
– To mnie wykańcza. Mam mnóstwo pozaczynanych seriali i rozpoczętych książek. Niczego nie jestem w stanie skończyć – żali się Ewa. Nie jest jedyna. – Nie potrafię już utrzymać uwagi na jednej rzeczy dłużej niż dwie minuty – przyznaje Kamila. Dlaczego nasze mózgi ciągle szukają bodźców? O tym coraz powszechniejszym problemie rozmawiamy z socjologiem dr. Maciejem Dębskim.
Ewa tęskni za dawną sobą. Kiedyś dobry thriller wystarczał, żeby na te dwie godziny zapomniała o świecie. Lubi mroczne historie i w książce, i na ekranie. Pamięta czasy, kiedy potrafiła całkowicie zanurzyć się w fabule.
– Kilka razy przypaliłam garnek, bo zapomniałam, że coś w ogóle gotuję. Innym razem zupełnie świadomie poświęciłam ciasto, wolałam już, żeby wyszedł zakalec, niż miałabym oderwać się od telewizora – wspomina ze śmiechem.
Jak była mała, rodzice zrobili jej zdjęcie: siedzi na kanapie, brwi uniesione, oczy duże, otwarta szeroko buzia. Ma je do dziś w albumie.
– Zwroty akcji wbijały mnie w fotel. Na "Titanicu" zachciało mi się do toalety. Nie poszłam – opowiada niemal z dumą.
Ale dziś do śmiechu już jej nie jest.
Tęskni za tymi motylami w brzuchu, które pojawiały się, kiedy czytała książkę i nie mogła doczekać się, co wydarzy się dalej. Palec, ślina, następna strona.
Za tym napięciem, kiedy bohaterowi ktoś przystawiał pistolet do skroni i nie wiadomo było, czy przeżyje.
– A dziś? Dziś to niemożliwe – Ewa prawie płacze. – Nawet na najbardziej trzymającym w napięciu filmie po dziesięciu minutach sięgam po telefon. Czasem sprawdzam, co to za aktor gra, czasem w wiadomości wchodzę, a innym razem bezsensownie scrolluję. Potem patrzę, a już pół godziny minęło.
Ewa od dawna nie ma programów telewizyjnych, ogląda filmy w streamingu.
– Nie mam poczucia, że coś stracę, bo mogę to obejrzeć kolejny raz albo w częściach. Kiedyś na film w telewizji się czekało, a teraz? Zatrzymuję sobie, scrolluję, a potem dalej oglądam. Może to też ma znaczenie? – zastanawia się głośno.
Nie chce sięgać po telefon. Próbowała nawet odkładać go do drugiego pokoju. Ale nic to nie dało. Po kilku minutach pojawiała się myśl, że może jednak coś sprawdzić. Wstawała, szła po telefon i wracała z nim na kanapę. Czasem bez konkretnego powodu.
– Nie wiem jak to wyjaśnić, ale czuję się bezpieczniej jak mam telefon pod ręką. Ale jednocześnie to mnie wykańcza. Mam mnóstwo pozaczynanych seriali i rozpoczętych książek. Niczego nie jestem w stanie skończyć.
Co stoi za potrzebą dotknięcia ekranu, nawet bez konkretnego powodu?
Jak tłumaczy dr Maciej Dębski, socjolog i prezes fundacji Dbam o Mój Zasięg, w dużej mierze odpowiada za to konkretny mechanizm.
– Jednym z głównych mechanizmów jest wyuczony nawyk sprawdzania. Wielokrotnie doświadczaliśmy, że odblokowanie telefonu przynosi coś nowego: wiadomość, ciekawostkę, reakcję na nasz wpis. Z czasem ten gest może pojawiać się automatycznie, zanim zdążymy pomyśleć, po co właściwie sięgamy po urządzenie. Badacze opisują ten mechanizm jako krótkie, powtarzalne sprawdzanie łatwo dostępnych, zmieniających się treści. Takie sprawdzenie potrafi też uruchomić dłuższe korzystanie: zaglądamy na chwilę do wiadomości, a kończymy na przeglądaniu kolejnych aplikacji – odpowiada.
Jak mówi dalej, znaczenie ma również oczekiwanie: może ktoś napisał, może wydarzyło się coś ważnego, może czeka na mnie coś przyjemnego.
– Dlatego nawet interesująca książka nie musi powstrzymać tego odruchu. Nasza uwaga naturalnie się zmienia, a krótka przerwa między akapitami czy spokojniejsza scena mogą stać się okazją do wykonania dobrze znanego gestu.
dr Maciej Dębski
socjolog, prezes fundacji Dbam o Mój Zasięg,
Z podobnym problemem mierzy się Kamila. Na stoliku obok łóżka rośnie wieża z książek. Wszystkie rozpoczęte. Żadna nieprzeczytana do końca. Na wierzchołku leży telefon.
Mówi, że pierwsze kilka stron idzie świetnie. Potem jej ręka sama wędruje do smartfona.
– Wystarczy pięć minut na Instagramie i mój mózg jest już w innym świecie. Kiedy wracam do książki, to z kolei gubię wątek. Denerwuję się i ją odkładam. Następnego dnia sięgam po kolejną. Łudzę się, że tamta po prostu była nudna – opowiada.
Z czasem zauważyła, że podobnie jest z filmami. Nawet jeśli coś ją naprawdę interesuje, to po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach zaczyna zerkać na telefon. Zdarza się, że bardziej niż sam film zaczyna ją zajmować to, co dzieje się na drugim ekranie.
Trudniej jest jej też po prostu porozmawiać przez telefon. Kiedy dzwoni przyjaciółka, Kamila coraz częściej włącza głośnik i w tym samym czasie zaczyna sprawdzać wiadomości albo przeglądać telefon. A przecież kiedyś mogły rozmawiać godzinami!
Teraz sama rozmowa to po prostu dla niej za mało.
– Nie potrafię już utrzymać uwagi na jednej rzeczy dłużej niż dwie minuty. To mnie dobija – przyznaje.
Socjolog: "Postanowienie "bardziej się skupię" bywa niewystarczające"
Czy nawykowe zerkanie w ekran w trakcie lektury to tylko kwestia "rozleniwionej" uwagi, czy sygnał głębszej zmiany społecznej? – z tym pytaniem wracam do socjologa.
– Określenie "rozleniwiona uwaga" jest moim zdaniem zbyt upraszczające – oponuje ekspert. – Jako socjolog widzę tutaj również zmianę sposobu organizowania codzienności. W jednym urządzeniu mamy pracę, rodzinę, znajomych, wiadomości i rozrywkę. Czytając książkę, pozostajemy więc potencjalnie dostępni dla wszystkich tych spraw jednocześnie.
Jak tłumaczy, na naszą uwagę wpływa również presja, by pozostawać w kontakcie i szybko odpowiadać.
– Zdarza się, że brak reakcji na wiadomość jest odczytywany jako lekceważenie, a wieczorna dostępność staje się niepisanym oczekiwaniem zawodowym. Badania nad presją pozostawania dostępnym wskazują, że może ona utrudniać kontrolowanie własnego korzystania z telefonu i ograniczać poczucie autonomii. Możemy siedzieć na kanapie z książką i jednocześnie pozostawać w gotowości do reagowania na cudze potrzeby.
Ale – jak zauważa dr Dębski – znaczenie ma także samo otoczenie cyfrowe, które stale proponuje kolejną treść i kolejną aktywność.
– W takich warunkach odpoczynek łatwo dzieli się na krótkie fragmenty. Przerywamy lekturę, sprawdzamy wiadomość, wracamy do tekstu, ponownie szukamy wątku. To pomaga zrozumieć, dlaczego samo postanowienie "bardziej się skupię" bywa niewystarczające.
I wreszcie: higiena cyfrowa, zdaniem socjologa, nie jest wyłącznie sprawą jednostki.
– Ma także wymiar społeczny: potrzebujemy uzgodnień w rodzinach i miejscach pracy, kiedy odpowiadamy na wiadomości i kiedy możemy spokojnie być niedostępni.
"Muszę się dopalić"
Bardzo dobrze rozumiem moje bohaterki, bo sama mam podobnie. Kiedyś znajoma nieśmiało wyznała mi, że nawet podczas oglądania mocnego serialu potrzebuje dodatkowych bodźców.
– "Wiesz, kiedy oglądam nawet jakiś mocny serial, to muszę się dopalić" – dokładnie tak to brzmiało.
Wieczorem włącza serial, ale jej uwaga co chwilę przeskakuje między ekranami. Raz sprawdza wiadomości, raz przegląda aplikację zakupową, za chwilę odpisuje komuś na komunikatorze.
To jej "muszę się dopalić" zostało mi w głowie.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Wracam więc do eksperta z prośbą o radę. Bo historie Ewy, Kamili i mojej znajomej wcale nie są odosobnione. Co możemy z tym zrobić? – Zacząłbym od zauważenia momentu, w którym pojawia się odruch. Czy sięgam po telefon, bo poczułem wibrację, natrafiłem na trudniejszy fragment, przypomniałem sobie o pracy, czy po prostu przez chwilę zrobiło się spokojniej? Taka obserwacja pomaga dobrać rozwiązanie do przyczyny – proponuje dr Maciej Dębski.
Jak mówi dalej, warto zacząć od przygotowania warunków do skupienia.
– Na czas lektury odłożyć telefon poza zasięg ręki, najlepiej do innego pomieszczenia, i ograniczyć zbędne powiadomienia. Jeżeli musimy być dostępni dla bliskich, można zostawić możliwość odbierania ważnych połączeń. Samo wyłączenie powiadomień może jednak nie wystarczyć: w jednym z eksperymentów nie zmniejszyło częstotliwości sprawdzania telefonu. Dlatego zmianę ustawień warto połączyć ze zmianą codziennych przyzwyczajeń – radzi.
Jak zacząć? Dębski proponuje, żeby nie stawiać sobie od razu poprzeczki zbyt wysoko.
– Na początek proponowałbym niewielki, realny odcinek: na przykład dziesięć lub piętnaście minut czytania bez sprawdzania innych treści. Z czasem można go wydłużać. Gdy pojawi się ochota zajrzenia w ekran, spróbujmy ją zauważyć, odczekać chwilę i wrócić do zdania. Pojawienie się impulsu nie oznacza, że musimy od razu za nim podążyć. Jeśli przerwiemy lekturę, możemy po prostu ponownie do niej wrócić.
To jednak nie musi być wyłącznie indywidualne ćwiczenie. Ekspert zwraca uwagę także na nasze otoczenie.
– Pomaga także jasne uzgodnienie z otoczeniem: "Teraz czytam, odpowiem później" albo "Oglądamy razem film i odkładamy telefony". Warto przyjrzeć się również zmęczeniu i jakości snu. Spokojne skupienie potrzebuje zarówno praktyki, jak i warunków, w których rzeczywiście możemy odpocząć.





