
Nowy sondaż pokazuje, że spora część Polaków chce kadencyjności posłów i premiera. Okazuje się, że w większości marzymy o takim rozwiązaniu. W przeciwieństwie do wielu polityków.
Kadencyjność obowiązuje już dziś w Polsce, ale dotyczy tylko prezydenta i lokalnych włodarzy: prezydentów miast, burmistrzów oraz wójtów. Czy rozszerzenie tego ograniczenia na posłów i premiera nie byłoby dobrym pomysłem?
Nowy sondaż pokazuje, że mamy dość zawodowych polityków
Wprowadzenia kadencyjności premiera i posłów popiera 67,6 proc. ankietowanych. Przeciwnego zdania jest tylko 12,4 proc. badanych. Z kolei 20 proc. nie potrafiło jasno odpowiedzieć na zadane im pytanie. To dane z sondażu SW Research dla "Rzeczpospolitej".
Kadencyjność w tym kontekście oznaczałaby, że jeden polityk mógłby być szefem rządu tylko przez osiem lat, czyli dwie kadencje parlamentu. W przypadku posła limit ten wydłużono do trzech kadencji, czyli 12 lat.
Co ciekawe, zmian na tym polu chcą wyborcy wszystkich grup. Ograniczenie liczby kadencji popiera 70 proc. mężczyzn oraz 65 proc. kobiet. W gronie najmłodszych ankietowanych za takim pomysłem było 50 proc. osób. Najstarsi są bardziej przekonani do kadencyjności, gdyż aż 72 proc. z nich jest "za".
Pomysł podoba się też 71 proc. osób z wyższym wykształceniem. W grupie, która zarabia netto od 3001 do 5000 zł, zwolennicy stanowili aż 73 proc. Zdecydowanie na "tak" są też mieszkańcy miast, w których mieszka od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców. 76 proc. z nich uważa, że warto wprowadzić kadencyjność w Sejmie i rządzie.
Kto straci pracę?
Warto zauważyć, że potencjalne nowe prawo doprowadziłoby do trzęsienia ziemi w polskiej polityce. Zakładając, że wliczano by minione kadencje, fotel premiera straciłby za rok Donald Tusk, gdyż był szefem rządu w latach 2007-2014 oraz obecnie, czyli od 2023 roku.
Do pośredniaka udaliby się wkrótce znani posłowie. Marek Sawicki w Sejmie zasiada nieprzerwanie od 1993 roku. Jarosław Kaczyński jest parlamentarzystą od dziewięciu kadencji. Pracę straciłby też Antoni Macierewicz (osiem kadencji).
Z sejmowymi fotelami pożegnaliby się też: Donald Tusk (sześć kadencji), Mariusz Błaszczak (pięć kadencji), Władysław Kosiniak-Kamysz i Krzysztof Bosak (obaj trzy kadencje).
Zobacz także
Do izby niższej mogliby powrócić Mateusz Morawiecki i Włodzimierz Czarzasty (obaj dwie kadencje). Ponownie moglibyśmy oddać głos na Sławomira Mentzena i Szymona Hołownię, których obecne kadencje są pierwszymi. Przemysław Czarnek jest posłem dopiero drugą kadencję.
Zmiana prawa mocno odmłodziłaby polską politykę, z której wypadliby ci, którzy pamiętają jeszcze wczesne lata 90., a więc transformację systemową.
Jak pisaliśmy w naTemat, nowy sondaż spędzi Tuskowi i KO sen z powiek – liczba 243 mówi tu wszystko, bo tyle mandatów zdobyłyby razem partie prawicowe.
QUIZ: Czy poznajesz tych polityków i polityczki? Sprawdź swoją wiedzę
1 / 30 Na początek coś prostego: Kim jest ten polityk?
Fot. JACEK DOMINSKI / REPORTER
Warto jednak dodać, że prawo nie działa wstecz, więc stosowna liczba kadencji byłaby liczona zapewne dopiero od momentu wejścia nowych regulacji w życie.
Warto zauważyć, że polska scena polityczna i tak przechodzi obecnie gwałtowną przebudowę. Jak pisaliśmy w naTemat, nowy sondaż po rozłamie w PiS pokazuje, że 43,1 proc. badanych uważa, iż wyjście środowiska Morawieckiego z partii Kaczyńskiego osłabiło całą prawicę.




