
Kierowca autobusu, który uległ wypadkowi na Węgrzech w miniony weekend jest "w stanie szoku" po tym, jak dowiedział się, że 12 osób nie żyje. Tak przekazał w rozmowie z węgierskiemi mediami adwokat Bela Beregszaszi. Wiadomo też, co z drugim kierowcą, który był zmiennikiem na tej wycieczce.
Węgierski dziennik "Blikk" porozmawiał z Belą Beregszaszim, adwokatem 62-letniego polskiego kierowcy. Z jego relacji wynika, że mężczyzna znajduje się w głębokim szoku po tym, jak uświadomił sobie tragiczną skalę wypadku i śmierć kilkunastu osób.
Kierowca jest w szoku po wypadku na Węgrzech
Służby podejrzewają, że kierujący autobusem mógł zasnąć chwilę przed wypadkiem. – Zaśnięcie to na razie tylko hipoteza, której nie można potwierdzić na obecnym etapie postępowania. Zostanie to zbadane przez ekspertów, a podejrzany również będzie miał okazję się do tego odnieść – powiedział obrońca kierowcy.
Interia rozmawiała też z Tadeuszem Dykasem, właścicielem firmy transportowej z Jasła, która odpowiadała za przewóz pielgrzymów. Mężczyzna przyznał, że "nie jest w stanie się odnieść do słów adwokata, ponieważ nie ma kontaktu z 62-latkiem". Potwierdził jedynie, że drugi z kierowców wrócił do kraju. – Jest już w Polsce z drobnymi obrażeniami – powiedział właściciel firmy transportowej.
Dodajmy, że 17 sierpnia wegierska policja wszczęła postępowanie przeciwko kierowcy autokaru, który wpadł do przydrożnego rowu, doprowadzając do śmierci 12 Polaków wracających z pielgrzymki w Bośni i Hercegowinie. Tę informację przekazał rzecznik policji regionu Borsod-Abauj-Zemplen.
– Postępowanie przeciwko kierowcy autobusu dotyczy nieumyślnego spowodowania śmiertelnego wypadku o charakterze masowym – dodał rzecznik Rudolf Varga, którego zacytowała m.in. agencja MTI. – Dziś zarzuca mu się zaniedbanie, które doprowadziło do katastrofy z wieloma ofiarami – wspomniał Varga.
Zobacz także
Wypadek autokaru na Węgrzech
Do tragicznego wypadku, o którym mówi dziś cała Polska, doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia. 12 osób zginęło na miejscu, a 47 zostało rannych. Autokar z Podkarpacia wracał wtedy z sanktuarium maryjnego w Bośni i Hercegowinie. Pielgrzymki z Polski jeżdżą tam regularnie. Niektórzy mówią, że trasa do Medziugorja jest "przeklęta", bo doszło już do 3 podobnych katastrof.
Tym razem autobusem podróżowało 57 pasażerów i dwóch kierowców. Pojazd jechał 139. kilometrem autostrady M3 w stronę Nyíregyházy, za zjazdem w Mezőkeresztes, po czym wpadł do rowu i przewrócił się. "Według naszych aktualnych informacji kierowca prawdopodobnie zasnął" – podała w komunikacie policja komitatu Borsod-Abaúj-Zemplén, wskazując tym samym najbardziej prawdopodobną przyczynę wypadku autobusu na Węgrzech.
Poszkodowani trafili do czterech szpitali: w Egerze, Debreczynie, Nyíregyházie i Miszkolcu. W poniedziałek specjalny rządowy samolot poleciał po niektórych na Węgry. "Do Polski wróciło 21 osób, w tym pięć osób zostało przetransportowanych karetkami do rzeszowskich szpitali" – poinformował Podkarpacki Urząd Wojewódzki w Rzeszowie na Facebooku. Na Węgry poleciało wcześniej sześcioro polskich medyków (anestezjolog, chirurg, ortopeda i trzech ratowników) oraz pracownicy konsulatu. Powodem była bariera językowa, przez którą rodziny nie mogły uzyskać informacji o bliskich.




