
Tajemnicze zaginięcie 37-letniej Emili Koprowskiej kolejny tydzień rozpala internet. Media społecznościowe gotują się od teorii i analiz psychologiczno-kryminalnych. Portale każdego dnia donoszą o nowych faktach. W sprawę zaangażował się Krzysztof Rutkowski. Dawno sprawa zaginięcia nie poruszyła Polaków jak ta. O co chodzi? – Myślę, że Emilka musiała od wszystkiego odpocząć – mówi w rozmowie z naTemat mąż zaginionej, Krystian Koprowski. Sam przez zaginięcie żony znalazł się pod pręgierzem.
Emilia Koprowska z Koszalina zaginęła 30 sierpnia. Była wtedy z mężem, Krystianem, w Darłowie – na festiwalu techno "Zew Wydm". "W pewnym momencie oddaliła się w nieznanym kierunku. Do chwili obecnej nie powróciła do miejsca zamieszkania i nie nawiązała kontaktu z najbliższą rodziną" – brzmi oficjalny komunikat Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie z 2 września.
W kolejnych dniach sprawa robi się coraz bardziej zagmatwana, tajemnicza i podkręca emocje.
Dowiadujemy się, że na plaży doszło do kłótni z mężem. Że według śledczych mężczyzna kilka razy zmieniał wersję zdarzeń i był w tym "bardzo nierzetelny". Albo że jeden ze świadków widział Emilię, która "siedziała na ławce i żaliła się, że mąż zabrał jej telefon i zniszczył auto". Okazuje się też, że Emilia Koprowska wysłała ostatniego smsa do męża, w którym napisała: "Kocham cię, nie znajdą mnie. Tak musi być. Zawsze byłeś tylko ty. Żegnaj".
Wątków w sprawie tego zaginięcia jest już multum. Media donoszą o ogromnej skali poszukiwań kobiety, w których ma brać udział nawet 300 policjantów. A ostatnio do akcji wkracza jeszcze Krzysztof Rutkowski i twierdzi, że "to tajemnicze zaginięcie nie jest przypadkowym".
Mąż kobiety odpowiada mu na Facebooku: "Panie Rutkowski skoro publicznie mówi Pan że 'ona nie zniknęła sama z siebie' i że 'to nie był jej styl' to proszę teraz równie publicznie odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Na czym Pan to opiera? Bo mocne zdanie do mediów to jeszcze nie dowód. Nie mieszkał Pan z Emilią, nie znał Pan naszej codzienności".
Jak mówi naTemat, Krystian Koprowski, Krzysztof Rutkowski w ogóle się z nim nie kontaktował. Sam za to od początku jest obiektem hejtu i podejrzeń.
– Słyszała pani, że dzieci nie potrafią zasnąć, jak słyszą moje nazwisko? Ludzie sugerują, że uciekła od potwora i się chowa. Takie są komenatrze. Wszystko czytam – od pomówień, oskarżeń, wyzwisk na mój temat. Na razie nie mam czasu tego prostować. Niech ludzie gadają. Dzięki temu jest rozgłos. Ja wytrzymam. Nie boję się hejtu. Żona wie, że jestem twardy – mówi.
Mąż zaginionej: Zależy mi na żonie, a nie na rozgłosie. Ten hejt pomógł mi nagłośnić zaginięcie
Ludzie spekulują, że to on stoi za zniknięciem żony. Biorą go za potwora. On z kolei otwarcie zaczął kpić z podejrzeń internautów na swój temat. Mówi, że hejt pomógł mu nagłośnić sprawię i nic go nie rusza. A wszystko, co publikuje na temat zaginięcia żony jest celowym, przemyślanym działaniem.
Choć są to działania zaskakujące. Na przykład ostatnie nagranie, na którym w nocy, z latarką, szuka żony. Używając fraz i słów, które ludzie piszą o nim w internecie. "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Poszukiwania Emilii Koprowskiej trwają cały czas. Nie, mąż nie śpi, on nie sypia. To j...y potwór. On nie śpi" – zaczyna relację.
Potem pada np.: "Włamujemy się na teren prywatnej posesji. Podejrzewają, że to jest jego działka. Mógł pochować coś tutaj. Pewnie narkotyki. To ćpun j...y i złodziej, bo każdy ćpun to złodziej".
– Wszystko, również ten filmik, który nagrałem o 2.30 w nocy, jest tak zaplanowane, żeby nagłośnić sprawę. Wszystkie słowa, które w nim padają, występują w spekulacjach i hejcie wymierzonym we mnie. Tam nie ma przypadku. To są słowa ludzi, które padają pod moim adresem. Ja się z tego nabijam. To jest sarkazm. Robię z siebie klauna i jestem na językach wszystkich. Ale dzięki temu dotarłem do takiego grona ludzi, że w końcu nawet wy do mnie dzwonicie – mówi w rozmowie z naTemat.
Jak twierdzi, miał już dosyć hejtu: – Zależy mi na żonie, a nie na rozgłosie. Ale ludzie potrzebują show. Ten hejt pomógł mi nagłośnić zaginięcie. Przez dwa tygodnie poruszyłem niebo i ziemię, żeby wszyscy zaczęli szukać mojej żony. I nic. Nie ma żadnych śladów. Nic nie mogą zrobić w mojej sprawie. Zostałem zmuszony do takiego działania. Bo tylko sarkazmem można dotrzeć do bezczelnego społeczeństwa, które – nie znając mnie – umie wysuwać wnioski na podstawie moich ruchów – mówi.
Przyznaje, ich relacja nie była łatwa, a nawet toksyczna. Ma też swoje przemyślenia, co mogło się zdarzyć: – Myślę, że Emilka musiała od wszystkiego odpocząć. Nie układało się między nami. Ale to nie był powód, żeby sama mogła sobie coś zrobić. Jest w rodzinie wiele różnych spraw, których już dawno miała dość.
W policyjnych statystykach są i zaginieni z wyboru – każdy dorosły człowiek ma prawo po prostu nie wrócić.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Co stało się z Emilią Koprowską? Brat: Chcemy tylko znaleźć naszą siostrę
Od zaginięcia minęło ponad 2 tygodnie i póki co nic nie przybliża do rozwikłania zagadki. Każda nowa informacja podkręca za to emocje w mediach społecznościowych – to moment, gdy true crime wchodzi za mocno, dziś każdy chce być detektywem, nie każdy powinien. Na Facebooku powstała nawet grupa poszukiwawcza. A w poniedziałek 14 września, gdy w pobliżu molo w Kołbrzegu z morza wyłowiono zwłoki kobiety, natychmiast myśli wielu pobiegły w kierunku zaginionej Emilii. Wiadomo już jednak, że to nie była ona.
W czasie ostatniego weekendu ktoś widział z kolei podobną kobietę na placu zabaw w miejscowości Jezierzany. To również postawiło wszystkich na równe nogi, ale trop okazał się fałszywy.
Głos zabrała też rodzina Emilii. – Na razie nie przesunęliśmy się ani o centymetr. Chcemy tylko znaleźć naszą siostrę. Nie chcemy spekulować, co się stało, tylko ją odnaleźć. Nie było nas tam, gdy zaginęła. Trudno więc wyrokować, dlaczego i jak zniknęła. Sprawdzamy każdy trop – mówił w rozmowie z "Faktem" brat zaginionej.
On również był oburzony teoriami Krzysztofa Rutkowskiego. Ale powiedział też, że bliscy Emilii nie chcą mieć z jej mężem nic wspólnego.
Z kolei mama kobiety powiedziała w "Uwaga!" TVN: – Ona nie mogła tak zniknąć. Zawsze się do mnie odzywała. Zawsze pisała: "Mamuś, nie martw się".
"Emilka, wszyscy się o Ciebie bardzo martwimy. Minęło już wiele dni od Twojego ostatniego kontaktu. Błagamy, daj jakikolwiek znak życia… Daj nam znać, że jesteś bezpieczna, że niczego Ci nie potrzebujesz. Pamiętaj, że zawsze, ale to zawsze, możesz na nas liczyć. Niezależnie od wszystkiego, co się wydarzyło" – taki apel pojawił się 5 września na FB w imieniu zrozpaczonej rodziny.
"Z relacji rodziny wynika, że Emilia nigdy wcześniej nie znikała ani nie zrywała kontaktu z bliskimi. Jest odpowiedzialną mamą pięcioletniego Stasia i, jak podkreśla rodzina, nigdy nie zostawiłaby swojego dziecka" – napisano.
Co stało się z Emilią Koprowską? Uporządkujmy, co już wiadomo.
Relacja męża Emilii Koprowskiej: Pojechałem po nią, żeby wróciła
– To było zakończenie sezonu. Bawiliśmy się, imprezowaliśmy, tańczyliśmy. Było fajnie. Tak, jak można wymarzyć sobie weekend, aż do felernej niedzieli – opowiadał mąż Emilii Koprowskiej w programie "Uwaga!" TVN.
Powiedział, że byli ostatnimi gośćmi festiwalu: – Emilka tańczyła do godz. 15. W pewnym momencie nasze interesy nas pogniewały, więc odszedłem stamtąd. Poszedłem do samochodu, jeszcze wymieniłem z nią parę zdań. W pewnym momencie coś tam burknąłem, pewnie, że mam jej dosyć. Nie jestem święty, mam ciężki język, prosty język.
W rozmowie z naTemat przyznaje – odkręcił koło jej samochodu, żeby nie mogła odjechać. Miał swoje powody, o których nie chce mówić publicznie. Potem miał z nią kontakt telefoniczny. – Pisaliśmy sms-y. Była w nich również kłótnia – mówi. Jej ostatni sms brzmiał: "Kocham cię, nie znajdą mnie. Tak musi być. Zawsze byłeś tylko ty. Żegnaj".
Krystian Koprowski około godz. 18. wyjechał z Darłowa i wrócił do Koszalina. Ale postanowił wrócić po żonę. Ok. godz. 20. wyruszył z powrotem do Darłowa. W okolice hotelu – gdzie monitoring ostatni raz zarejestrował Emilię o godz. 19.43 – dojechał ok. godz. 21.
Auto mieli zaparkowane ok. 150 dalej.
– Pojechałem po nią, żeby wróciła. Byłem pod tym autem kilka razy. Zrobiłem zdjęcie i wysłałem jej, że czekam. Jeździłem wzdłuż ulicy. Pisałem, że mam dosyć jej gierek, żeby w końcu wróciła do samochodu – opowiada.
Policja: "Mąż Emilii kilkukrotnie zmieniał swoją wersję wydarzeń". Tak tłumaczy to Krystian Koprowski
W tym czasie szukał jej na własną rękę. Po dwóch dniach zgłosił zaginięcie na policji: – Myślę, że potrzebowała odpocząć, dlatego nie miałem zamiaru zgłaszać tego pierwszego dnia. Ja też nieraz chciałem w takiej sytuacji odpocząć psychicznie.
Jak przekazała mediom policja, z jej informacji "wynika, że zrobił to pod presją ze strony członków rodziny pani Emilii".
Mąż zaginionej jest obruszony tym twierdzeniem. Twierdzi, że zrobił to sam. W tle można wyczuć napięte relacje z rodziną. – Nie mają siły, żeby mnie do czegokolwiek zmusić. Mnie się nie da do czegoś zmusić. Emilia wiedziała, że ja nie daję sobie w kaszę dmuchać – reaguje.
W międzyczasie rzeczniczka koszalińskiej policji przekazała mediom, że mąż Emilii kilkukrotnie zmieniał swoją wersję wydarzeń. Jak powiedziała st. asp. Izabela Sreberska, początkowo w momencie składania zawiadomienia przedstawił im wersję wydarzeń dotyczącą godziny, kiedy po raz ostatni przebywał wspólnie z żoną, którą "po jakimś czasie zmienił". – Przypominały mu się nowe wątki, zmieniał chronologię zdarzeń, przedstawiał jakąś wersję, a później mówił, że jednak tak nie było. (...) Był bardzo nierzetelny w tym wszystkim – informowała.
Jednocześnie podkreślono, że tym etapie mężczyzna nie posiada statusu podejrzanego.
Krystian Koprowski tłumaczy, że sama sytuacja i złożenie zawiadomienia było niego ogromnym stresem. Nie szedł na policję z wyuczoną na pamięć informacją, co zdarzyło się o której godzinie i gdzie. Mógł się pomylić. – Zgłaszałem to, co pamiętałem. Za drugim razem było więcej osób. Odpowiadałem na pytania 4-5 osobom na raz. Ale tak naprawdę dzięki temu, że udostępniłem swój telefon i pomagałem w nim grzebać doszliśmy do najdrobniejszych ustaleń. Billing itp. wszystko odbywało się w konsultacji ze mną – mówi.
Z rzeczniczką komendy w Koszalinie nie udało nam się porozmawiać.
Dalsza część artykułu poniżej.
Co mówią świadkowie? Kierowca taksówki: Była roztrzęsiona i zapłakana
Tymczasem, w mediach pojawiły się też relacje innych osób, które miały kontakt z 37-latką. Reporterzy "Uwaga!" TVN dotarli do jej znajomych oraz do osób, które widziały ją przed zniknięciem. Jedna z osób opowiadała, że kobieta "była dosyć przygnębiona, w słabej kondycji psychicznej. Miała rozejść się z mężem". Padły też słowa, że była "podłamana, ponieważ bardzo go kochała, ale wiedziała, że nie ma to już żadnej przyszłości" i że "ich relacje były toksyczne".
Z kolei w dniu zaginięcia – około godz. 16. – przypadkowa osoba widziała ją "siedzącą na ławce, zapłakaną, roztrzęsioną". Gdy zapytała, co się stało, Emilia Koprowska powiedziała: "Zabrał mi telefon, zniszczył samochód". Z dalszej relacji wynika, że na propozycję, by zadzwonić na policję, kobieta odpowiedziała: "Nie, nie rób tego, bo to jest mój mąż".
Na widok zbliżającego się białego samochodu, miała zaś zareagować słowami: "Chłopaku, oddal się już, bo jeszcze może ci zrobić krzywdę". Z tego auta, jak wynika z przekazów medialnych, wyrzucono jej telefon.
Jako ostatni z Emilią Koprowską rozmawiał kierowca taksówki, którą kobieta zamówiła. Wysiadła w okolicy hotelu w Darłowie, ale do hotelu podobno nie weszła.
Z relacji kierowcy wynika, że była roztrzęsiona i zapłakana. Widział, że pisała z mężem na WhatsAppie. Pamiętał, że mówiła, że "facet coś zrobił z jej samochodem, czy coś takiego", i "że przez tego pana zabiorą jej dziecko".
– Jak zapłaciła za kurs, to dałem jej wizytówkę, bo mówiła, że może będzie dzwonić, że będzie chciała jechać na Koszalin. Ale już nie dzwoniła – powiedział w "Uwadze".
Mąż zagionionej: Martwię się. Cierpliwie czekam
Pytam Krystiana Koprowskiego, jak dziś się czuje. – Martwię się. Tęsknię. Ale dopóki nikt nie powie mi, że coś się stało lub dopóki nikt nie powie mi, że żona nie chce mieć ze mną kontaktu, będę jej szukał. Wierzę, że jest zdrowa, że żyje. I cierpliwie czekam. Wszyscy moi koledzy też szukają – odpowiada.
Rysopis zaginionej: szczupła, wysmukła sylwetka, włosy koloru kasztanowego/brązowego, oczy zielone.
Znaki szczególne: tatuaż na prawej stronie ciała – od żeber do biodra, przedstawiający znak zodiaku RYBY; tatuaż na prawej dłoni/palcu w miejscu obrączki z napisem "KRYSTIAN", znamię na głowie oraz blizny w okolicy pępka.
W chwili zaginięcia kobieta ubrana była: w białe jeansy, białą koszulkę z napisem "Cherry" i motywem wiśni, czarną skórzaną kurtkę, białe tenisówki z logo "Big Star". Miała przy sobie brązowy plecak oraz okulary korekcyjne w czerwonych oprawkach.
Wszelkie informacje mogące przyczynić się do odnalezienia zaginionej należy przekazać do Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie przy ul. Słowackiego 11, telefonicznie pod numerem 47 78 41 543 lub pod numerem alarmowym 112.




