autobus, wypadek, Węgry
Węgierskie służby rozpoczynają postępowanie przeciwko kierowcy autobusu. Fot. Facebook / BM Országos Katasztrófavédelmi Főigazgatóság

Mija druga doba od dramatycznego w skutkach wypadku na Węgrzech. Tymczasem tamtejsza policja wszczęła postępowanie przeciwko kierowcy autokaru, który wpadł do przydrożnego rowu, doprowadzając do śmierci 12 Polaków wracających z pielgrzymki w Bośni i Hercegowinie. Tę informację przekazał w poniedziałek rzecznik policji regionu Borsod-Abauj-Zemplen.

REKLAMA

– Postępowanie przeciwko kierowcy autobusu dotyczy nieumyślnego spowodowania śmiertelnego wypadku o charakterze masowym – dodał rzecznik Rudolf Varga, którego zacytowała m.in. agencja MTI. Wiadomo, że mężczyzna został zatrzymany, a w najbliższych dniach sąd może zdecydować o jego aresztowaniu. Ze wstępnych informacji służb wynika, że mógł zasnąć za kierownicą.

Ruszyło postępowanie ws. kierowcy autokaru po wypadku na Węgrzech

– Dziś zarzuca mu się zaniedbanie, które doprowadziło do katastrofy z wieloma ofiarami – wspomniał Varga. Do wypadku doszło na prostym odcinku drogi. Kierowca nagle zjechał na pobocze w konsekwencji pojazd zaczął dachować.

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych Rafał Jańczuk ocenił, że w ustalaniu przyczyny tragedii mogą pomóc montowane w autokarach inteligentne tachografy, które rejestrują najważniejsze parametry.

– Policjanci na pewno pobrali tachograf z autobusu, dzięki czemu mogą przeanalizować pracę kierowcy, np. 30 dni wstecz – wyjaśniał Jańczuk, cytowany przez Interię. Prezes dodał, że "kierowca, rozpoczynając pracę, wkłada do urządzenia kartę cyfrową, na której zapisują się praktycznie wszystkie jego ruchy".

Tragiczny wypadek na Węgrzech. 12 nie żyje

Przypomnijmy, że wypadek miał miejsce na autostradzie M3 pomiędzy miejscowościami Mezőkeresztes i Mezőnagymihály w północno-wschodniej części Węgier. Mówią, że trasa do Medziugorja jest "przeklęta". Głos zabierał już nawet egzorcysta.

Tym razem do tragedii doszło tam w nocy z 15 na 16 sierpnia. Autobusem z wycieczki w Serbii wracali polscy turyści. Do kraju jechało nim 57 pasażerów i dwóch kierowców. Na skutek dachowania na miejscu zginęło 11 osób. Dwunasty pasażer zmarł w szpitalu. Bilans ofiar jest taki sam jak wtedy, gdy w 2022 roku wydarzył się tragiczny wypadek Polaków w Chorwacji.

Z właścicielem firmy transportowej, której autobus uległ wypadkowi na Węgrzech rozmawiali dziennikarze Polsat News. Mężczyzna przekonywał, że kierowcy, który byli zaangażowani w podróż, mieli duże doświadczenie w poruszaniu się na tej trasie. Wiadomo, że jeden z nich został ranny, a drugi wyszedł z wypadku cało (ten, który w momencie wypadku kierował pojazdem).

Działania przedstawicieli polskich władz i służb po wypadku

Dodajmy, że polskie władze błyskawicznie zareagowały po tym, jak w weekend dotarły informacje o wypadku polskiego autokaru na Węgrzech. W niedzielę rano nasza ambasada uruchomiła specjalną infolinię, pod którą rodziny naszych pielgrzymów mogły szukać informacji na temat swoich bliskich. Na wysokości zadania stanęła także Polonia na Węgrzech. Działający w Miszkolcu samorząd polskiej narodowości przygotował noclegi dla rodzin poszkodowanych.

Problemem okazała się jednak bariera językowa, przez którą krewnym trudno uzyskać informacje na temat stanu zdrowia pielgrzymów. Było to jednym z powodów wysłania na Węgry 6 polskich medyków (anestezjologa, chirurga, ortopedy, 3 ratowników medycznych) i kilku pracowników konsulatu.

Rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej, że pierwszy transport Polaków poszkodowanych w wypadku odbędzie się jeszcze tego samego dnia wieczorem z międzylądowaniem w Rzeszowie i obejmie około 20 osób. Osoby, których stan zdrowotny zostanie zakwalifikowany jako bardziej wymagający, zostaną przetransportowane specjalnym samolotem zabezpieczenia medycznego.

Natomiast w przypadku poszkodowani, których stan zdrowia nie będzie pozwalał obecnie na przetransportowanie do kraju, będą mogli pozostać pod opieką medyczną na Węgrzech.