
W czwartek przed południem mieszkańcy Łodzi usłyszeli dwa potężne wybuchy. Zatrzęsły się okna, ściany bloków, wiele osób było przerażonych. Wyjaśnienie przyszło po kilkunastu minutach.
Wszystko wydarzyło się tuż przed godziną 12:00, gdy trwała operacja wojskowa związana z rosyjskimi uderzeniami na Ukrainę. Huk słyszeli niemal jednocześnie mieszkańcy Łodzi i okolicznych miejscowości, m.in. Koluszek, Aleksandrowa Łódzkiego, Zgierza i Brzezin.
Ludzie byli przerażeni. Nie wiedzieli, co się dzieje
Na Widzewie wybuch był na tyle silny, że ludzie wybiegali z mieszkań. "Zatrzęsła się ziemia, odleciały wszystkie ptaki z okolicy, koń sąsiada chciał wyskoczyć przez ogrodzenie, a mój dom się zatrząsł" – opisał na platformie X łodzianin, relacjonując sytuację przy ulicy Kosodrzewiny.
Podobne wrażenia mieli mieszkańcy Bałut. "Aż zatrzęsł się mocno blok razem z oknami" – napisała internautka, dodając, że nie wiedziała, co się stało, i był to dla niej "przerażający moment". "Niefajne uczucie" – stwierdziła inna.
Co spowodowało wybuchy?
Sprawę udało się szybko wyjaśnić dzięki policji. Podkom. Kamila Sowińska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi przekazała mi, że wybuchy miały związek z działaniami wojska. – Przekroczenie bariery dźwięku przez odrzutowce – powiedziała przez telefon. Informację potwierdziło też Dowództwo Operacyjne RSZ.
Podobny komunikat wydał Łódzki Urząd Wojewódzki. "Związany był on z przekroczeniem bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe" – poinformował urząd, dodając, że maszyny poderwano w związku z koniecznością zabezpieczenia polskiej przestrzeni powietrznej.
Szczegółów dostarczył naoczny świadek, który ma kontakty z położoną obok Łodzi bazą wojskową. "Dwa F16 z Łasku wystartowały alarmowo, para dyżurna" – napisano na profilu Spotted: Widzew.
Myśliwce wystartowały z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku i przyspieszając nad województwem łódzkim, osiągnęły prędkość dźwięku (ok. 1235 km/h). Gdy samolot ją przekracza, przed sobą spycha falę uderzeniową powietrza, która przy przełamaniu bariery rozchodzi się jako fala akustyczna, słyszalna z ziemi jako huk przypominający wybuch.
Samoloty najwyraźniej leciały niżej niż zwykle stąd dźwięk był bardzo wyraźny. "Sonic boom" z charakterystycznym stożkiem powietrza można zobaczyć i usłyszeć na nagraniu poniżej.
Rosja znów atakuje Ukrainę. Wojsko stale w gotowości
Do operacji doszło w związku z rosyjskimi uderzeniami dronów na zachodnie terytorium Ukrainy. Naziemne systemy obrony powietrznej osiągnęły stan gotowości, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do mieszkańców Podkarpacia i Lubelszczyzny dwa kolejne alerty.
To kolejna taka sytuacja w ostatnich tygodniach, choć zwykle zdarzało się to w godzinach nocnych lub porannych. Jak relacjonują mieszkańcy tych regionów, alerty RCB przychodzą tu co noc i człowiek nie wie już, co z tym zrobić.
DORSZ uruchomiło niezbędne siły i środki za pośrednictwem Centrum Operacji Powietrznych (Dowództwa Komponentu Powietrznego). Komunikat pojawił się około godziny 11:40. "Naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – czytamy w komunikacie.
Zobacz także
Chodziło o drona przy granicy. Zagrożenie już minęło
Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski powiedział w TVN24, że lotnictwo wojskowe zostało poderwane w związku z wykryciem drona zbliżającego się do polskiej granicy.
– Z ostatnich informacji sprzed chwili jakie mam, to najprawdopodobniej w niedalekiej odległości od naszej granicy ten dron bądź został zwalczony, bądź uderzył w cel – mówił.
Maszyna została zneutralizowana zaledwie 4 kilometry od granicy. Po godzinie 12:00 DORSZ przekazało, że operowanie lotnictwa dobiegło końca.
"Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej" – poinformowało dowództwo, dodając, że nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP.
Dwa alerty RCB w niecały kwadrans
Równolegle działało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. O godzinie 11:44 do mieszkańców województw podkarpackiego i lubelskiego trafił pierwszy alert: "Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo" – napisano w wiadomości.
Piętnaście minut później, o 11:59, RCB rozesłało drugi, ostrzejszy komunikat: "Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb" – ostrzegło centrum. Takie komunikaty bywają różnie odbierane.
Drugi alert objął konkretne powiaty obu województw, między innymi Rzeszów, Przemyśl i Krosno na Podkarpaciu oraz Lublin, Chełm i Zamość na Lubelszczyźnie wraz z okolicznymi gminami. Rozległ się też dźwięk syren. Wystarczy przypomnieć sytuację, gdy latem alert RCB wywołał panikę z samego rana, Polacy aż zablokowali stronę MSWiA.
Prezydent Łodzi: emocje są zrozumiałe
Do sprawy odniosła się też prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Na Facebooku napisała, że i ją zaskoczył huk, który rozległ się w mieście. "Wasze emocje są jak najbardziej zrozumiałe. Trzeba jednak pamiętać, że takich zdarzeń nie da się wcześniej zaplanować ani uprzedzić mieszkańców" – poinformowała.
"To, co możemy zrobić, to zachować spokój, nie ulegać dezinformacji i wspierać działania Wojska Polskiego. I pamiętajmy jeszcze o jednej rzeczy: to, co dla nas było dziś kilkoma sekundami niepokoju, dla naszych ukraińskich przyjaciół jest codziennością" – napisała.
Prezydentka przywołała też słowa ministra obrony narodowej Cezarego Tomczyka, wypowiedziane tego dnia w Sejmie, o tym, że Rosja stanowi zagrożenie, Ukraina jest ofiarą agresji, a kraje NATO i Unii Europejskiej pozostają sojusznikami Polski. "Pomoc Ukrainie nie jest żadną dobroczynnością. Jest inwestycją w nasze własne bezpieczeństwo" – podsumowała.






