
W weekend na węgierskiej autostradzie M3 zginęło 12 polskich pielgrzymów wracających z Medziugorja, a 47 osób zostało rannych. To czwarta taka katastrofa na tej trasie w XXI wieku. Od 2000 roku zginęło na niej łącznie 45 Polaków. Niektórzy uważają, że nad tą trasą ciąży "klątwa" i jest "przeklęta". Eksperci podają inną przyczynę.
Autokar z Podkarpacia wracał z sanktuarium maryjnego w Bośni i Hercegowinie. Zjechał z prostego odcinka drogi około pierwszej w nocy w niedzielę, 16 sierpnia. Według szacunków samego sanktuarium Medziugorje odwiedza rocznie nawet 1,7 mln osób, a pielgrzymki z Polski jeżdżą tam regularnie. Wszystkie cztery śmiertelne wypadki na tej trasie wydarzyły się nocą albo o świcie.
Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Kierowca prawdopodobnie zasnął
Autobusem podróżowało 57 pasażerów i dwóch kierowców. Pojazd jechał 139. kilometrem autostrady M3 w stronę Nyíregyházy, za zjazdem w Mezőkeresztes, po czym wpadł do rowu i przewrócił się.
"Według naszych aktualnych informacji kierowca prawdopodobnie zasnął" – podała w komunikacie policja komitatu Borsod-Abaúj-Zemplén, wskazując tym samym najbardziej prawdopodobną przyczynę wypadku autobusu na Węgrzech.
Poszkodowani trafili do czterech szpitali: w Egerze, Debreczynie, Nyíregyházie i Miszkolcu. Do tego ostatniego przewieziono 10 osób w bardzo poważnym stanie. Ratownicy musieli wybijać szyby i sprowadzić holowniki oraz cywilne dźwigi, bo 24-tonowy autobus leżał na boku.
Na Węgry poleciało sześcioro polskich medyków (anestezjolog, chirurg, ortopeda i trzech ratowników) oraz pracownicy konsulatu. Powodem była też bariera językowa, przez którą rodziny nie mogły uzyskać informacji o bliskich.
"Mamy również do dyspozycji dwa specjalistyczne samoloty do transportu chorych" – poinformowała wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.
Kierowca prowadzący w chwili wypadku pozostaje zatrzymany, drugiego policja zwolniła do domu. W Polsce ruszyła kontrola firmy, która organizowała wyjazd.
Wypadki autokarów z pielgrzymami do Medziugorja. Trzy pozostałe katastrofy
1 lipca 2002, Balatonszentgyörgy na Węgrzech
Autokar marki DAF wiózł 51 pielgrzymów na wyjazd zorganizowany przez franciszkanów ze Stoczka. Wjechał na rondo, najechał lewym kołem na wysoki krawężnik i przewrócił się na dach. Zginęło 20 osób, 31 zostało rannych – podawał portal podlasie24.pl.
Czerwiec 2007, Belád na zachodnich Węgrzech
Autokar z 48 osobami wracał z Medziugorja na wyjeździe parafii spod Bielska-Białej. O 5.31 zjechał z drogi i dachował. Zginęła jedna kobieta, 28 osób odniosło obrażenia, osiem było w stanie ciężkim – informował portal tur-info.pl. Przyczyną najprawdopodobniej było zaśnięcie kierowcy.
6 sierpnia 2022, autostrada A4 pod Zagrzebiem
Jechało nią 42 pielgrzymów i dwóch kierowców, wyjazd organizowała firma "U Brata Józefa", a po wypadku jej szef biura twierdził mówił, że działał legalnie. Autokar przeciął barierki i uderzył w betonowy przepust. Zginęło 12 osób, w tym obaj kierowcy, a 32 zostały ranne, 19 ciężko.
Zobacz także
"Klątwa" trasy do Medziugorja. Słynny egzorcysta mówi o szatanie
Po każdej z tych katastrof wraca to samo pytanie. Interia odnotowała, że po tragedii z weekendu internauci pytali wprost: "Gdzie był Bóg, skoro to jemu pielgrzymi poświęcali swój wyjazd?". Serwis zlotascena.pl dał swojemu tekstowi wymowny tytuł "Klątwa nad pielgrzymkami do miejsc świętych?".
W środowiskach katolickich interpretowane jest to zupełnie odwrotnie. Po katastrofie z 2002 roku rzymski egzorcysta ks. Gabriele Amorth (pierwowzór postaci z filmu "Egzorcysta papieża") napisał do przewodniczki grupy ze Stoczka, że wypadek zdarzył się między miejscowościami o nazwach Krzyż Pański i Święty Jerzy nieprzypadkowo. "To szatan nie chciał pozwolić, byście dotarli do Medjugoria" – stwierdził.
Zmęczenie kierowców i wyrok za wyjazdy bez wpisu do rejestru
Śledczy za każdym razem wskazywali przyczyny zupełnie świeckie i praktycznie te same: jazdę nocą, zmęczenie kierowcy, warunki organizacji wyjazdu. Wszystkie cztery katastrofy wydarzyły się nad ranem albo w nocy, w dwóch potwierdzono zaśnięcie za kierownicą.
Chorwackie śledztwo dotyczące wypadku z 2022 r. umorzono po śmierci 72-letniego kierującego. "Zmęczeni kierowcy posiadają upośledzoną zdolność oceny sytuacji" – czytamy w uzasadnieniu, do którego dotarła "Rzeczpospolita". Prokuratura wskazała w nim, że ryzyko wypadku między północą a szóstą rano jest sześciokrotnie wyższe niż w pozostałej części doby.
Właściciela biura "U Brata Józefa" warszawski sąd skazał w lutym 2024 roku na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę – ale nie za katastrofę, tylko za organizowanie wyjazdów bez wpisu do rejestru organizatorów turystyki. Formalne braki to w tej branży problem powracający. Bywały okresy, gdy polskie biura podróży wykreślane były na potęgę.
Medziugorje to sanktuarium, którego objawień Kościół wciąż do końca nie uznał
Wszystko zaczęło się w 1981 roku, gdy sześciorgu dzieci z parafii w Hercegowinie miała objawić się Matka Boża. Nazwały ją Gospa, a najbardziej znany tytuł, jaki sobie nadaje w przekazach, to Królowa Pokoju. Orędzia wzywają do nawrócenia, modlitwy i postu.
Kościół nigdy nie potwierdził nadprzyrodzonego charakteru tych wydarzeń, a katolickie media pisały wprost, że Maryja nie objawiła się w Medjugorje. Biskupi byłej Jugosławii ogłosili w Deklaracji z Zadaru w kwietniu 1991 roku, że "nie da się stwierdzić, że mamy do czynienia z objawieniami o charakterze nadprzyrodzonym". Kongregacja Nauki Wiary powtórzyła to stanowisko w 1998 roku.
Zgoda papieża Franciszka i nihil obstat dla Medziugorja
Przez lata parafie i diecezje nie mogły organizować oficjalnych wyjazdów. Zgodę wydał dopiero papież Franciszek 12 maja 2019 roku, zastrzegając, że nie oznacza to uznania objawień. Kolejny krok przyszedł 19 września 2024 roku, gdy Dykasteria Nauki Wiary w nocie "Królowa Pokoju" wydała nihil obstat (łac. "nic nie stoi na przeszkodzie").
Dokument docenia duchowość tego miejsca, ale zaznacza, że nikt nie ma obowiązku wierzyć w objawienia. Wskazuje też przekazy problematyczne, np. te, w których Maryi przypisuje się zwroty "mój plan" i "mój projekt".
"Maryja nie ma własnego planu dla świata i Kościoła" – stwierdzała nota. Dla pielgrzymów zmienia to niewiele. Medziugorje pozostaje jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Europie, choć formalnie wciąż jest zwykłą parafią, a nie sanktuarium na takich prawach jak Lourdes czy Fatima.






