Osoby rozmawiające ze sobą, dwie kobiety, jeden mężczyzna
Czy Bułgarzy faktycznie inaczej kiwają głową? Fot. Yoanna Yordanova / Unsplash.com

Internet oszalał na punkcie "odwróconych" gestów Bułgarów. Według viralowych historii wystarczy jedno skinienie głową, by kompletnie się pogubić. Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie mniej sensacyjna – ten słynny zwyczaj istnieje, ale jego skala i znaczenie są dziś kompletnie wyolbrzymione.

REKLAMA

Ostatnim hitem internetu jest rozchodząca się z prędkością światła ciekawostka na temat Bułgarów. Fascynację budzi ich ekspresja. Według niektórych artykułów Polacy przeżywają ogromny wstrząs kultowy w konfrontacji z pewnym "bułgarskim nawykiem".

Otóż chodzi tu o skinienie głową góra-dół, gdy dana osoba z czymś się nie zgadza, a na boki, gdy się z czymś zgadza. Przypomnijmy – w Polsce (i w wielu innych krajach Europy) jest dokładnie na odwrót! Szok! Niedowierzanie! Jak do tego w ogóle doszło!?

Problem, który się tu pojawia, to pewna mitologizacja. A nie mówimy tu wcale o kraju specjalnie egzotycznym, no już bez przesady.

Co mam na myśli? Spieszę z wyjaśnieniem – ten gest wcale nie jest lustrzanym odbiciem polskich standardów komunikacji, a poza tym wcale nie jest tak powszechny, jak mogłoby się wydawać. Więcej – młode pokolenia i osoby z dużych miast i kurortów, sięgają po niego bardzo rzadko. Powiem nawet więcej – nie dla każdego Bułgara jest to naturalna ekspresja, a historie o pomyłkach w związku z tym "bułgarskim zwyczajem" są solidnie przedawnione lub bardzo incydentalne.

Jak jest naprawdę? Obawiam się, że trochę inaczej

Rzecznikiem narodu bułgarskiego nie jestem, ale mam pewne spostrzeżenia, wynikające z tego, że w tym kraju nietypowo często bywam. Zacznę więc od garści własnych spostrzeżeń.

Wydaje się, że informacje na temat "bułgarskiego zwyczaju" są ostro przesadzone. A miałem okazję odwiedzać nie tylko kurorty, w których od intensywności ruchu turystycznego nie da się oddychać, ale także urzędy, zabytki na odludziach, hipermarkety na przedmieściach, górskie szlaki i kompletnie zwyczajne blokowiska. Zjeździłem ten kraj od deski do deski, lub raczej – od Musały po most na Dunaju w Ruse.

Nie pamiętam, by kiedykolwiek spotkała mnie sytuacja, w której gesty rozmówcy spowodowałyby u mnie jakiś rodzaj zaskoczenia, wprowadziły mnie w błąd. Faktycznie, Bułgarzy mają czasem tendencję do bycia "mrukami", pewnie bardziej niż inne narody z południa kontynentu (stereotyp!), a ich ekspresja nie jest z polskiej perspektywy typowa, ale niekoniecznie ma to znaczenie w codziennej komunikacji.

I jasne – dużą rolę odgrywa tu to, że jestem turystą, obcokrajowcem, a Bułgarzy są świadomi tego, że ich mowa ciała jest nieco odmienna od reszty Europy. Ale uwaga – nie do końca. Bo ważny filar tego delikatnego mitu na temat "bułgarskiego zwyczaju" w ogóle nie jest prawdą.

Społeczeństwo Bułgarii jest tak samo narażone na zewnętrzne wpływy kulturowe i globalizację jak każde inne. Nawyki reszty Europejczyków mają bardzo duże znaczenie dla ich codziennego funkcjonowania. "Lokalsi" często odchodzą od "bułgarskiego zwyczaju" i sami, z własnej woli (lub podświadomie) stawiają na bardziej standardową komunikację. Skąd to wiem?

Dalsza część artykułu poniżej.

Co na ten temat mają do powiedzenia Bułgarzy?

Tak się składa, że miałem możliwość zapytania o ten fakt u źródła. Poruszyłem tę kwestię z kolegą z Bułgarii, który właśnie kończy studia i mieszka w stolicy kraju. Stwierdził on, że "nigdy w życiu nie robił tego w 'bułgarski sposób', ale są osoby, które tak robią". By było zabawniej, mój znajomy stwierdził wręcz, że bywa to problemem w jego codziennej komunikacji. Okazało się, że jeśli komunikatem jest tylko skinienie głową, zawsze pyta, by doprecyzować, co dana osoba ma na myśli.

Zapytałem także o kwestię popularności "bułgarskiej metody" – czy częściej spotyka się z "normalną" wersją skinienia głową, czy ichniejszą. Stwierdził, że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Jedna wypowiedź to trochę za mało, choć potwierdza ona po części moje obserwacje. Postanowiłem więc drążyć temat dalej i zapytać jeszcze jedną osobę, znajomą, która studiuje i pochodzi z miasta średniej wielkości. Dowiedziałem się, że "część osób to robi, a część nie" i że być może jest to popularne we "wioskach z dala od cywilizacji".

Ostatecznie mój wniosek jest jeden – choć "bułgarski zwyczaj" to nie jest mit, praktycznie nie ma on wpływu na przeciętnego turystę w tym kraju. Można by więc uznać, że jest to fakt, który jest mocno wyolbrzymiany.