Jarosław Klimaszewski
Prezydent z KO przeraził się referendum i posłuchał woli mieszkańców. Foto. Bielsko-biala.pl

Niewiele brakowało, by w Bielsku-Białej ruszyła zbiórka podpisów pod referendum dotyczące odwołania prezydenta Jarosława Klimaszewskiego z Koalicji Obywatelskiej. Poszło o sprzedaż ważnych dla mieszkańców terenów zielonych. Miejski włodarz ugiął się jednak pod presją i zrobił krok w tył.

REKLAMA

W Bielsku-Białej niemal ruszyła zbiórka podpisów pod referendum, które mogłoby zakończyć się odwołaniem prezydenta miasta i rady miejskiej.

Bielsko-Biała ma dość prezydenta z KO?

Jak sugerują w social mediach zwolennicy referendum, czarę goryczy przelały plany sprzedaży przez miasto 2 hektarów ziemi położonej przy ulicy Pileckiego w Bielsku-Białej. To, jak tłumaczył Rafał Bargiel, prawnik i działacz społeczny, "naturalny bufor zieleni dla mieszkańców pobliskich bloków". Groził, że jeżeli władze nie zaniechają tego pomysłu, zorganizowana zostanie zbiórka podpisów pod referendum dotyczące odwołania Rady Miasta i samego prezydenta Jarosława Klimaszewskiego.

– To nie ultimatum, ale kolejny krok prawny, by powstrzymać "betonozę" naszego miasta. Będziemy potrzebowali oczywiście wsparcia opozycji, z której liderami jesteśmy w kontakcie – tłumaczył Bargiel.

Bielski poseł Bronisław Foltyn, który już wcześniej sugerował, że w mieście mógłby odbyć się swoisty plebiscyt popularności prezydenta, przyznał, że jego środowisko jest gotowe do rozpoczęcia zbiórki podpisów.

– Mam wrażenie, że od pewnego czasu idea przeprowadzenia referendum w Bielsku-Białej dojrzewa w błyskawicznym tempie. Władze robią bardzo wiele, by do referendum doprowadzić. Nie pamiętam w naszym mieście prezydenta, który wywoływałby taką ilość konfliktów. Jeśli pojawi się silna grupa mieszkańców, która wystąpi z wnioskiem o przeprowadzenie referendum odwoławczego prezydenta i Rady Miasta, to mieszkańcy mogą liczyć na pomoc i zaangażowanie Konfederacji – powiedział nam poseł.

QUIZ: Czy poznajesz tych polityków i polityczki? Sprawdź swoją wiedzę

logo
Quiz

1 / 30 Na początek coś prostego: Kim jest ten polityk?

Fot. JACEK DOMINSKI / REPORTER

Klimaszewski z Bielska-Białej się przestraszył

Kluczowe były obrady Rady Miasta, które odbyły się w czwartek 27 sierpnia. To wtedy miano podjąć decyzję, co zrobić z terenami zielonymi. I tu nastąpił zaskakujący zwrot akcji.

Podjąłem decyzję o wycofaniu się ze sprzedaży gruntów przy ul. Pileckiego w Kamienicy (dzielnica miasta – przyp. autora) – przekazał od razu na początku sesji Jarosław Klimaszewski.

Radni zagłosowali ostatecznie za uchwałą uchylającą zgodę na sprzedaż gruntów. Za byli nie tylko politycy PiS, którzy wcześniej domagali się takiego ruchu, ale też członkowie klubów KO i klubu samego prezydenta (Klimaszewski jest politykiem kojarzonym z KO, ale w ostatnich wyborach wystawił też własny, "niepartyjny" komitet).

Jak podał lokalny portal Bielsko.biala.pl, przeciwni sprzedaży byli nawet niektórzy członkowie KO i klubu prezydenta.

Referendum to tylko kwestia czasu?

Przeciwnicy sprzedaży gruntów w rozmowie z naTemat powiedzieli, że "wygrali bitwę". Nie oznacza to jednak, że temat referendum został w pełni zarzucony. W mieści iskrzy bowiem od dawna.

Na jaw wychodzi, że w radach nadzorczych spółek miejskich zasiadają politycy z KO. Od miesięcy CBA przygląda się działalności klubu sportowego TS Podbeskidzie. Więcej o sprawie przeczytacie w moim artykule na InnPoland.

Referendum w stolicy Podbeskidzia jest tym bardziej realne, że opozycja musiałaby zebrać jedynie ok. 13 tys. podpisów (10 proc. liczby osób uprawnionych do głosowania). Plebiscyt byłby ważny, gdyby do lokali wyborczych poszło co najmniej 3/5 wyborców biorących udział w wyborze prezydenta. W Małym Wiedniu to 23,19 proc. uprawnionych do głosowania.

W przypadku odwołania Rady Miejskiej próg byłby nieco wyższy: na poziomie ok. 29,9 procent.

Nie tylko Bielsko-Biała

Fala referendalna zresztą nie słabnie w całym kraju. Jak pisaliśmy w naTemat, efekt Miszalskiego możliwy w kolejnym mieście – w Rzeszowie też chcą odwołać władze. Podobne plany ma opozycja w Gliwicach, która chce odwołać prezydentkę-żonę znanego polityka KO.

Każde takie wydarzenie osłabia pozycję obozu rządzącego. Jak pisaliśmy w naTemat, nowy sondaż dla Tuska jest alarmem – w kolejnej kadencji Sejmu nie będzie już koalicjantów, którzy pozwolą mu utrzymać władzę.