
W Europie coraz mocniej wieje wiatr zmian. Szczególnie mocno czują go Niemcy, gdzie AfD wyprzedza w ostatnich sondażach CDU/CSU o nawet 10 pkt procentowych. To ważna wiadomość dla Donalda Tuska, gdyż wiele wskazuje na to, że jego wieloletnie europejskie zaplecze polityczne zaczyna się rozlatywać.
Obóz polityczny, który rządzi Europą, powoli zaczyna tracić poparcie. Choć w Polsce nie widzimy tego jeszcze dostatecznie mocno, trend ten jest bardzo widoczny w Niemczech.
AfD mocniejsze od CDU/CSU
W ostatnim czasie media zalewały nas alarmistycznymi artykułami o sukcesie AfD w Saksonii-Anhalt. W czasie lokalnych wyborów partia zdobyła pierwsze miejsce. Pisaliśmy wtedy, że AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt, a jeszcze 3 mandaty i rządziliby samodzielnie. Czy oznacza to jednak, że ugrupowanie wygra też elekcję do Bundestagu? Na to pytanie starają się odpowiedzieć pracownie badawcze. Spójrzmy na ostatni sondaż YouGov. Wynika z niego, że gdyby Niemcy wybierali deputowanych w najbliższy weekend, to prawica wygrałaby wybory.
Na blok CDU/CSU głos chciałoby oddać tylko 18 proc. ankietowanych. To najsłabszy wynik chadecji w badaniach, jakie przeprowadza ta pracownia. Na tym tle AfD – niesione jeszcze zwycięstwem w Saksonii – błyszczy i może pochwalić się aż 29-procentowym poparciem. Oznacza to, że prawicowa partia rejestruje aż 11-procentową przewagę nad głównymi rywalami w walce o mandaty. Nie mówiąc już o SPD, które popiera tylko 13 proc. zapytanych o zdanie wyborców. W parlamencie znaleźliby się jeszcze tylko niemieccy Zieloni z poparciem 16 proc., politycy z lewicowego ugrupowania Die Linke, na które zagłosować chce tylko co 10. wyborca, i liberałowie z FDP (5 proc.).
Widoczne tu trendy potwierdza badanie INSA, w którym AfD wygrywa z wynikiem 29 proc., drugie miejsce zajmują chadecy (19,5 proc.), a podium domykają Zieloni (14 proc.). Kolejne miejsca zajmują: SPD (12,5 proc.), Die Linke (10,5 proc.) i FDP (4,5 proc.). Inne ugrupowania nie dostałyby się do parlamentu.
Sami Niemcy zdają sobie sprawę z tego, co może przynieść taki scenariusz. Jak pokazał sondaż INSA, co piąty Niemiec ma plan na wypadek rządów AfD. Emocje widać też na ulicach: w lipcu nawet 25 tysięcy ludzi sparaliżowało Erfurt, ale obrad AfD nie zdołali zablokować.
Zobacz także
Jak wyglądają wybory w Niemczech?
Warto przy okazji wyjaśnić, jak Niemcy głosują. Wybierają skład 598-osobowego Bundestagu co cztery lata (kolejne wybory w 2029 r.) i oddają aż dwa głosy. Pierwszy trafia do jednego z kandydatów z okręgu wyborczego (JOW), drugi do partii. 299 parlamentarzystów wybiera się w ramach głosowania na listy partyjne, które pozwalają ustalić kolejność, według której poszczególni kandydaci otrzymują mandaty. Pozostali są wybierani we wspomnianych jednomandatowych okręgach.
QUIZ: Tylko prawdziwy Polak zna Niemców tak dobrze! Sprawdź, co wiesz o sąsiadach zza Odry
1 / 19 Które miasto było stolicą RFN w latach 1949-1991?
Co to oznacza dla europejskiego centrum?
Potencjalna wygrana AfD w kolejnych wyborach do Bundestagu będzie ciosem dla politycznego centrum w Unii Europejskiej. Z CDU/CSU wywodzi się przecież Ursula von der Leyen. Ideologicznie powiązana jest z tym środowiskiem polska Koalicja Obywatelska i sam Donald Tusk. Jeżeli wyniki prawicy zaczęłyby się przekładać na podział miejsc w Parlamencie Europejskim, może to oznaczać rewolucję już nie tylko w Niemczech czy poszczególnych krajach, ale też w Brukseli.
Warto zauważyć, że trend ten – umacniania się prawicy – widać też w innych państwach. Wiele wskazuje na to, że wybory prezydenckie we Francji – drugim najważniejszym kraju UE – wygra Marine Le Pen. Z nowego badania IPSOS BVA wynika, że w I turze poprze ją 33-35 proc. ankietowanych. Gwarantuje jej to wejście do II tury, w której zmierzyłaby się zapewne z lewicowym Jeanem-Lucem Mélenchonem. Były premier Édouard Philippe stoi na podium, ale bez szans na starcie się z Le Pen w II turze.
W Austrii w sondażach króluje Wolnościowa Partia Austrii, która cieszy się poparciem blisko 40 proc. obywateli. Do tego stale zyskuje zwolenników. We wrześniu 2024 roku wygrała wybory, ale pozostałe ugrupowania powołały rząd koalicyjny bez jej udziału. Więcej szczęścia prawica miała we Włoszech, w których rządzą obecnie Bracia Włosi, także cieszący się wysokim poparciem.




