Myśliwce wojskowe na tle polskiego miasta - alert RCB i przestrzeń powietrzna Polski
olskie wojsko od tygodni reaguje na rosyjskie ataki na Ukrainę. Niebo nad wschodnią granicą znów było pod kontrolą. Fot. Joris van Boven / Shutterstock

Polskie wojsko w środę rano znów poderwało myśliwce. Dowództwo Operacyjne RSZ poinformowało o 6:54, że w związku z rosyjskimi nalotami dronów na Ukrainę rozpoczęła się operacja w powietrzu. Mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia dostali alert RCB.

REKLAMA

Rosja w nocy ostrzeliwała cele w zachodniej Ukrainie odrzutowymi bezzałogowcami, co, podobnie jak wiele razy w ostatnim czasie, uruchomiło polskie procedury bezpieczeństwa. Żaden dron na szczęście nie wleciał do naszego kraju.

Obrona powietrzna w gotowości po uderzeniach rosyjskich dronów

"Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowództwo Operacyjne RSZ, poprzez Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego, uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w jego dyspozycji. Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – czytamy w komunikacie.

Czytaj także:

Wojsko od razu uspokaja, że "działania te mają charakter prewencyjny i są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej oraz jej ochronę". Dotyczy to zwłaszcza rejonów przyległych do zagrożonych obszarów.

Alert RCB dla dwóch województw. Zagrożenie minęło

Do mieszkańców powiatów w województwie lubelskim i podkarpackim trafił komunikat RCB o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę. Zaledwie 42 minuty (o 7:36) po pierwszym komunikacie DORSZ służby odwołały zagrożenie, przekazując, że atak się skończył i teren Polski jest bezpieczny.

To kolejny w tym miesiącu (są codziennie od 8 września) poranek z alertami na wschodzie kraju. Za każdym razem bez naruszenia granicy. Od 10 września do 9 grudnia nad wschodnią Polską obowiązuje też strefa ograniczona EP R134 (od ziemi do ok. 3 km), wprowadzona na wniosek Dowódcy Operacyjnego RSZ, by dać obronie powietrznej większą swobodę reagowania.

Dron zestrzelony nad Litwą. Inny wyłowiony z Bałtyku

Region żyje takimi incydentami od kilku dni, a Polska nie jest tu odosobnionym przypadkiem. We wtorek, 15 września, tuż po północy, myśliwce NATO zestrzeliły nad Litwą drona, który wleciał w tamtejszą przestrzeń powietrzną najprawdopodobniej od strony Białorusi i skierował się w stronę Kowna.

Maszynę strącono w rejonie Kaišiadorys, a do akcji użyto myśliwców pełniących natowską misję ochrony nieba nad państwami bałtyckimi, obsadzoną obecnie przez włoskich pilotów. Prezydent Litwy Gitanas Nausėda napisał na X, że dron "został zestrzelony przez myśliwce NATO", i podziękował sojuszniczemu personelowi za szybką reakcję.

To pierwszy przypadek zestrzelenia drona nad Litwą. Wcześniej dochodziło tam jedynie do alarmów bez strącenia maszyny, a myśliwce NATO zestrzeliwały już podobne obiekty nad Estonią i Łotwą. Kilka godzin później operację w powietrzu zaczęło prowadzić także polskie wojsko.

Dzień wcześniej, w poniedziałek, tuż przed godziną 13:00, wojsko wyłowiło z Bałtyku w rejonie plaży w Rusinowie koło Jarosławca kolejnego bezzałogowca. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że wstępne oględziny wskazują na wojskowy dron z Rosji.

Dodał, że coraz więcej danych wskazuje, że Rosjanie stracili nowy model drona typu Gerbera. Wyłowiony sprzęt trafił do ekspertyzy technicznej, która ma ustalić typ konstrukcji i przyczyny upadku do morza.