Szpital
Kolejna afera polityczna rozwija się na całego, a szpitale dalej bez pomocy Fot. Shutterstock.com / Zdjęcie poglądowe

W mediach wybuchła kolejna afera, tym razem związana ze szpitalem w Mogilnie, gdzie spółka neurochirurgów miała wystawiać ogromne faktury za zabiegi, przez co teraz placówka jest pogrążona w długach. Politycy KO i PiS zaczęli obrzucać się nawzajem oskarżeniami, byleby tylko żadna partia znowu nie ucierpiała wizerunkowo.

REKLAMA

Opinia publiczna wciąż nie ochłonęła po ciągle pojawiających się nowych wątkach z afery ze Szpitalem Południowym w Warszawie, a w mediach pojawiły się już doniesienia o kolejnej placówce z problemami. Wirtualna Polska opublikowała 6 lipca artykuł o spółce neurochirurgów działającej na terenie kilku województw. Firma ta miała wystawiać szpitalom powiatowym horrendalne rachunki za wykonywane zabiegi – mowa tu o kwotach rzędu nawet 26 tys. zł na godzinę i ponad 300 tys. zł tak zwanej dniówki.

W mediach społecznościowych z tego powodu natychmiast rozpoczęła się nowa wojenka pomiędzy politykami KO oraz PiS, którzy próbują przerzucić na siebie odpowiedzialność.

Politycy KO i PiS szukają winnych. W sieci trwa wymiana ciosów ws. szpitala w Mogilnie

We wtorek 7 lipca w serwisie X na ten temat postanowił wypowiedzieć się minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński z Koalicji Obywatelskiej. Sytuację szybko wykorzystał jako pretekst do nowej politycznej przepychanki.

"Doktor od '26 tys. za godzinę' za PiS był min: prezesem Agencji Rezerw Materiałowych, w zarządzie ENEA, członkiem Społecznego Komitetu Poparcia J. Kaczyńskiego, dyrektorem w MF. Wtedy premierem był Morawiecki. Umowę podpisano u schyłku rządów PiS. Pewnie przypadek..." – napisał.

Do dyskusji dołączył wkrótce europoseł KO Bartosz Arłukowicz. "A pana posła Janusza Cieszyńskiego gdzie wcięło? Niech pan nerwowo nie szuka po internecie! To niestety prawda. Pan Alekszyk od 'chłopaków z Mogilna' od 26 tys za godz to wieloletni współpracownik Mateusza Morawieckiego. Czy w czymś jeszcze pomóc?" – napisał w jednym ze swoich komentarzy.

Wywołany do tablicy odniósł się do tego Janusz Cieszyński, poseł PiS i były minister cyfryzacji. "Od rana walczy Bartek Arłukowicz i jego kumpel Pogłos Marcin Kierwiński. Ten drugi wymyślił nawet, że skoro pan Aleszczyk ma doktorat z finansów, to ktoś go dopuścił do stołu operacyjnego. Jak się ockną to zrozumieją, że w Mogilnie karty rozdaje kumpel ich koalicjanta Czarzastego" – zarzucał. Następnie dodał jeszcze i sprecyzował, że za szpital w Mogilnie ma odpowiadać starosta mogileński Tomasz Krzesiński z Nowej Lewicy.

W serwisie X do dyskusji dołączyło jeszcze więcej polityków z różnych obozów, między innymi przewodnicząca klubu Lewicy Anna-Maria Żukowska czy poseł PiS Łukasz Schreiber. W tym wszystkim jednak posłowie chyba zapomnieli, że to właśnie oni powinni ukrócić takie praktyki i realnie usprawnić system. Zamiast tego wolą nawzajem szukać winnych, wciąż nie wnosząc do rozwiązania samej sprawy absolutnie nic nowego.

Placówka z Mogilna walczy o przetrwanie

Jak podaje Wirtualna Polska, która ujawniła całą sprawę, szpital w Mogilnie zdążył już oficjalnie zgłosić sprawę do prokuratury. Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ NFZ chce tylko od tej jednej placówki zapłaty ponad 2,6 mln zł kary. Z kolei przez nałożone zobowiązania dyrekcja nie ma w lipcu pieniędzy na wypłatę wynagrodzeń dla swoich pracowników.

Z ustaleń portalu wynika, że to była już dyrektor szpitala w Mogilnie podpisała taką umowę ze spółką neurochirurgów. Zgodnie z jej zapisami lekarze brali za każdy zabieg 65 proc. kwoty, którą płacił za niego NFZ. WP donosi, że w soboty medycy wykonywali po kilkadziesiąt zabiegów. Według dokumentacji trwały one zaledwie od 3 do 10 minut. Zdaniem NFZ w papierach sprawozdawano jednak inną, czterokrotnie droższą procedurę.

Co więcej, Wirtualna Polska podaje, że podobną działalność ta sama spółka neurochirurgów prowadziła również w szpitalu w Miastku w województwie pomorskim. Tam sprawę bada obecnie nie tylko NFZ, ale także CBA pod nadzorem prokuratury.