
Europa traci dystans do Stanów Zjednoczonych i Chin, obecna lewica zbyt mocno skupia się na kwestiach kulturowych, a rozłam na prawicy wcale nie musi być dobrą wiadomością dla obozu władzy. Były premier Leszek Miller w podcaście "Wieczór naTemat" szeroko podsumował swoją polityczną drogę, ale najostrzej mówił o współczesności.
Leszek Miller był gościem Jakuba Kralki w "Wieczorze naTemat". Pretekstem do rozmowy była książka "Alfabet Millera" napisana przez Jacka Prusinowskiego, jednak dyskusja szybko wykroczyła poza polityczne wspomnienia.
Były premier mówił o PRL, stanie wojennym, wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej, ale także o tym, co jego zdaniem dziś dzieje się z europejską i polską sceną polityczną.
"Europa grzęźnie"
Najmocniejsza diagnoza Leszka Millera dotyczy kondycji Unii Europejskiej. Polityk uważa, że Europa zamiast gonić światowych konkurentów, coraz bardziej zostaje z tyłu.
– Cofamy się. USA poszły bardzo ostro do przodu, do globalnej rywalizacji dołączyły Chiny, tymczasem Europa grzęźnie – twierdzi były premier. Jako główny problem wskazuje nadmierne regulacje i biurokrację.
– Unia grzęźnie w powodzi biurokratycznych papierów, ma ambicje, żeby regulować niemalże wszystko – dodaje. Jego zdaniem hamuje to tempo rozwoju, szczególnie w momencie gwałtownego postępu technologicznego i sztucznej inteligencji.
Miller odwołał się także do raportu Mario Draghiego dotyczącego konkurencyjności Europy. Ocenił go jako bardzo dobre i wnikliwe opracowanie, ale zarzucił unijnym władzom brak gotowości do wdrażania jego wniosków.
Jeszcze ostrzej wypowiada się o obecnym kierownictwie UE. – Jak patrzę na panią Kallas, która odpowiada za dyplomację europejską, to mi się płakać chce. Sposób doboru europejskich komisarzy sprawia, że nie zawsze wybierani są najlepsi, lecz ci, którzy pasują do politycznego układu – mówi.
PiS może przegrać i... przejąć władzę
Były premier odniósł się też do układu sił w Polsce. Zwrócił uwagę, że rozbicie prawicy nie musi oznaczać automatycznego zwycięstwa obecnego obozu władzy.
– Dziwię się radości obozu władzy. PiS w ostatnich wyborach uzyskał najwięcej głosów, a nie stworzył rządu z powodu braku zdolności koalicyjnej – przypomina.
Zdaniem Millera w przyszłości sytuacja może wyglądać odwrotnie. – Platforma Obywatelska może wygrać, ale będzie jej brakowało mandatów. A PiS może przegrać, ale po raz pierwszy od lat będzie miał zdolność koalicyjną – ocenia.
Zobacz także
Miller rozlicza się z lewicą
Były szef SLD nie ukrywa również swojego dystansu wobec współczesnej lewicy. Jak tłumaczy, nadal uważa się za człowieka lewicy, ale bliższa jest mu koncepcja socjaldemokracji Tony'ego Blaira i Gerharda Schrödera niż dzisiejszy nacisk na kwestie kulturowe.
– Ja z tą lewicą mam na pieńku dlatego, że oni wyraźnie poszli w kierunku takiej lewicowości kulturowej, a dla mnie to nie jest najważniejsze – mówi. Jego zdaniem priorytetami powinny być gospodarka, reformy, konkurencyjność i technologiczny wyścig z największymi światowymi graczami.
Swoją definicję lewicowości Miller zamknął w jednym zdaniu: "tak dla gospodarki rynkowej, nie dla społeczeństwa rynkowego". Oznacza to, jak tłumaczy, akceptację mechanizmów rynkowych w gospodarce, ale sprzeciw wobec przenoszenia ich wprost do polityki społecznej.
"Jaruzelski nie mógł podjąć innej decyzji"
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów rozmowy była ocena stanu wojennego. Miller podtrzymał stanowisko, że jego wprowadzenie miało uchronić Polskę przed interwencją wojsk Układu Warszawskiego.
– Nie mam wątpliwości, że gdyby nie stan wojenny, to mielibyśmy tutaj interwencję Układu Warszawskiego – stwierdził.
Według byłego premiera gen. Wojciech Jaruzelski "nie mógł podjąć innej decyzji". Miller powołał się przy tym także na swoją rozmowę z Ryszardem Kuklińskim, który – według jego relacji – miał podobnie oceniać sytuację.
Paradoks historii polega na tym, że później to właśnie Miller zaangażował się w rozwiązanie sprawy Kuklińskiego. Jak wyjaśnia, nie chodziło mu o rozstrzygnięcie, czy pułkownik był bohaterem, czy zdrajcą. Sprawa stanowiła przeszkodę na drodze Polski do NATO.
– Trzeba było tę przeszkodę usunąć. No i została usunięta – podsumował.
Dziś Miller za jedno ze swoich największych politycznych osiągnięć uznaje podpisanie traktatu akcesyjnego otwierającego Polsce drogę do Unii Europejskiej. Gdy jednak mówi o ludziach, którym w polityce zaufał, używa zupełnie innego określenia: czarna rozpacz.






