Srebrna bateria kuchenna z zamontowanym filtrem do wody na kran
Nakładki na kran z filtrem eliminują problem czekania na wodę. Dzbanki filtrujące odchodzą do lamusa Fot. naTemat

Wodę z kranu po wprowadzeniu systemu kaucyjnego pijemy coraz częściej, ale czekanie, aż napełni się dzbanek z filtrem, bywa irytujące. Zamiast patrzeć, jak strużka wody powoli przecieka przez wkład, coraz popularniejsze staje się rozwiązanie filtrujące na bieżąco. Montuje się bezpośrednio na kranie i to naprawdę działa.

REKLAMA

Tradycyjne dzbanki filtrujące znajdziemy w niemal każdym polskim domu, bo pozwalają ograniczyć stertę plastikowych butelek, a woda z kranu w wielu miejscach jest po prostu dobra. Mają jednak poważną wadę: czas potrzebny na przepuszczenie wody przez wkład.

Kiedy chcemy szybko napić się wody lub napełnić kilka butelek do saturatora, a nie "nastawiliśmy" wcześniej dzbanka, kilkuminutowe czekanie zaczyna denerwować. Z pomocą przychodzą wtedy kompaktowe nakładki montowane bezpośrednio na kran.

Filtr na kran to alternatywa dla dzbanka z wkładem

Sprzęt do domowego filtrowania wody to nie tylko dzbanki, ale i zaawansowane systemy montowane pod zlewem czy technologia odwróconej osmozy. Te ostatnie zajmują jednak sporo miejsca i kosztują od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Skupiam się na filtrach nakranowych, bo sam z jednego korzystam od września zeszłego roku.

W internecie można się nieźle pogubić, bo najniższe ceny (5–20 zł) dotyczą najczęściej samych zapasowych wkładów filtracyjnych lub prostych końcówek bez obudowy. Jeśli chcemy kupić pełnoprawne urządzenie z zaworem i systemem montażowym, musimy wydać znacznie więcej.

Chińska nakładka bez marki kosztuje ok. 50 zł. Prosty model Philipsa to koszt około 90 zł, a za wersje z wyświetlaczem czy system Brita On Tap zapłacimy od 200 do ponad 250 zł. Poniżej kilka przykładowych filtrów.

Filtry na kran
Filtry nakranowe mają niezły rozrzut cenowy Fot. Google

Wybór konkretnego modelu zależy od naszego budżetu i... okazji. Swój egzemplarz Philipsa (to nie reklama ani recenzja, ale podaję jako przykład) z trzema zapasowymi wkładami upolowałem po 14-dniowym zwrocie konsumenckim na Allegro i zapłaciłem o ponad połowę mniej niż w sklepie za nowy sprzęt, którego cena bywa zaporowa. Było to też poza sezonem.

Jak działa filtr na kran? Koszty eksploatacji i codzienna wygoda

Nakładki mają zwykle kilka trybów, które można przestawiać wajchą lub pierścieniem na kranie. Może to być np. prosty, silny strumień, stożek (wtedy leci zwykła kranówka) lub właśnie tryb filtracji. Działa to banalnie: woda z kranu przelatuje wtedy przez wkład zamontowany w obudowie.

Proste i skuteczne, ale trzeba to dobrze zamontować, bo czasem potrafi przeciekać, a strumień się rozdwaja. Piję kranówkę na co dzień, a mimo to wkład wymieniłem zaledwie dwa razy (teraz korzystam z trzeciego), a rozładowaną baterię z wyświetlacza (pokazuje, ile zostało wkładu) raz.

W dłuższej perspektywie koszty wyrównują się więc ze zwykłym dzbankiem, nawet takim, w którym używamy tańszych zamienników oryginalnych wkładów. Standardowy wkład dzbankowy trzeba wymieniać mniej więcej co cztery tygodnie albo co 100–150 litrów.

Wydajność jednego wkładu w mojej nakładce (koszt ok. 40-50 zł) sięga z kolei nawet tysiąca litrów. Zatem od siedmiu do dziesięciu razy więcej. Dlatego już nigdy nie zamierzam wrócić do zwykłego, powolnego dzbanka. Po wielu latach udał się zasłużoną emeryturę.

Ta różnica nie bierze się z lepszej technologii, tylko z przełącznika strumienia i większego wkładu: filtrowana leci tylko ta woda, którą chcemy wypić, a nie ta do mycia naczyń czy warzyw.

Przed zakupem lepiej jednak sprawdzić, jakie przejściówki do gwintów dostajemy w zestawie i dopytać sprzedawcę, czy będą pasować do naszego kranu. W komentarzach klienci bardzo często narzekają, że coś im nie pasuje (pewnie właśnie stąd miałem zwrot). W moim przypadku musiałem odkręcić końcówkę kranu, by nakładka pasowała.

Jak działają filtry węglowe i co mówią o nich badania?

Każdy z nas miał pewnie ochotę rozkroić taki filtr, by dowiedzieć się, co jest w środku. W opracowaniu "Rodzaje i charakterystyka wód pitnych" dr Joanna Orysiak, dr inż. Joanna Frąckiewicz i dr hab. inż. Magdalena Młynarczyk opisują budowę wkładu dzbankowego: pierwsza warstwa to węgiel aktywny odpowiedzialny za "usuwanie chloru, fenoli, detergentów oraz niektórych metali ciężkich".

Za twardość wody odpowiada w takim wkładzie dopiero druga warstwa, czyli żywica jonowymienna wyłapująca jony magnezu i wapnia. W nakładkach nakranowych bywa różnie.

Brita przy wkładach On Tap zaznacza, że jej element jonowymienny redukuje metale takie jak ołów, a wapń i magnez zostają w wodzie. Z kolei w moim Philipsie producent ogranicza deklarowane działanie wkładu do chloru i substancji wpływających na smak.

Kranówka wychodzi więc z filtra nakranowego równie twarda, jak do niego weszła. Sam dzbanek filtrujący radzi sobie z osadem lepiej, choć autorki opracowania przypominają, że wyniki badań naukowych nie zawsze potwierdzają informacje o cechach filtrów podawane przez producentów.

Powód jest prosty: to, co jest wadą dzbanków, bywa równocześnie ich... zaletą. Im wolniej woda przepływa przez daną warstwę, tym więcej zdąży się z niej wyłapać zanieczyszczeń. Dzbanek sączy wodę grawitacyjnie przez kilka minut, a nakładka na kran ma dać wodę od razu i być kompaktowa.

QUIZ: Nie tylko dla milenialsów. Sprawdz, co pamiętasz z szalonego początku nowego tysiąclecia

Quiz

1 / 20 Na imprezach sylwestrowych Nowy Rok 2000 Polacy witali w rytm ówczesnego wielkiego przeboju:

Co trafia do wody po drodze z wodociągu?

Wokół kranówki narosło sporo mitów, a nad jakością wody w sieci czuwają specjalnie powołane do tego instytucje. Stan rur w budynkach bywa jednak różny. Jak piszą autorki opracowania, "woda wodociągowa może zawierać śladowe ilości substancji szkodliwych, np. farmaceutyków, które – mimo nieprzekraczania określonych norm – spożywane regularnie w dłuższym okresie mogą się kumulować i niekorzystnie wpływać na zdrowie".

Dzbanki mają przy tym słabość, której nakładka na kranie nie ma. W badaniach cytowanych przez autorki opracowania drobnoustroje osadzały się na wkładzie i przenikały do przefiltrowanej wody, przy niektórych filtrach już po tygodniu używania. W czwartym tygodniu liczba bakterii mezofilnych wykluczała dalsze stosowanie wkładu.

Winna jest woda stojąca w zbiorniku, a wkład na kranie między jednym a drugim odkręceniem kranu zdąży obeschnąć. Badaczki przypominają też o podstawowej zasadzie: "należy pamiętać o regularnej wymianie wkładów oraz dbaniu o ich czystość poprzez przepłukiwanie ich przed użyciem".

Ostrzegają też: "Rzadko wymieniane wkłady mogą pogorszyć jakość wody i zwiększyć ryzyko zatruć – nieprawidłowo używany lub przeterminowany filtr może być dla użytkowników bardziej niebezpieczny niż jego brak". Bez tego nawyku nawet najdroższa nakładka nie poprawi tego, co leci nam z kranu.