Czy można pomagać ex? Sprawdź, jak chronić relację
Pomaganie byłej partnerce często budzi w obecnym związku niepewność i poczucie rywalizacji. Fot. Shutterstock

Piątkowy wieczór. Ona szykuje przekąski do filmu, on zdąży jeszcze objąć ją czułym ramieniem i pocałować w czoło. Chwilę później dzwoni telefon. On zarzuca kurtkę i biegnie do ex. "Awaria kranu" – tłumaczy się jeszcze w progu. – Mam wrażenie, że żyję w trójkącie – mówi gorzko Natalia. Dr n. med. Robert Kowalczyk, prof. UMW. psycholog, certyfikowany seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, terapeuta par: – Sama pomoc byłemu partnerowi czy byłej partnerce nie musi być niczym niepokojącym. Problem zaczyna się, gdy z tej pomocy powstaje stały układ pierwszeństwa.

REKLAMA

Na początku rozmowy zastrzega, że nie chciała być zazdrośnicą. Kiedy była młoda, przez jej zazdrość rozpadał się każdy związek. Kiedy chłopak umawiał się z kolegą albo chciał obejrzeć mecz, płonęła ze złości.

– Tamtej Natalii już nie ma – gwarantuje. – Miałam dwadzieścia parę lat, nie wiedziałam, że partner potrzebuje też swojej przestrzeni. Teraz już wiem. Problem w tym, że mój facet zafundował mi życie w pakiecie z ex.

"Przecież z nią nie sypiam"

Dla Natalii nie był to pierwszy raz, kiedy jej partner pojechał do ex niemal na sygnale. Dwa tygodnie wcześniej wnosił jej ciężkie kartony, a miesiąc temu spędził pół wieczoru, skręcając nowe meble. Za każdym razem scenariusz wygląda tak samo: nagły komunikat, rzucona w biegu usprawiedliwiająca formułka i zryw, jakby jej facet pracował w prywatnym pogotowiu ratunkowym byłej partnerki.

– Oczywiście, że rozmawiałam z Damianem wielokrotnie i mówiłam, że mi się to nie podoba – Natalia jakby uprzedza moje pytanie. – Ale za każdym razem słyszałam: "Przecież nie robię nic złego", "Tylko jej pomagam", "Trzeba być człowiekiem". Później mówił: "Jesteś po prostu zazdrosna i niedojrzała, wymyślasz problemy na siłę". Wykorzystał fakt, że w przeszłości byłam straszną zazdrośnicą.

Co więcej, Natalia rozmawiała nawet osobiście z byłą partnerką Damiana. Wpadły na siebie przypadkiem. Po kilku grzecznościowych zdaniach Natalia nie wytrzymała. Zaczęła wypominać jej wszystkie sytuacje, w których Damian rzucał wszystko i biegł jej pomagać.

Spodziewała się awantury. Tymczasem kobieta pozostała spokojna. Była miła, serdeczna, nawet trochę zakłopotana. Tłumaczyła, że między nią a Damianem niczego nie ma i że naprawdę cieszy się jego szczęściem.

– Zbiła mnie tym z tropu. Poczułam się jak kretynka – przyznaje Natalia.

Raz pomoc ex skończyła się wielką kłótnią. Natalia i Damian szykowali się na kolację do znajomych. Byli już właściwie gotowi do wyjścia. Wtedy telefon Damiana zawibrował.

Natalia poczuła ścisk w żołądku. Intuicja jej nie zawiodła. Była partnerka Damiana nie zdążyła na autobus, a bardzo potrzebowała dostać się do matki, która mieszkała za miastem. Tym razem Natalia postawiła mu ultimatum: albo ona, albo ex. 

Damian wybrał nią. Ale zamiast ulgi Natalia dostała kolejną porcję zarzutów. Usłyszała, że przesadza, jest przewrażliwiona i robi z igły widły.

"Przecież z nią nie sypiam"– wybuchł Damian

"Dziecko" było odpowiedzią na wszystko

U Krzyśka i Karoliny na początku wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Krzysiek miał pięcioletnią córkę z byłą partnerką, a Karolina uznała, że odpowiedzialny ojciec to przecież skarb. Od początku była wyrozumiała. Sama podpowiadała mu, co kupić małej na urodziny, proponowała wspólne zakupy, czasem pomagała wybierać prezenty. Rozumiała, że córka jest najważniejsza.

Z czasem zaczęła jednak zauważać, że hasło "dobro dziecka" pojawia się niemal zawsze wtedy, gdy była partnerka potrzebuje pomocy.

Krzysiek potrafił wybiec z domu w trakcie wspólnego seansu, bo u byłej skończyły się parówki, a mała niczego innego nie chciała zjeść. W osiedlowym sklepie ich nie było, więc Krzysiek jechał po nie specjalnie do marketu. Innym razem, zamiast spędzać weekend z Karoliną, montował u byłej półki w pokoju córki.

Kiedy próbowała powiedzieć, że zaczyna jej to przeszkadzać, szybko słyszała, że chodzi przecież o dziecko.

"Chcesz żebym był złym ojcem? Mam olać własną córkę? – denerwował się.

Karolina coraz częściej zastanawiała się, czy problem nie tkwi w niej. Może jest zbyt wymagająca? Może powinna być bardziej wyrozumiała? A może po prostu jest złą partnerką?

Przełom przyszedł podczas spotkania z koleżankami. Rozmowa zeszła na związki, dzieci i byłych partnerów. Karolina opowiedziała o Krzyśku i o tym, jak często "dobro dziecka" oznacza w ich przypadku kolejną wizytę u byłej.

Spodziewała się, że usłyszy: "No tak już jest, skoro ma dziecko". Zamiast tego koleżanki zaczęły opowiadać o swoich i znajomych rodzinach patchworkowych. Tam też były dzieci, choroby, wspólne ustalenia i kontakty z byłymi. Ale były też granice.

Karolina słuchała i coraz szerzej otwierała oczy.

– Zrozumiałam, że moje oczekiwanie, żeby w naszym związku też była przestrzeń dla mnie, nie jest egoizmem – mówi Karolina. – Bycie dobrym ojcem i lojalnym partnerem wcale się nie wyklucza.

To nie są odosobnione historie. "Dziewczyny, powiedzcie mi, czy ja przesadzam?" – to jedno z pytań, które regularnie pojawiają się na kobiecych grupach i forach internetowych. Historii o partnerach, którzy na każde zawołanie byłej partnerki rzucają wszystko i pędzą z pomocą, są dziesiątki.

Autorki takich wpisów szukają odpowiedzi: czy ich niepokój to przesadna zazdrość, czy może zdrowa reakcja na przekraczane granice?

"Uważaj, mój też tak latał do ex. Potem okazało się, że coś było na rzeczy. Zostawiłam go, a oni nagle się zeszli" – ostrzega jedna z kobiet.

"Ja bym nie wytrzymała. Całe szczęście była żona mojego męża żyje w innym kraju" – pisze inna.

"Mój latał na okrągło do byłej, niby ze względu na ich dziecko. A to ją odwiedzić, a to półkę w pokoju przykręcić. Potem znalazłam ich korespondencję. Pisali, jak za sobą tęsknią" – opisuje kolejna.

U Marka i jego byłej partnerki, Patrycji, nie było wspólnych dzieci. Rozstali się trzy lata temu w fatalnej atmosferze. Potem emocje opadły. On związał się z Sylwią, a ona znalazła partnera, który na co dzień pracuje za granicą. W małym miasteczku ich drogi się przecinały, czy tego chcieli, czy nie. 

Patrycja nie miała w mieście rodziny.  Marek był więc dla niej kimś, do kogo można było zadzwonić, kiedy wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Początkowo Sylwia nie widziała w tym niczego złego. Ba, nawet, była dumna, że Marek schował wszelkie urazy i potrafi pokazać klasę. 

Pierwsze ściśnięcie w żołądku: Patrycji choruje pies, Marek jedzie z nią do kliniki weterynaryjnej. To przecież wciąż był ich wspólny pies. 

Drugie: Marek pomaga wybrać Patrycji pralkę. 

Sylwia zaczęła jednak dostrzegać coś jeszcze. O swoje sprawy potrafiła prosić Marka tygodniami. Wszystko zawsze mogło poczekać. U Patrycji jakoś nigdy nie było takiego problemu. Marek natychmiast znajdował dla niej czas.

– Miałam wrażenie, że był dużo bardziej dostępny dla niej niż dla mnie – denerwuje się Sylwia na samo wspomnienie. – I że ona to wykorzystuje. Przywieźć, zawieźć, naprawić.

W końcu powiedziała mu wprost, że nie chce być w związku, w którym była partnerka może liczyć na niego bardziej niż ona. Marek początkowo był zaskoczony. Tłumaczył, że Sylwia przesadza, a on przecież tylko pomaga byłej partnerce po koleżeńsku.

Z czasem zaczął jednak zauważać, że nie każda jej prośba wymaga jego pomocy. Przecież można pojechać Boltem, znaleźć fachowca czy poprosić o pomoc kogoś innego.

Zaczął więc odmawiać. Patrycja musiała poszukać innych rozwiązań.

– I co najdziwniejsze: natychmiast je znalazła – ironizuje Sylwia. – I chyba on też w końcu to zrozumiał – dodaje z ulgą.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Terapeuta par: Słyszę to w swoim gabinecie

Jak tłumaczy dr n. med. Robert Kowalczyk, prof. UMW. psycholog, certyfikowany seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, terapeuta par w Instytucie SPLOT sama pomoc byłemu partnerowi czy byłej partnerce nie musi być niczym niepokojącym. Problem zaczyna się wtedy, gdy z tej pomocy powstaje stały układ pierwszeństwa.

– W gabinecie często słyszę od obecnych partnerów, że choć formalnie są w związku dwuosobowym, to emocjonalnie i organizacyjnie funkcjonują w trójkącie – mówi ekspert.

Przyczyny takiej nadmiernej gotowości do pomocy mogą być różne. Jedną z nich może być – zdaniem eksperta – nie do końca przeżyta separacja. Nie musi chodzić o chęć powrotu do związku. Czasem o tym, że ktoś wciąż jest na każde zawołanie byłej partnerki, decyduje potrzeba pozostania dla niej kimś ważnym, potrzebnym, a nawet niezastąpionym. 

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy byli partnerzy mają dzieci. Wtedy kontakt jest oczywisty, bo odpowiedzialność za dziecko nie kończy się wraz z rozpadem związku. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ktoś zaczyna pełnić wobec byłej partnerki również rolę, którą wcześniej pełnił jako jej partner.

– Zdarza się, że dawno po rozstaniu jedna ze stron nadal próbuje być dla byłego partnera także "dobrym partnerem", a nie tylko współrodzicem. Granica między tymi dwiema rolami zaczyna się w głowach tych osób zacierać – mówi psycholog.

Jedną z możliwych przyczyn takiej nadmiernej dyspozycyjności może być również potrzeba podtrzymywania obrazu siebie jako człowieka szlachetnego, odpowiedzialnego, takiego, na którym zawsze można polegać. Wtedy argument "przecież trzeba pomagać" staje się uzasadnieniem kolejnej przysługi.

– Często pojawiają się tu pewne formy szantażu emocjonalnego. Mężczyźni nierzadko zasłaniają się wzniosłymi ideami, mówiąc: "przecież trzeba pomagać ludziom", i stawiają się w roli rycerza na białym koniu – mówi dr Kowalczyk. – Odwoływanie się do pryncypiów, troski o innych i ogólnej chęci pomagania brzmi oczywiście bardzo szlachetnie. Czasem jednak okazuje się, że ten sam człowiek bywa niezwykle pomocny tylko i wyłącznie wobec swojej byłej partnerki i zupełnie nie potrafi stawiać jej granic.

Trzecia osoba orbituje wokół pary

Dlatego, zdaniem dr Roberta Kowalczyka, ważniejsze od pytania, czy w ogóle pomagać byłej partnerce, jest inne: czy ta pomoc ma swoje granice i czy nowy związek nie płaci za nią zbyt wysokiej ceny?

– To właśnie w tym miejscu przebiega granica między zdrową relacją z "eks" a emocjonalną nielojalnością – uważa ekspert. – Nie musi ona oznaczać romansu. Objawia się w priorytetach, codziennej trosce i w tym, że gotowość do mobilizacji na rzecz byłego partnera jest po prostu większa niż we własnym domu.

Jak dodaje, w praktyce może to wyglądać bardzo zwyczajnie. 

– Była partnerka prosi o pomoc, a on rzuca wszystko i jedzie. Obecna partnerka od miesięcy prosi o to samo i słyszy, że "później", "w weekend" albo "jak będzie czas" – obrazuje. – Chodzi o to, że ta gotowość do mobilizacji, troski i zaangażowania wobec byłej partnerki jest większa niż ta, którą okazuje się we własnym domu. 

O tym, jak relacje z byłymi partnerami mogą wpływać na nowe związki, Robert Kowalczyk pisze w swojej najnowszej książce "Całe szczęście to kryzys", którą stworzył wspólnie z psycholożką i terapeutką prof. UAM dr hab. Katarzyną Waszyńską oraz dziennikarką Ewą Podsiadły-Natorską. To właśnie w niej autorzy przyglądają się m.in. sytuacjom, w których nierozwiązane sprawy z przeszłości zaczynają wpływać na nowe związki. 

– Pacjenci bardzo wyraźnie opisują to poczucie trwałego życia w trójkącie, w którym jednym z ramion jest właśnie "eks" – mówi dr Kowalczyk. – Taka trzecia osoba, stale orbitująca wokół pary, staje się wtedy źródłem ciągłego, powracającego kryzysu w relacji.

Gdzie w takim razie postawić granicę? 

– Oczekiwanie całkowitego odcięcia pępowiny bywa bardzo trudne – szczególnie gdy byli partnerzy mają wspólne dziecko, prowadzą razem firmę czy mają inne zobowiązania. W takich przypadkach kluczowe staje się jasne doprecyzowanie granic.