Kamery monitoringu zainstalowana na elewacji domu jednorodzinnego.
Błędnie ustawiona kamera to kłopoty. Sąsiedzi mogą domagać się usunięcia sprzętu Fot. torsak49 / Shutterstock

Kamera na elewacji domu może nas słono kosztować, jeśli skierujemy ją w niewłaściwą stronę. Przekonał się o tym właściciel monitoringu, na którego właśnie nałożono ponad 26 tys. zł kary. Co dokładnie przeskrobał?

REKLAMA

Często wydaje się, że przepisy są martwe, a niekontrolowany rozrost monitoringu tylko utwierdza w tym przekonaniu. Kiedy niedawno pisaliśmy, że za podglądanie zza płotu grozi 5 tys. zł mandatu, wiele osób niedowierzało. Jednak pierwsza w historii kara nałożona w takiej sprawie przez UODO udowadnia, że z prywatnymi kamerami nie ma żadnych żartów.

Kiedy kamera na domu łamie prawo? Urząd wyjaśnia zasady

Montaż domowych systemów rejestrujących obraz i dźwięk jest legalny jeśli spełniony jest najważniejszy warunek. Zgodnie z wytycznymi Urzędu Ochrony Danych Osobowych, sprzęt musi obejmować wyłącznie teren należący do jego właściciela.

Taki domowy monitoring można dziś złożyć nawet ze starego smartfona i kamerki za kilkadziesiąt złotych. Śledzenie własnego podjazdu, przydomowego ogrodu czy głównego wejścia do budynku to osobista sprawa, która nie narusza przepisów. Zwykle robimy to w miejscach, gdzie nie sięga miejski monitoring, w trosce o bezpieczeństwo własnego dobytku.

Problem prawny pojawia się w momencie, gdy kamera nagrywa posesję obok, okna cudzego domu albo fragment publicznej ulicy. Właściciel takiego urządzenia zaczyna wtedy nielegalnie gromadzić cudzy wizerunek.

Serwis next.gazeta.pl pisał, że unijny Trybunał Sprawiedliwości wprost orzekł, że prywatny monitoring nie może podsłuchiwać i nagrywać miejsc ogólnodostępnych, takich jak np. chodniki.

Pierwsza kara prezesa UODO za prywatny monitoring

To właśnie za takie rażące naruszenia prezes UODO wymierzył karę. Właściciel prywatnej nieruchomości zainstalował system rejestrujący obraz i dźwięk w trybie całodobowym. Urządzenia wykraczały swoim zasięgiem poza jego działkę, obejmując okoliczne nieruchomości oraz drogę publiczną. Sąsiedzi mieli dość inwigilacji i złożyli skargę.

Do Prezesa UODO skargi w tej sprawie złożyli sąsiedzi tej osoby. Ich pretensje okazały się zasadne, gdyż po przeprowadzeniu postępowania administracyjnego Prezes UODO nakazał zaprzestania przetwarzania danych osobowych skarżących za pomocą monitoringu wizyjnego - w zakresie wizerunku oraz głosu, obejmującego swym zasięgiem drogę publiczną oraz nieruchomości skarżących - wobec braku podstawy prawnej dla tego przetwarzania.

Urząd Ochrony Danych Osobowych

Prezes UODO Mirosław Wróblewski nakazał usunięcie sprzętu lub zmianę jego usytuowania w ciągu siedmiu dni. Właściciel posesji całkowicie zignorował tę decyzję, a kierowane do niego listy wracały do urzędników

"Konsekwencją niewykonania nakazu Prezesa UODO jest bowiem dalsze bezprawne przetwarzanie przez administratora danych osobowych wielu osób. Powoduje to u nich poczucie ciągłej obserwacji i nadzorowania ich życia prywatnego" – argumentuje urząd na stronie.

Mężczyzna nie wykonał nakazu przez kolejne pół roku (!). W końcu miarka się przebrała i poskutkowała nałożeniem administracyjnej kary pieniężnej w wysokości dokładnie 26 711 zł.

W przypadku braku wpłaty, pieniądze ściągnie Urząd Skarbowy, "który może w tym celu zająć wynagrodzenie, rachunki bankowe oraz wszelkie składniki majątku, jakim dysponuje taka osoba".

Quiz: Sprawdź, co pamiętasz z serialu "Świat według Kiepskich"

logo
Quiz

1 / 10 Na początek coś łatwego. Dokończ kultowe powiedzenie Ferdka. W tym kraju nie ma pracy...

Co zrobić, gdy podgląda nas wścibski sąsiad?

Wielu właścicieli domów montuje monitoring, nie zdając sobie sprawy, że ten zbiera masę wrażliwych danych. Zanim jednak zainwestujemy w alternatywę dla rolet okiennych z Action lub wytoczymy sąsiadowi otwartą wojnę, warto spróbować spokojnej rozmowy.

W oprogramowaniu nowoczesnych obiektywów można bez problemu nałożyć tzw. maski prywatności, czyli cyfrowe, czarne strefy zasłaniające obszary nienależące do nas. W przypadku nagrywania dźwięku otoczenia sprawa jest bardziej skomplikowana. Nie ma tu dobrego rozwiązania, więc mikrofon trzeba zupełnie wyłączyć, chyba, że "podsłuch" działa wyłącznie w prywatnym budynku.

Jeśli zwykła prośba nie przynosi efektu, wzywanie policji zazwyczaj kończy się rozłożeniem rąk przez funkcjonariuszy. Prawnicy na łamach next.gazeta.pl sugerują rozpoczęcie działań od wysłania oficjalnego wezwania do zaprzestania naruszeń.

Następnym krokiem jest już formalna skarga do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub złożenie pozwu w sądzie cywilnym. Opisana historia pokazuje, że poszkodowani mogą domagać się demontażu uciążliwych kamer, o ile uzbroją się w cierpliwość.