
Odstawiają dezodorant, rezygnują z codziennego prysznica, nie używają szamponu. Tę samą koszulkę mogą nosić przez kilka dni.. Zwolennicy "pheromone-maxxingu" przekonują, że mężczyzna jest atrakcyjniejszy, kiedy pozwala swojemu ciału pachnieć "naturalnie”. Niektórzy chętnie sprawdzają tę teorię na sobie, licząc, że w ten sposób zyskają powodzenie u płci przeciwnej. Tylko… co na to kobiety?
Raphael, młody tiktoker, patrzy prosto w kamerę i z pełnym przekonaniem mówi: "Odkąd w to wszedłem i przestałem używać wody kolońskiej, dostaję więcej komplementów na temat mojego zapachu testosteronu niż kiedykolwiek. W 2026 wszyscy lecimy w pheromone-maxxing".
Nie jest jedyny.
Wystarczy, że wpiszecie hasztag "pheromone-maxxing" w mediach społecznościowych, a wyskoczą wam filmiki, na których młodzi mężczyźni "sprzedają" błyskawiczną, skuteczną i darmową receptę na powodzenie u kobiet.
"Przestańcie brać prysznic, nigdy nie pierzcie pościeli i w ogóle nie pierzcie swoich ubrań" – zachęca kolejny.
"Powodem, dla którego nie możesz wyrwać fajnych dziewczyn, jest to, że używasz wody kolońskiej i dezodorantu" – stawia diagnozę ktoś inny.
Trend "pheromone-maxxing" wyrasta z popularnego wśród młodych mężczyzn looksmaxxingu, czyli różnych sposobów na poprawienie swojego wyglądu i zwiększenie atrakcyjności. O ile looksmaxxing potrafi być kosztowny – od kosmetyków i wizyt u barbera po suplementy, modne ubrania czy zabiegi poprawiające wygląd, o tyle nowy trend jest banalnie prosty i zupełnie darmowy. Wystarczy mniej mycia, mniej dezodorantu i rzadsza zmiana ubrań.
Jego zwolennicy przekonują, że pozostawienie na skórze naturalnego zapachu pozwala "uwolnić" feromony, które mają działać na kobiety niczym magnes.
Jeden z młodych twórców TikToka przekonuje, że przestał w ogóle myć włosy i – jak podkreśla – kobiety są nim zachwycone.
Brzmi jak żart, ale część internautów naprawdę traktuje tę teorię poważnie. Młodzi mężczyźni upatrują w niej nadziei na większe powodzenie u płci przeciwnej. Widać to zresztą w komentarzach pod filmami, gdzie szybko pojawiają się pytania. Internauci chcą wiedzieć więcej: czy trzeba całkowicie przestać myć włosy? Czy wystarczy odstawić szampon? Jak długo trzeba wytrzymać, żeby zobaczyć efekty?
Ktoś pisze, że od lipca nie użył ani razu szamponu i uważa, że dzięki temu zwiększył swoją atrakcyjność. Ktoś inny dopytuje, czy można chociaż przepłukać włosy wodą, czy "prawdziwy" pheromone-maxxing wymaga całkowitego zrezygnowania z mycia.
Skąd wśród młodych mężczyzn wziął się pomysł, że zapach nieumytego ciała może zwiększać atrakcyjność? Zwolennicy trendu przekonują, że właśnie naturalny zapach potu może działać na kobiety jak afrodyzjak.
Ale to już było
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu łazienka nie była miejscem, w którym kosmetyki dla mężczyzn zajmowały szczególnie dużo miejsca. Maszynka do golenia, mydło, ewentualnie woda kolońska – i właściwie tyle.
"Facet ma pachnieć jak facet!" – można było usłyszeć od mężczyzn, których partnerki zaganiały do łazienki.
"Wyszłam za niego, bo był uprzejmy, kulturalny i przede wszystkim czysty!" – zachwycała się kiedyś moja ciotka. I wcale nie miała na myśli braku seksu przed ślubem.
Czysty facet to było coś.
Jeśli już mężczyzna o siebie dbał, to dbanie miało jednak swoje granice. Kosmetyki pielęgnacyjne długo kojarzyły się przede wszystkim z kobietami, a przesadne zainteresowanie własnym wyglądem mogło być odbierane jako przejaw próżności. Mężczyźni czasem w po prostu podbierali kosmetyki swoim partnerkom czy żonom – krem, szampon, czasem perfumy – zamiast kupować własne.
To jednak stopniowo się zmieniało. Producenci zaczęli kusić mężczyzn szamponami, żelami pod prysznic czy kremami do twarzy stworzonymi specjalnie z myślą o nich.
Miały one ciemniejsze opakowania, mocniejszy zapach i sportowe hasła – tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że krem jest męski, a jego używanie nie oznacza nadmiernego zainteresowania własnym wyglądem.
Panowie oswajali się z tym powoli. Najpierw oczywistością stał się dezodorant, później osobny szampon, jeszcze później krem do twarzy. Z czasem pojawiły się kosmetyki do brody, wizyty u barbera, a zadbane paznokcie czy zabiegi kosmetyczne przestały dziwić.
Jednym z symboli tej zmiany stał się David Beckham – piłkarz, który eksperymentując z wizerunkiem, pokazywał, że dbanie o wygląd nie musi odbierać mężczyźnie sportowego, wyraźnie męskiego charakteru.
Dzisiaj nikogo szczególnie nie dziwi facet, który ma serum do twarzy. I choć żart z żelu "10 w 1" wciąż działa, obok stereotypu mężczyzny, który nie powinien spędzać przed lustrem zbyt dużo czasu, wyrósł i ugruntował się zupełnie inny model męskości – zadbany, świadomy swojego wyglądu i coraz mniej skrępowany kosmetykami.
I właśnie dlatego "pheromone-maxxing" – brzmiący jak kolejny wynalazek ery TikToka – jest tak ciekawym zwrotem w przeciwną stronę. Odżywa w nim bardzo stare przekonanie: im bardziej "naturalny" mężczyzna, tym lepiej.
Psycholog: Pot nie jest żadnym magicznym afrodyzjakiem
Teoria stojąca za "pheromone-maxxingiem" opiera się na założeniu, że ludzki pot zawiera substancje, które mogą automatycznie zwiększać atrakcyjność sek*ualną.
Ale czy rzeczywiście tak jest?
– "Pheromone maxxing" jest ciekawym zjawiskiem zarówno z perspektywy se**uologii, jak i psychologii. Naturalny zapach człowieka rzeczywiście może odgrywać pewną rolę w atrakcyjności i doborze partnera, natomiast nie mamy przekonujących dowodów, że u ludzi istnieje prosty "feromon se**ualny", który można nagromadzić poprzez rezygnację z mycia i dzięki temu stać się bardziej atrakcyjnym dla kobiet – mówi seksuolog i psycholog Rafał Skoczek.
I od razu rozprawia się z jednym z podstawowych założeń trendu:
– Pot również nie jest żadnym magicznym afrodyzjakiem – charakterystyczny zapach ciała powstaje w dużej mierze w wyniku działania bakterii na skórze. Jeżeli ktoś przestaje się regularnie myć, zmieniać ubrania czy używać podstawowych środków higienicznych, przede wszystkim zaczyna po prostu intensywniej pachnieć, co nie oznacza, że staje się bardziej atrakcyjny sek*ualnie – podkreśla.
Skoczek zwraca jednak uwagę, że ciekawsza od samej teorii o feromonach może być odpowiedź na pytanie, dlaczego takie pomysły w ogóle zyskują popularność. I tutaj sięga do psychologicznych mechanizmów.
– To kolejna forma tzw. "hackowania atrakcyjności", czyli poszukiwania prostego sposobu na zwiększenie powodzenia bez pracy nad pewnością siebie, komunikacją, umiejętnościami społecznymi, wyglądem czy radzeniem sobie z odrzuceniem – tłumaczy.
Jak zauważa, obietnica "nie myj się, a twoja naturalna chemia przyciągnie kobiety" jest bardzo prosta, dlatego łatwo może stać się internetowym fenomenem.
– Problem zaczyna się wtedy, kiedy pseudonaukową teorię traktujemy jak biologiczny fakt. Naturalny zapach partnera może być dla nas przyjemny i pociągający, ale to zupełnie coś innego niż celowe zaniedbywanie higieny – zaznacza Rafał Skoczek.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
To, że zapach ciała może mieć znaczenie w relacjach między ludźmi, nie oznacza jeszcze, że im intensywniejszy i mniej kontrolowany zapach, tym większa atrakcyjność. Wręcz przeciwnie – zapach jest odbierany bardzo indywidualnie, a na jego charakter wpływają m.in. bakterie bytujące na skórze, dieta, hormony i higiena.
Jest też druga strona tego eksperymentu. Nawet jeśli ktoś potraktuje "pheromone-maxxing" wyłącznie jako internetową zabawę, dla nastolatka konsekwencje społeczne mogą być dość przykre. Nieprzyjemny, intensywny zapach ciała w szkole czy w grupie rówieśniczej może szybko stać się powodem żartów, komentarzy albo unikania.
Okres dojrzewania sam w sobie nie jest dla skóry najłatwiejszym czasem. Zmiany hormonalne wpływają m.in. na pracę gruczołów łojowych, dlatego wielu nastolatków mierzy się wtedy z przetłuszczaniem skóry i trądzikiem.
A to właśnie nastolatkowie i Gen Z zakochał się w tym trendzie.
Co na to kobiety?
Wystarczyło, że wspomniałam o tym trendzie na redakcyjnym kolegium, żeby natychmiast wywołać reakcję.
– Fuj… – Obrzydliwe. – Ktoś tak na serio uważa, że to przyciąga kobiety? – pytały z niedowierzaniem koleżanki z redakcji.
Postanowiłam więc zrobić szybki research wśród znajomych. I choć trudno nazwać go badaniem, jedno było jasne: "pheromone-maxxing" zdecydowanie nie wywołuje wśród kobiet entuzjazmu. Przynajmniej w mojej bańce 40 plus.
A co na to młodsze kobiety?
Kiedy młodzi mężczyźni przerzucają się w internecie teoriami o "magicznej" mocy potu, kobiety mają na ten temat własną teorię: naturalny zapach ciała – jeszcze okej. Kilka dni bez prysznica, tłuste włosy i niewyprane ubrania – to już zupełnie inna historia.
Niektóre wręcz wzdychają z ulgą, że ich partnerzy nie są fanami tego trendu. "Dobrze, że mój się myje" – piszą w komentarzach.
I trudno im się dziwić: to przecież z tym mężczyzną mają potem spać, całować się i po prostu być blisko. Dla wielu kobiet higiena okazuje się więc nie tylko kwestią atrakcyjności, ale zwyczajnego komfortu w relacji.
Czy naprawdę trzeba przestać się myć, żeby być atrakcyjnym? Kiedy przeglądałam komentarze pod filmami o "pheromone-maxxingu", zaczęłam przypominać sobie pewną rozmowę sprzed lat.
Kiedy pracowałam w lokalnych mediach, przygotowywałam tekst o kobiecych pragnieniach. Zadzwoniłam do Joanny Keszki, edukatorki sek*ualnej i trenerki relacji intymnych, żeby o tym porozmawiać.
– O czym właściwie fantazjują Polki? – zapytałam.
Jej odpowiedź pamiętam do dziś:
– Żeby facet umył się przed sek*em.
I chyba trudno o bardziej dosadną odpowiedź na teorię, że kobiety czekają właśnie na mężczyznę, który przestanie się myć.





