Komar
Naukowcy odkryli nowy sposób w walce z komarami Fot. Unsplash.com / @mithilgirish

Oprócz upragnionych wakacji oficjalnie nadszedł także mniej wyczekiwany sezon na uciążliwe komary. Najnowsze badania naukowców wskazują jednak, że olejek pozyskiwany z dobrze nam znanej rośliny działa tak samo skutecznie, jak najpopularniejsza substancja na rynku stosowana w preparatach na komary.

REKLAMA

Warunki pogodowe w Polsce wkrótce staną się wręcz wymarzone dla komarów. Po fali obfitych deszczów nadejdą do nas ponownie afrykańskie upały, a wraz z nimi z pewnością pojawią się te znienawidzone przez wszystkich owady. Szczególnie upodobały one sobie bowiem duszne i ciepłe dni po intensywnych opadach.

W związku z tym większość z nas sięgnie zapewnie po tradycyjne spraye z drogerii. Zawierają one zazwyczaj DEET, czyli powszechnie stosowaną syntetyczną substancję chemiczną, która skutecznie odstrasza owady (choć niedawne badania wskazują nowe, nieco niepokojące wnioski o upodobaniach komarów). Jak się jednak okazuje, niemal identyczne właściwości posiada pewna roślina, która do tej pory kojarzyła się nam przede wszystkim z... kotami.

Zamiast chemii – kocimiętka. Czyli najnowsze odkrycie naukowców

Niektórzy z dystansem podchodzą do sklepowych preparatów na owady. Często podrażniają one skórę, mają ostry zapach, a wiele osób nie chce ich używać w bezpośredniej obecności dzieci czy zwierząt z obawy o negatywne skutki zdrowotne. Okazuje się, że w przyrodzie występuje podobna substancja, która działa zupełnie jak syntetyki z laboratoriów. Mowa tu o nepetalaktonie, który jest głównym składnikiem olejku eterycznego występującego w kocimiętce (Nepeta cataria).

Jak ogłoszono we wtorek 7 lipca we Florencji, podczas konferencji Towarzystwa Biologii Eksperymentalnej (Society for Experimental Biology), międzynarodowy zespół ekspertów z Ugandy i Walii doszedł w tej sprawie do przełomowych wniosków. Badacze udowodnili, że komary poszukujące pożywienia znacznie rzadziej siadają na osobach, które posmarowały swoją skórę balsamem stworzonym właśnie na bazie kocimiętki.

Przełomowe testy w Ugandzie i tania alternatywa

Sama kocimiętka należy do rodziny jasnotowatych, podobnie zresztą jak mięta. Znajdujący się w niej nepetalakton wywołuje u kotów dobrze znane stany euforii, ale jego silne właściwości odstraszające insekty nie były dotąd komercyjnie wykorzystywane w repelentach. To właśnie obszerne badania przeprowadzone w Ugandzie jednoznacznie potwierdziły, że domowej roboty balsam z kocimiętki radzi sobie z komarami równie dobrze, co znany na całym świecie DEET. Potwierdza to cytowany przez dziennik "The Guardian" doktor Simon Scofield, starszy wykładowca z Cardiff University.

– Odkryliśmy, że 6-procentowy olejek z kocimiętki był tak samo skuteczny jak DEET, a olejek 2-procentowy okazał się tylko nieznacznie słabszy – podkreślił ekspert.

Badania naukowców podzielono na dwa etapy. Najpierw skuteczność rośliny potwierdzono w ścisłych warunkach laboratoryjnych. Następnie testy przeniesiono w teren do wschodniej Ugandy. Przez cały wieczór uważnie obserwowano wolontariuszy i liczono, ile komarów usiądzie na ich nogach. Uczestników podzielono na kilka grup: jedni używali preparatów z DEET, drudzy balsamów z 2- i 6-procentowym stężeniem kocimiętki, a pozostali otrzymali kremy placebo. Wyniki jasno potwierdziły wysoką skuteczność naturalnego olejku.

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden, kluczowy plus tego odkrycia. Roślinny preparat to bardzo tania alternatywa, którą można bez problemu wytwarzać lokalnie. Może to stanowić potężną broń w walce z malarią w uboższych społecznościach, których po prostu nie stać na zakup drogich i komercyjnych środków ochronnych ze sklepów.

Receptor "wasabi". Dlaczego owady uciekają?

Już wcześniej naukowcy zdołali również wyjaśnić, dlaczego insekty wpadają w taką panikę przy zapachu kocimiętki. Z badań wynika, że kocimiętka i jej aktywny składnik – nepetalakton – aktywują u owadów receptor drażniący o nazwie TRPA1. Występuje on u większości organizmów, począwszy od płazińców, na ludziach skończywszy. Jest to konkretne białko odpowiedzialne za wykrywanie bodźców ze środowiska, takich jak ból czy swędzenie.

Co ciekawe, naukowcy określają je powszechnie mianem "receptora wasabi". Oznacza to, że kontakt z kocimiętką działa na komary identycznie, jak na człowieka działa zjedzenie bardzo ostrego chrzanu czy właśnie japońskiej pasty. Uruchomienie tego receptora wywołuje natychmiastowe reakcje takie jak łzawienie, katar czy kichanie, co skutecznie wymusza na owadach szybką ucieczkę.

Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że zerwanie kilku listków kocimiętki z domowej doniczki nie zastąpi w pełni drogeryjnego preparatu pod kątem długości działania. Komercyjne spraye posiadają w swoim składzie specjalne utrwalacze, dzięki którym ich zapach utrzymuje się na ciele przez wiele godzin. Natura działa nieco krócej i wymaga częstszego powtarzania.

Jeśli jednak planujemy tylko szybkie wyjście z psem czy chwilę relaksu na balkonie, wystarczy rozetrzeć w dłoniach odrobinę świeżej kocimiętki. Taki domowy i darmowy sposób z powodzeniem zapewni nam spokój od niechcianych owadów na ten czas.