Felieton o Mateuszu Morawieckim
Na Nowogrodzkiej słychać wycie? Dla Morawieckiego znakomicie Fot. Shutterstock; naTemat.pl

Minął nieco ponad tydzień od formalnego rozejścia się dróg Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego, a na Wiejskiej wciąż huczy. Kolejny sondaż, kolejne 7-8 proc. dla Rozwoju Plus, kolejny wieczór, podczas którego ktoś z PiS musi usiąść przed kamerą i tłumaczyć, dlaczego to w gruncie rzeczy "nic nie znaczy". I właśnie w tym cały dowcip.

REKLAMA

Gdyby rzeczywiście to nic nie znaczyło, nikt by się przecież nie fatygował, prawda? Tymczasem partia, która jeszcze miesiąc temu mówiła o Morawieckim per "nasz kolega, z którym się nie zgadzamy", dziś produkuje o nim więcej komentarzy niż na temat własnego programu wyborczego. Są gorzkie wywiady, twitterowe riposty partyjnego rzecznika oraz jego pomagierów. No i ciągłe przypominanie ultimatum, które miało zdyscyplinować ludzi po myśli prezesa, ale coś poszło nie tak…

Tymczasem logika dla Prawa i Sprawiedliwości jest niestety bezlitosna.

Partia naprawdę przekonana o własnej sile nie tłumaczy się z sondażu przeciwnika, który dopiero co pojawił się na scenie i jeszcze do końca nie wypełnił formularzy rejestracyjnych. Nie odpowiada na każdy sondażowy punkt procentowy, w każdym możliwym zakątku social mediów, każdej stacji TV i rozgłośni radiowej.

A PiS tak robi i to jak szalone. Nerwowo, złośliwie i bez ustanku. Im głośniej ktoś tam na Nowogrodzkiej krzyczy – jak poniżej Rafał Bochenek o "opłaconych sondażach" – tym wyraźniej wszyscy słyszą, że nowy projekt Mateusza Morawieckiego już dziś solidnie zbiera punkty i mandaty.

Co gorsza dla PiS-owców, Rozwój Plus nie podbija elektoratu Konfederacji, KO ani Lewicy. Żywi się niemal wyłącznie wyborcami PiS. A Mateusz Morawiecki nawet nie ukrywa, że to oznacza, iż jego plan działa. Partia rządząca Polską przez osiem lat nie potrafiła go docenić i teraz płaci za to spadkami w sondażach, już ostatkiem sił wyprzedzając Konfederację.

A gdy ankietowanych w nowych sondażach pytają o "drugi wybór", okazuje się, że to właśnie formacja byłego premiera jest najczęściej wskazywaną alternatywą. Również przez część elektoratu Konfederacji. Zatem dodatkowe rezerwy po stronie ekipy Morawieckiego są i to spore.

Stąd właśnie ta nerwowość na Nowogrodzkiej. Ultimatum, lojalki, groźby usunięcia z klubu – wszystko to miało szybko uporządkować szeregi. Tymczasem teraz efekt wygląda jak panika w zarządzie budynku, z którego akurat wyprowadza się najbogatszy najemca – bo pamiętajmy, że odejście 40, w tym bardzo wpływowych, posłów oznacza realną dziurę w partyjnej kasie.

Kaczyński może mówić, że jest "po wszystkim" i niczym się nie przejmuje, ale po wszystkim się nie krzyczy, tylko milczy i uśmiecha pod nosem z pozycji siły. Morawiecki tymczasem nie musi robić prawie nic. Wystarczy, że rano ktoś z PiS znów nazwie go "politycznym marginesem", a wieczorem nowy sondaż pokaże kolejne dobre wyniki. Każda złośliwość z Nowogrodzkiej to darmowa reklama i potwierdzenie, że temat po stronie PiS jest bolesny.

Doprawdy dawno żaden nowy projekt polityczny w Polsce nie miał tak hojnego sponsora medialnego, jakim jest "wyjący" – że tak to ujmę – PiS jest dla Rozwoju Plus. Słychać wycie? Dla Morawieckiego to naprawdę znakomicie.