
Wilczy bilet za zgłaszanie nieprawidłowości, pacjenci traktowani przedmiotowo i personel pozostawiony bez narzędzi do pracy. Mateusz Sieradzan, pielęgniarz, ratownik medyczny i twórca profilu Pan Pielęgniarka w "Wieczorze naTemat" bez znieczulenia opowiada o tym, co dzieje się za drzwiami polskich szpitali.
W jednej placówce pacjent może zostać upokorzony, a kilka godzin później – otoczony troską. Mateusz Sieradzan, pielęgniarz, ratownik medyczny i twórca profilu Pan Pielęgniarka mówi w "Wieczorze naTemat" o łamaniu praw pacjentów, strachu medyków przed zgłaszaniem patologii oraz wadliwym systemie.
Sieradzan wydał książkę "Szpital to nie hotel", ale nie oznacza to, że pacjenci nie mają nic do gadania. Wręcz przeciwnie. Pan Pielęgniarka uświadamia nas, jakie prawa nam przysługują i zachęca, byśmy z nich korzystali.
W rozmowie mówi o blaskach i cieniach zawodu medyka, ale też nie unika trudnych tematów, jak pieniądze, afera w Szpitalu Południowym czy patologiczne zachowania części lekarzy.
Pacjenci godzą się na upokarzanie?
Mateusz Sieradzan od lat przekonuje, że prawa pacjenta zaczynają się od najprostszych gestów. Jednym z nich jest zwykłe zapukanie przed wejściem do sali. Jak opowiadał, młoda pielęgniarka została podczas praktyk wyśmiana za taki odruch. Od przełożonej usłyszała, że jest "u siebie" i nie musi się przed nikim "płaszczyć".
– Pukajmy ludziom do sal. Szpital jest ich domem przez ten czas. Ci ludzie opłacają pobyt (w składach – przyp.), mają tam personel, który ma dla nich pracować, całodzienne wyżywienie i swoje łóżko z pościelą – podkreśla.
Sam przyznaje, że jako młody medyk patrzył na prawa pacjenta jak na narzędzie wymierzone przeciwko personelowi. Zmienił zdanie, kiedy zaczął dostrzegać, że fachowość nie wyklucza szacunku, a skuteczne leczenie nie usprawiedliwia uprzedmiotowienia chorego.
Zaznacza też, że niektórzy – chcąc dostać pomoc lub bojąc się nieotrzymania terminu kolejnej wizyty czy operacji – w ciszy, bez komentarza znoszą te upokorzenia. A powinno być odwrotnie. Pacjenci powinni znać swoje prawa i je egzekwować.
Medycy boją się mówić
W rozmowie pojawił się również temat nieprawidłowości w szpitalach. Według Sieradzana wiele osób widzi patologie, ale nie reaguje z obawy przed konsekwencjami zawodowymi.
– Ludziom po złości nie daje się dyżurów tak, jak chcą, tylko na odwrót, bo kiedyś mieli czelność powiedzieć, że coś nie działa. Naprawdę wiele osób nie zgłasza nieprawidłowości z obawy przed zwolnieniem albo wilczym biletem. Są ludzie, którzy zostali wyrzuceni z jednego miejsca i później w całym województwie nie mogą znaleźć pracy, bo wszyscy się znają – mówi.
To właśnie brak zdrowej kultury pracy sprawia, że problemy są zamiatane pod dywan, a złe nawyki przechodzą na kolejne pokolenia. Nawet młody medyk, który wchodzi do zawodu z ideałami, szybko może zderzyć się ze ścianą.
Zobacz także
Łatanie dziur, zamiast realnej naprawy systemu
Pan Pielęgniarka nie sprowadza kryzysu w ochronie zdrowia wyłącznie do pieniędzy, a już zdecydowanie nie tylko do zarobków lekarzy. Jego zdaniem ogromnym problemem jest fatalna organizacja: brak karetek do transportu pacjentów, niewydolne procedury, niedobór zaplecza i odpowiedzialność przerzucana na ludzi, którym nie dano narzędzi do działania.
– Nakładamy łatę na łatę. Mamy system, który wymaga ciągłego łatania i doraźnie rozwiązujemy problemy. Pracujesz w systemie, w którym oczekuje się od ciebie bardzo dużo, nie dając narzędzi do rozwiązania problemu. W mojej ocenie nie jest tak, że ochronę zdrowia przeżerają tylko pensje – przeżera ją także tragiczna organizacja pracy – ocenia Sieradzan.
Konsekwencje ponoszą obie strony. Medycy pracują pod presją, w przemęczeniu i poczuciu bezsilności. Pacjenci, pozostawieni bez informacji, zaczynają traktować szpital jak miejsce, w którym od początku muszą walczyć o siebie.
"Błagam, niech pan napisze skargę"
Mateusz Sieradzan wspomina, że podczas pracy na SOR-ze często spotykał ludzi wściekłych, przestraszonych i przekonanych, że personel ich lekceważy. Napięcie spadało, gdy ktoś wreszcie wyjaśniał im sytuację.
– Kiedy pacjent mówił: "Napiszę skargę", odpowiadałem: Błagam, niech pan napisze skargę. Może dzięki temu ktoś zobaczy, co tu się dzieje i nam też będzie lepiej pracować. Ja się panu jeszcze pod tą skargą podpiszę. Gdy ludzie widzieli, że rozumiem, iż jest im ciężko, i że mi też jest ciężko, reagowali zupełnie inaczej – opowiadał.
Jego zdaniem pacjent nie powinien być biernym wykonawcą poleceń. Powinien znać swoją sytuację, rozumieć możliwości leczenia i współdecydować, nawet jeśli ostatecznie wybierze rozwiązanie, którego medyk sam by nie rekomendował.
– To jest zdrowie pacjenta, jego decyzje, ale również jego odpowiedzialność. Pacjent ma prawo podjąć niekorzystną dla siebie decyzję, lecz wcześniej musi dostać kompleksową informację od specjalistów. Dopiero wtedy może naprawdę zdecydować, bo to jest jego ciało – zaznacza.






