
Wyjazd do jednego z ciechocińskich sanatoriów zamienił się dla 70-latki w prawdziwy koszmar. Seniorka w pośpiechu opuściła ośrodek. Powód? Jak twierdzi sama zainteresowana, plaga pluskiew zagnieździła się w jej pokoju. Nie tak wyobrażała sobie reakcję personelu.
O sprawie jako pierwszy poinformował portal aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl, z którym skontaktowała się poszkodowana seniorka. Kobieta wyjechała do Ciechocinka w ramach skierowania z NFZ, licząc na spokojny wypoczynek i poprawę zdrowia w znanym uzdrowisku. Choć jej turnus miał trwać trzy tygodnie, przerwała go już po siedmiu dniach.
Pobyt w sanatorium zamienił się w koszmar
Aby zapewnić sobie większy komfort, seniorka zdecydowała się dopłacić i zakwaterować się w pokoju jednoosobowym. Nie spodziewała się jednak, co stanie na miejscu. Już po pierwszej nocy zauważyła na ciele czerwone ślady i natychmiast zgłosiła problem personelowi.
Skonsultowała to także lekarze, ale ten stwierdził, że to nie są ślady po pluskwach. Gdy kolejnej nocy pojawiły się następne ugryzienia, kobietę przeniesiono do innego pokoju na czas planowanej dezynfekcji. Jak zasugerowała sama zainteresowana – do czyszczenia najprawdopodobniej w ogóle nie doszło – nawet po trzech dniach.
– Przeniosłam tylko przybory toaletowe. Reszta rzeczy została w poprzednim pokoju, który – jak mnie zapewniono – miał zostać poddany dezynfekcji. Wróciłam tam po trzech dniach i zauważyłam, że ręcznik oraz pościel były te same. Do dziś nie wiem, czy dezynfekcja rzeczywiście została przeprowadzona – relacjonowała w rozmowie z serwisem aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl.
Zdesperowana spała już nawet na podłodze przez kolejne dni. Minęła siódma doba i podjęła decyzję o opuszczeniu ośrodka.
Zobacz także
– Zapłaciłam 870 zł za pokój jednoosobowy i opłatę uzdrowiskową. Skorzystałam z pobytu tylko przez siedem dni, ale nie ma mowy o zwrocie pieniędzy. Czuję się oszukana. To jednak nie jest najważniejsze. Nikt nie udzielił mi pomocy, chciano wypisać jedynie receptę. We wszystkich aptekach w Ciechocinku stwierdzono, że to ugryzienia po pluskwach i konieczne jest leczenie – mówiła seniorka.
Co na to sanatorium? Przesłali oświadczenie
Do zarzutów odniosło się już kierownictwo sanatorium. Przedstawiciele ośrodka zapewniają, że dysponują pełną dokumentacją potwierdzającą przeprowadzenie dezynfekcji.
"Posiadamy dokumentację potwierdzającą przeprowadzone działania. Firma wykonująca usługę nie stwierdziła obecności pluskiew ani innych insektów w pokoju" – przekazali przedstawiciele sanatorium "Chemik", cytowani przez portal onet.pl.
W wiadomości dodali, że te ugryzienia mogły być nie przez pluskwy, a na przykład przez komary. "Kuracjusze mieli otwarte okna, a sanatorium znajduje się w parku, wśród drzew i zieleni. Nie można wykluczyć, że do pokoju dostały się meszki, komary lub inne owady. Zaproponowano pani inny pokój na czas dezynsekcji. Po upływie wymaganego okresu karencji, wywietrzeniu i odświeżeniu, kuracjuszka musiała wrócić do poprzedniego pokoju ze względu na to, że był już sprzedany, ale oba pokoje miały ten sam standard" – tłumaczono w oświadczeniu.




