
W niedzielę doszło do dramatycznego wypadku w Warszawie, wskutek którego miejski autobus wjechał do przejścia podziemnego po tym, jak staranował kilkanaście aut. W mediach pojawiają się nowe doniesienia na temat dalszych postępowań w tej sprawie, zarzutów dla kierowcy oraz prawdopodobnych przyczyn zdarzenia.
Do niebezpiecznego wypadku doszło w niedzielę 5 lipca na warszawskiej Ochocie. Autobus miejski linii 186 staranował tramwaj oraz 14 samochodów, a następnie wjechał prosto do przejścia podziemnego, uderzając w jego betonowy dach.
W wyniku tego zdarzenia rannych zostało sześcioro pasażerów pojazdu. 58-letniemu kierowcy autobusu nic się nie stało. Zgodnie z ustaleniami przekazanymi przez policję mężczyzna nie był pod wpływem alkoholu, a testy wykluczyły również obecność narkotyków w jego organizmie.
Śledztwo prokuratury i przesłuchanie kierowcy
Jak poinformowano na antenie stacji TVN24, w sprawie zostało już wszczęte oficjalne śledztwo, które prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota. Na poniedziałek zaplanowane było przesłuchanie 58-letniego kierowcy. Mężczyzna miał zeznawać w charakterze świadka i na ten moment śledczy nie planowali stawiać mu żadnych zarzutów.
Postępowanie zostało wszczęte z artykułu 174 Kodeksu karnego, czyli pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Zgodnie ze wspomnianym przepisem sprawcy takiego czynu grozi kara pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat. Jeżeli jednak wykazane zostanie, że sprawca działał nieumyślnie, grozi mu do 3 lat więzienia.
Zobacz także
Awaria hamulców i relacja pracownika
Jak przekazuje portal Onet, 58-latek jest pracownikiem Miejskich Zakładów Autobusowych od siedmiu lat. Do tej pory pracodawca nie miał żadnych zastrzeżeń do wykonywanych przez niego obowiązków. Wcześniej, we wstępnej rozmowie z policją na miejscu zdarzenia, kierowca stwierdził, że prawdopodobnie doszło do awarii hamulców, przez co nie mógł w żaden sposób zatrzymać rozpędzonego pojazdu.
– Na razie nie mamy oficjalnie potwierdzonej przyczyny wypadku. Z relacji kierowcy wynikało, że mogło dojść do awarii układu hamulcowego. Mężczyzna mówił policjantom, że wciskał pedał hamulca, ale pojazd nie reagował. Musi to jednak zostać potwierdzone. Kluczowa dla wskazania przyczyn wypadku będzie opinia biegłego – mówił w rozmowie z portalem podkomisarz Jacek Wiśniewski, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.
Oświadczenie MZA. Spółka odcina się od spekulacji
W poniedziałek Miejskie Zakłady Autobusowe wydały oficjalny komunikat dotyczący wypadku. Przedstawiciele spółki zaznaczyli, że wstrzymują się z jakimikolwiek wyrokami do czasu, aż ich pracownicy będą mogli zbadać wóz.
"W związku ze zdarzeniem z dnia 5 lipca na rondzie Zesłańców Syberyjskich Spółka informuje, że wstrzymuje się z wszelkimi komentarzami i opiniami na temat możliwych przyczyn wypadku z udziałem autobusu Solaris Urbino 18, należącego do Miejskich Zakładów Autobusowych, do czasu uzyskania możliwości dokładnego sprawdzenia pojazdu przez zespół specjalistów ze strony MZA i producenta" – przekazano.
Dodano również, że aktualnie wyjaśnianiem sprawy zajmują się wyłącznie policja i prokuratura, które zabezpieczyły pojazd. Spółka stanowczo odniosła się także do krążących w sieci pogłosek o możliwych przyczynach awarii.
"Jednocześnie uznajemy za nieuprawnione wszelkie dywagacje o awarii potencjometru przyspieszenia, jako możliwej przyczynie. W serii autobusów, z której pochodzi pojazd o numerze taborowym 7717, nie odnotowywano awarii tego urządzenia. Ewentualna awaria potencjometru, wedle posiadanej przez nas wiedzy, skutkowałaby unieruchomieniem pojazdu, a nie jego przyspieszeniem" – czytamy w oświadczeniu.
MZA zapewniło o stałym kontakcie z firmą Solaris Bus & Coach, która udziela im technicznego wsparcia. Na koniec komunikatu przedsiębiorstwo zdementowało kolejne teorie spiskowe: "Zaprzeczamy również dywagacjom na temat możliwego uzyskania zdalnego panowania nad pojazdem, co potwierdza także producent autobusów. Taka techniczna możliwość nie istnieje".






