Mężczyzna nalewa wodę z kranu do szklanki w kuchni
Inteligentne baterie z wrzątkiem stają się standardem w nowych projektach. Zastępują tradycyjne czajniki Fot. Viktorya Telminova / Shutterstock (zdj. poglądowe)

Czajniki elektryczne oraz gazowe zyskały właśnie nowego rywala. Wrzątek prosto... z kranu w kuchni. Rozwiązanie nie zagraca blatu oraz całkowicie zmienia domowe nawyki.

REKLAMA

Kuchenny minimalizm wkracza na zupełnie inny poziom. Pisaliśmy już na łamach naTemat o znikających meblach czy niewidzialnych płytach indukcyjnych pod blatem. Teraz przyszedł moment na sprzęt uważany do niedawna za niezastąpiony.

Nowy trend z pewnością przypadnie do gustu fanom uporządkowanych wnętrz. Zamiast kolejnego urządzenia zajmującego cenne centymetry otrzymujemy minimalistyczną armaturę. Jego główny mechanizm pozostaje niewidoczny dla oka.

Inteligentna bateria z funkcją wrzącej wody

Nowoczesne systemy wypierają tradycyjne czajniki. Sprzęt z zewnątrz przypomina zwykłą baterię kuchenną. Główne elementy montuje się głęboko w szafce pod zlewozmywakiem. Urządzenie pełni też funkcję zwykłego kranu z zimną wodą (a niektóre mają jeszcze opcję gazowania wody).

"Niewielki, ukryty w obudowie bojler o pojemności od 1 do 3 litrów jest wyposażony w izolację termiczną, która minimalizuje straty ciepła. Woda jest podgrzewana przez grzałkę elektryczną o mocy od 1,5 kW do 3 kW, co pozwala na osiągnięcie wrzenia w ciągu kilkudziesięciu sekund od momentu napełnienia" – informuje serwis Baterie-kuchenne.com.pl.

Z reguły bojlery nie trzymają w sobie dosłownie wody o temperaturze 100 stopni, bo to do tego potrzeba jeszcze specjalnych systemów ciśnieniowych. Dobrze wiemy, jak zachowuje się wrzątek, który do tego mocno paruje. Stąd najczęściej z takich kranów leci woda o temperaturze 98-99 stopni, co w zupełności wystarcza do zaparzenia herbaty, a nawet jest wskazane.

Koszty zużycia energii baterii z wrzątkiem

Wielu pewnie obawia się o stan rachunków za prąd. Podtrzymywanie tak wysokiej temperatury brzmi początkowo jak drogie rozwiązanie. Eksperci z branży szybko rozwiewają podobne obawy.

Firma DLM Wallace przeprowadziła test obu technologii w Nowej Zelandii. Autorzy zestawili baterię z bojlerem o pojemności 2,4 litra z klasycznym czajnikiem o mocy 2100 W i gotowali łącznie 10 kubków (250 ml) wrzątku dziennie, co odpowiada standardowemu zużyciu w domu. Wyniki mogą być zaskakujące.

Z analizy wynika, że bateria zużywa prąd za 5,97 dolara nowozelandzkiego miesięcznie, czyli ok. 13 zł. Dla porównania tradycyjny czajnik, w którym gotujemy standardowe 1,5 litra wody naraz, generuje miesięczny koszt rzędu 6,50 dolara NZD (ponad 14 zł). Dopiero oszczędne gotowanie precyzyjnie odmierzonego 1 litra obniża rachunek do 4,56 dolara NZD (około 10 zł).

"Koszty trybu czuwania, polegające na utrzymywaniu ciepła w zbiorniku między użyciami są naprawdę niewielkie, ponieważ zbiornik jest zaizolowany i powoli traci ciepło. Czajnik nie jest zbyt dobrze izolowany i zazwyczaj za każdym razem podgrzewa zimną wodę z sieci" – czytamy na stronie DLM Wallace.

Bezpieczeństwo i koszty zakupu inteligentnej baterii

Stosowanie klasycznych czajników sprawia, że często marnujemy wiele przegotowanej wody. Często wlewamy do dzbanka więcej wody, podgrzewając cały litr do zaparzenia jednego kubka kawy.

Inteligentna bateria eliminuje ten popularny błąd. "Bateria z funkcją wrzątku umożliwia pobranie dokładnie takiej ilości wody, jaka jest potrzebna w danym momencie" – podkreślają dziennikarze Gazeta.pl.

Sprawa ochrony dzieci przed wrzątkiem została również nieźle przemyślana. "W niektórych modelach stosuje się podwójny uchwyt – jeden do standardowego strumienia wody, drugi z przesunięciem i mechanizmem blokującym gorący wrzątek. Taki system minimalizuje ryzyko otwarcia gorącej wody przez dzieci" – podsumowuje portal Baterie-kuchenne.com.pl.

Największą barierą dla użytkowników pozostaje jednak cena. Zwykły czajnik elektryczny bez problemu kupimy za mniej niż 100 zł. Tymczasem średnia cena zestawu z podblatowym bojlerem oscyluje w granicach 5000–7000 zł.

Podstawowe wersje ekonomiczne z marketów to wydatek rzędu 2000–3500 zł, a najbardziej zaawansowane kombajny potrafią kosztować nawet ponad 15 000 zł. Ten wysoki próg wejścia stanowi obecnie największą wadę całego rozwiązania.