
Lecą kolejne głowy w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego po wybuchu "afery powodziowej". Zarząd Województwa Dolnośląskiego zdecydował o odwołaniu prezesa Huberta Papaja oraz całej rady nadzorczej. To pokłosie ostatnich doniesień i działań służb w kwestii możliwych nieprawidłowości w rozdysponowywaniu pomocy finansowej po wielkiej wodzie w 2024 roku.
"Decyzję podjęto w trosce o transparentność działania Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego" – poinformował w oświadczeniu Michał Nowakowski, rzecznik prasowy marszałka województwa dolnośląskiego, którego cytują media m.in. PAP.
Rewolucja w KARR. Odwołano prezesa i radę nadzorczą
To już kolejna zmiana kadrowa w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w ostatnim czasie. Wcześniej zawieszono wiceprezes zarządu Annę Konieczyńską. Tymczasem dolnośląskie władze samorządowe informują, że powołano już nową radę nadzorczą, która ma przeprowadzić audyt i współpracować z instytucjami prowadzącymi kontrole w spółce.
"Powołano nową Radę Nadzorczą Spółki, której ekspercki skład kompletowano w ostatnich dniach i która będzie skupiać osoby o doświadczeniu prawniczym oraz związanym z nadzorem właścicielskim. Pracami zarządu KARR S.A. kierować będzie dr hab. Marek Leśniak, prof. UWr., powołany na funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółki i oddelegowany do wykonywania czynności prezesa zarządu Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego" – dodał w komunikacie rzecznik.
Nowa rada oraz zarząd KARR ma też ściśle współpracować z instytucjami prowadzącymi postępowania i kontrole w Agencji. Chodzi o działania prokuratury, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Jak podano, "po zakończeniu wszystkich czynności kontrolnych ma zostać przygotowany konkurs na stanowisko prezesa zarządu spółki".
Zobacz także
O co chodzi w aferze powodziowej?
Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu, gdy Wirtualna Polska ustaliła, że 4,5 mln zł jako pomoc dla powodzian, którą przyznano Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. (KARR), miało trafić do trzech podmiotów z jednej okolicy. "Jedna należy do męża wiceprezeski (Anny Konieczyńskiej – red.) instytucji rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Tyle że z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by te nieruchomości znalazły się pod wodą" – ustalił Szymon Jadczak.
W odpowiedzi na te doniesienia rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował na X, że od kwietnia Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi kontrolę "przestrzegania procedur podejmowania i realizacji decyzji dotyczących wsparcia przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku powodzi w 2024 r.". Dodajmy, że chodzi o programy pomocowe dla firm, a nie o wypłacany mieszkańcom zasiłek dla powodzian.
Po wybuchu afery zaczęły pojawiać się pytania, co dalej pozycją Anny Konieczyńskiej w KO. – Jeśli chodzi o panią wiceprezes, to już jakiś czas temu została zawieszona w partii, czeka ją sprawa w sądzie koleżeńskim, to jest kwestia dni, jak będzie jakiekolwiek rozstrzygnięcie – powiedział w poniedziałek 10 sierpnia wiceminister rozwoju i technologii oraz szef dolnośląskich struktur KO Michał Jaros, cytowany przez Polskie Radio.
Wiadomo już też, że Donald Tusk stracił nerwy po "aferze powodziowej". – Wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian, bo takie rzeczy są w sposób tak oczywisty nie do zaakceptowania. Ktoś, kto miał władzę w ręku, żeby wydać publiczne pieniądze polskich podatników na pomoc ludziom, którzy ucierpieli, jeśli wydał je w sposób niewłaściwy, poniesie naprawdę bardzo surowe konsekwencje – oświadczył przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów.




