
Czy trzeba myć opakowania przed wyrzuceniem do śmieci? To zależy. Od lat pokutuje jednak mit, który tylko niepotrzebnie utrudnia nam życie. Zamiast stać przy zlewie z pustym kubkiem czy słoikiem, lepiej po prostu wyrzucić go do odpowiedniego kosza. Są jednak pewne wyjątki.
Wyrzucanie posegregowanych odpadów nie wymaga od nas zużywania litrów wody, bo to mija się z ekologią i ekonomią. Istnieją jednak konkretne wyjątki oraz zasady nakładające na nas inne obowiązki.
Mycie opakowań to niepotrzebne marnowanie wody
Na początku tzw. rewolucji śmieciowej faktycznie wmawiano nam, że każdy plastikowy pojemnik trzeba myć. Z czasem jednak resort środowiska oraz zakłady przetwarzania odpadów poszły po rozum do głowy. Sortownie dysponują dziś nowoczesnym sprzętem do czyszczenia surowców w zamkniętych obiegach wody.
"Nie powinno się myć opakowań, o ile gmina wyraźnie tego nie zaleca" – podkreśla Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Przedstawiciele rządu dodają, że "mycie opakowań powoduje zwiększone zużycie wody". Segregacja odpadów ma nam pomagać chronić środowisko, a nie sztucznie podbijać rachunki.
Zobacz także
Co z butelkami po silnej chemii?
"Nie musisz płukać ani myć żadnych opakowań – dotyczy to zarówno szklanych butelek i słoików (nawet tych po oleju czy tłuszczach), jak i plastikowych pojemników po jogurtach, kosmetykach czy sosach. Wystarczy dokładnie opróżnić opakowanie – na tyle, na ile to możliwe" – zaznacza firma Chemeko System w poście na Facebooku.
W komentarzu padło jednak ciekawe pytanie o butelki po żrących środkach czystości (np. Domestosie) i preparatach do dezynfekcji oznaczonymi jako szkodliwe. Co z nimi robić?
"Zasada jest taka sama jak z innymi opakowaniami. Wystarczy opróżnić opakowanie do końca i wyrzucić" – tłumaczy firma. Plastik trafi do zakładu zagospodarowania, gdzie zostanie bezpiecznie przetworzony.
Trzeba jednak uważać na substancje wyjątkowo niebezpieczne. Opróżnione puszki po farbach czy środkach ochrony roślin muszą trafić do PSZOK-u, czyli Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Podobnie jak opakowania po oleju silnikowym.
Diabeł tkwi w szczegółach. Te śmieci to wciąż pułapka
Samo niepłukanie słoików czy butelek to dopiero połowa sukcesu. W domowych koszach lądują problematyczne przedmioty, które przez drobne błędy blokują proces odzyskiwania surowców. Zobaczmy, z czym wciąż mamy największy kłopot.
Opróżnianie to nie mycie. Nie wszystko jednak można wylać do zlewu
Zasady selektywnej zbiórki wyraźnie rozróżniają te dwa pojęcia. Chociaż mycie nie jest wskazane, to dokładne pozbycie się resztek jedzenia pozostaje naszym obowiązkiem. Jeśli np. w słoiku został nam spleśniały dżem, to zawartość wyrzucamy do bioodpadów lub zmieszanych, a puste szkło w zielonym koszu.
Istnieje tu jednak haczyk, podobny do tego z niebezpiecznymi substancjami. Pozbywanie się resztek nie dotyczy np. oleju spożywczego. Takiego tłuszczu nie wylewamy do zlewu ani toalety, bo grozi to awarią rur i potężnymi zatorami. Zużyty olej zlewamy do słoika lub butelki, szczelnie zakręcamy i wrzucamy do odpadów zmieszanych lub zawozimy do wspomnianego wcześniej punktu zbiórki.






