części Europy, choć Jasina nie chce rozwijać tego wprost w formie cytatu.
Były rzecznik MSZ nie oszczędza również Radosława Sikorskiego. Przyznaje, że szef MSZ świetnie buduje własną pozycję i międzynarodową rozpoznawalność – czego przykładem choćby głośne wystąpienie Sikorskiego w ONZ – ale jego zdaniem nie zawsze przekłada się to na realne polityczne efekty. – Jak nie możemy zrobić dużej jakości, to robimy duże ilości. I troszeczkę tak jest u Radosława Sikorskiego – ocenia.
Wdzięczność w polityce ma krótki termin ważności
Najważniejsza teza tej rozmowy jest jednak szersza: Polska w lutym 2022 roku zdała wielki test, ale później zderzyła się z brutalnością polityki.
Ukraińcy walczyli o przetrwanie, więc grali twardo. Amerykanie pilnowali własnych interesów. A Polska, choć pomogła natychmiast i na ogromną skalę, musiała szybko zrozumieć, że wdzięczność w polityce międzynarodowej ma bardzo krótki termin ważności – a to, jak wyglądała gospodarka Polski po roku od wybuchu wojny, pokazało, ile ten test realnie kosztował.






