Zbliżenie na dłonie myjące naczynie w zlewie
Mycie opakowań to marnowanie wody i czasu. Chyba że chcemy ich ponownie użyć w domu Fot. Avel Moro / Shutterstock

Czy trzeba myć opakowania przed wyrzuceniem do śmieci? To zależy. Od lat pokutuje jednak mit, który tylko niepotrzebnie utrudnia nam życie. Zamiast stać przy zlewie z pustym kubkiem czy słoikiem, lepiej po prostu wyrzucić go do odpowiedniego kosza. Są jednak pewne wyjątki.

REKLAMA

Wyrzucanie posegregowanych odpadów nie wymaga od nas zużywania litrów wody, bo to mija się z ekologią i ekonomią. Istnieją jednak konkretne wyjątki oraz zasady nakładające na nas inne obowiązki.

Mycie opakowań to niepotrzebne marnowanie wody

Na początku tzw. rewolucji śmieciowej faktycznie wmawiano nam, że każdy plastikowy pojemnik trzeba myć. Z czasem jednak resort środowiska oraz zakłady przetwarzania odpadów poszły po rozum do głowy. Sortownie dysponują dziś nowoczesnym sprzętem do czyszczenia surowców w zamkniętych obiegach wody.

"Nie powinno się myć opakowań, o ile gmina wyraźnie tego nie zaleca" – podkreśla Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Przedstawiciele rządu dodają, że "mycie opakowań powoduje zwiększone zużycie wody". Segregacja odpadów ma nam pomagać chronić środowisko, a nie sztucznie podbijać rachunki.

Co z butelkami po silnej chemii?

"Nie musisz płukać ani myć żadnych opakowań – dotyczy to zarówno szklanych butelek i słoików (nawet tych po oleju czy tłuszczach), jak i plastikowych pojemników po jogurtach, kosmetykach czy sosach. Wystarczy dokładnie opróżnić opakowanie – na tyle, na ile to możliwe" – zaznacza firma Chemeko System w poście na Facebooku.

W komentarzu padło jednak ciekawe pytanie o butelki po żrących środkach czystości (np. Domestosie) i preparatach do dezynfekcji oznaczonymi jako szkodliwe. Co z nimi robić?

"Zasada jest taka sama jak z innymi opakowaniami. Wystarczy opróżnić opakowanie do końca i wyrzucić" – tłumaczy firma. Plastik trafi do zakładu zagospodarowania, gdzie zostanie bezpiecznie przetworzony.

Trzeba jednak uważać na substancje wyjątkowo niebezpieczne. Opróżnione puszki po farbach czy środkach ochrony roślin muszą trafić do PSZOK-u, czyli Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Podobnie jak opakowania po oleju silnikowym.

Diabeł tkwi w szczegółach. Te śmieci to wciąż pułapka

Samo niepłukanie słoików czy butelek to dopiero połowa sukcesu. W domowych koszach lądują problematyczne przedmioty, które przez drobne błędy blokują proces odzyskiwania surowców. Zobaczmy, z czym wciąż mamy największy kłopot.

  • Wieczka z kubków po jogurtach i kefirach – zrywamy wieczka, bo połączonych materiałów nie rozpoznają skanery w sortowni. Obie części wyrzucamy osobno do żółtego pojemnika.
  • Kartony po pizzy – tłuszcz trwale niszczy strukturę celulozy, więc brudnego papieru nie da się już uratować. Zatłuszczony spód musi wylądować w czarnym koszu na odpady zmieszane, a czyste wieko w niebieskim.
  • Dozowniki z pompką po mydle – wyciskamy resztki kosmetyku do zera bez rozcinania plastiku. Butelkę wyrzucamy do żółtego worka, ale najpierw odkręcamy pompkę ze sprężynką, która ląduje w odpadach zmieszanych.
  • Papier do pieczenia – chociaż ma papier w nazwie, jest pokryty silikonem i wchłania tłuszcz z potraw. Zawsze wyrzucamy go do czarnego pojemnika, a nie do makulatury.
  • Opróżnianie to nie mycie. Nie wszystko jednak można wylać do zlewu

    Zasady selektywnej zbiórki wyraźnie rozróżniają te dwa pojęcia. Chociaż mycie nie jest wskazane, to dokładne pozbycie się resztek jedzenia pozostaje naszym obowiązkiem. Jeśli np. w słoiku został nam spleśniały dżem, to zawartość wyrzucamy do bioodpadów lub zmieszanych, a puste szkło w zielonym koszu.

    Istnieje tu jednak haczyk, podobny do tego z niebezpiecznymi substancjami. Pozbywanie się resztek nie dotyczy np. oleju spożywczego. Takiego tłuszczu nie wylewamy do zlewu ani toalety, bo grozi to awarią rur i potężnymi zatorami. Zużyty olej zlewamy do słoika lub butelki, szczelnie zakręcamy i wrzucamy do odpadów zmieszanych lub zawozimy do wspomnianego wcześniej punktu zbiórki.