Widok z lotu ptaka na miasto Łódź
Dwa wybuchy wystraszyły Łódź. Za hukiem stały myśliwce F-16. Fot. Tomasz Warszewski / Shutterstock

W czwartek przed południem mieszkańcy Łodzi usłyszeli dwa potężne wybuchy. Zatrzęsły się okna, ściany bloków, wiele osób było przerażonych. Wyjaśnienie przyszło po kilkunastu minutach.

REKLAMA

Wszystko wydarzyło się tuż przed godziną 12:00, gdy trwała operacja wojskowa związana z rosyjskimi uderzeniami na Ukrainę. Huk słyszeli niemal jednocześnie mieszkańcy Łodzi i okolicznych miejscowości, m.in. Koluszek, Aleksandrowa Łódzkiego, Zgierza i Brzezin.

Ludzie byli przerażeni. Nie wiedzieli, co się dzieje

Na Widzewie wybuch był na tyle silny, że ludzie wybiegali z mieszkań. "Zatrzęsła się ziemia, odleciały wszystkie ptaki z okolicy, koń sąsiada chciał wyskoczyć przez ogrodzenie, a mój dom się zatrząsł" – opisał na platformie X łodzianin, relacjonując sytuację przy ulicy Kosodrzewiny.

Podobne wrażenia mieli mieszkańcy Bałut. "Aż zatrzęsł się mocno blok razem z oknami" – napisała internautka, dodając, że nie wiedziała, co się stało, i był to dla niej "przerażający moment". "Niefajne uczucie" – stwierdziła inna.

Co spowodowało wybuchy?

Sprawę udało się szybko wyjaśnić dzięki policji. Podkom. Kamila Sowińska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi przekazała mi, że wybuchy miały związek z działaniami wojska. – Przekroczenie bariery dźwięku przez odrzutowce – powiedziała przez telefon. Informację potwierdziło też Dowództwo Operacyjne RSZ.

Podobny komunikat wydał Łódzki Urząd Wojewódzki. "Związany był on z przekroczeniem bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe" – poinformował urząd, dodając, że maszyny poderwano w związku z koniecznością zabezpieczenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Szczegółów dostarczył naoczny świadek, który ma kontakty z położoną obok Łodzi bazą wojskową. "Dwa F16 z Łasku wystartowały alarmowo, para dyżurna" – napisano na profilu Spotted: Widzew.

Myśliwce wystartowały z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku i przyspieszając nad województwem łódzkim, osiągnęły prędkość dźwięku (ok. 1235 km/h). Gdy samolot ją przekracza, przed sobą spycha falę uderzeniową powietrza, która przy przełamaniu bariery rozchodzi się jako fala akustyczna, słyszalna z ziemi jako huk przypominający wybuch.

Samoloty najwyraźniej leciały niżej niż zwykle stąd dźwięk był bardzo wyraźny. "Sonic boom" z charakterystycznym stożkiem powietrza można zobaczyć i usłyszeć na nagraniu poniżej.

Rosja znów atakuje Ukrainę. Wojsko stale w gotowości

Do operacji doszło w związku z rosyjskimi uderzeniami dronów na zachodnie terytorium Ukrainy. Naziemne systemy obrony powietrznej osiągnęły stan gotowości, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do mieszkańców Podkarpacia i Lubelszczyzny dwa kolejne alerty.

To kolejna taka sytuacja w ostatnich tygodniach, choć zwykle zdarzało się to w godzinach nocnych lub porannych. Jak relacjonują mieszkańcy tych regionów, alerty RCB przychodzą tu co noc i człowiek nie wie już, co z tym zrobić.

DORSZ uruchomiło niezbędne siły i środki za pośrednictwem Centrum Operacji Powietrznych (Dowództwa Komponentu Powietrznego). Komunikat pojawił się około godziny 11:40. "Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – czytamy w komunikacie.

Chodziło o drona przy granicy. Zagrożenie już minęło

Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski powiedział w TVN24, że lotnictwo wojskowe zostało poderwane w związku z wykryciem drona zbliżającego się do polskiej granicy.

– Z ostatnich informacji sprzed chwili jakie mam, to najprawdopodobniej w niedalekiej odległości od naszej granicy ten dron bądź został zwalczony, bądź uderzył w cel – mówił.

Maszyna została zneutralizowana zaledwie 4 kilometry od granicy. Po godzinie 12:00 DORSZ przekazało, że operowanie lotnictwa dobiegło końca.

"Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej" – poinformowało dowództwo, dodając, że nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP.

Dwa alerty RCB w niecały kwadrans

Równolegle działało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. O godzinie 11:44 do mieszkańców województw podkarpackiego i lubelskiego trafił pierwszy alert: "Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo" – napisano w wiadomości.

Piętnaście minut później, o 11:59, RCB rozesłało drugi, ostrzejszy komunikat: "Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb" – ostrzegło centrum. Takie komunikaty bywają różnie odbierane.

Drugi alert objął konkretne powiaty obu województw, między innymi Rzeszów, Przemyśl i Krosno na Podkarpaciu oraz Lublin, Chełm i Zamość na Lubelszczyźnie wraz z okolicznymi gminami. Rozległ się też dźwięk syren. Wystarczy przypomnieć sytuację, gdy latem alert RCB wywołał panikę z samego rana, Polacy aż zablokowali stronę MSWiA.

Prezydent Łodzi: emocje są zrozumiałe

Do sprawy odniosła się też prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Na Facebooku napisała, że i ją zaskoczył huk, który rozległ się w mieście. "Wasze emocje są jak najbardziej zrozumiałe. Trzeba jednak pamiętać, że takich zdarzeń nie da się wcześniej zaplanować ani uprzedzić mieszkańców" – poinformowała.

"To, co możemy zrobić, to zachować spokój, nie ulegać dezinformacji i wspierać działania Wojska Polskiego. I pamiętajmy jeszcze o jednej rzeczy: to, co dla nas było dziś kilkoma sekundami niepokoju, dla naszych ukraińskich przyjaciół jest codziennością" – napisała.

Prezydentka przywołała też słowa ministra obrony narodowej Cezarego Tomczyka, wypowiedziane tego dnia w Sejmie, o tym, że Rosja stanowi zagrożenie, Ukraina jest ofiarą agresji, a kraje NATO i Unii Europejskiej pozostają sojusznikami Polski. "Pomoc Ukrainie nie jest żadną dobroczynnością. Jest inwestycją w nasze własne bezpieczeństwo" – podsumowała.