
– Istnieje realne ryzyko, że na teren któregoś z państw lub kilku państw NATO na wschodniej flance mogą wlatywać drony lub innego typu pociski, dokonywać nawet zniszczeń i oficjalna narracja będzie taka, że jest to przypadek i że nie ma powodu, aby ktokolwiek myślał o jakiejś odpowiedzi – powiedział w czwartek w Sejmie premier Donald Tusk.
Szef rządu przemawiał w Sejmie w czwartek po południu (17 września). Wcześniej tego samego dnia dron z napędem odrzutowym spadł lub został zniszczony 4 km od granicy polskiej po stronie ukraińskiej. Polskie wojsko znów poderwało myśliwce, w Łodzi było słychać dwa huki, a do mieszkańców wschodnich regionów wysłano alerty RCB.
– Chcę przedstawić najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższych kilka miesięcy, ponieważ jest to scenariusz zakładający poważne zdarzenia i wymagający od nas skupienia, powagi i przede wszystkim mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów – powiedział szef rządu.
Donald Tusk w Sejmie o "najbardziej prawdopobnym scenariuszu" ws. Rosji
Zaznaczył, że "szczególnie ostatnie ataki blisko polskiej granicy budzą niepokój" i to wymaga "dokładnej informacji o przewidywanym biegu zdarzeń, bo obywatelki i obywatele mają prawo wiedzieć, jakiego scenariusza można się spodziewać na podstawie danych dziś dostępnych". Jak dodał, "w ocenie wywiadów w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę". – O tych możliwościach wspominano od dłuższego czasu. Dzisiaj te informacje są bardzo spójne i niestety przekonujące – powiedział. Wystarczy przypomnieć rosyjskie drony nad Polską we wrześniu 2025.
– My w jakimś sensie już jesteśmy tego ofiarami, ponieważ ostatnie ataki blisko naszej granicy były właśnie z użyciem dronów odrzutowych, oczywiście uzbrojonych. Musimy zdać sobie sprawę, że zapowiedzi niektórych liderów globalnych o tym, że Rosja jest gotowa do swego rodzaju rozejmu, żeby nie niszczyć infrastruktury energetycznej na Ukrainie, że te zapowiedzi się nie spełniły. To znaczy od czasu, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych poinformował, że Rosja zapewniła go, że jest gotowa taki częściowy rozejm honorować razem z Ukrainą – mówił.
Nawiązał w ten sposób do poniedziałku, gdy Donald Trump ogłosił porozumienie, a Wołodymyr Zełenski błyskawicznie zareagował na "zgodę Ukrainy i Rosji".
Premier przekazał, że "istnieje realne ryzyko, że na teren któregoś z państw lub kilku państw NATO na wschodniej flance mogą wlatywać drony lub innego typu pociski i nawet dokonywać zniszczeń". – I oficjalna narracja (Rosji – red.) będzie taka, że jest to przypadek i że nie ma powodu, aby ktokolwiek myślał o jakiejś odpowiedzi ze strony NATO – stwierdził. Jak zaznaczył, wszystko po to, "aby paraliżować albo przynajmniej osłabiać motywację państw NATO, aby stosować przepisy natowskie w przypadku agresji na któryś z krajów członkowskich". To, że nie jest to czysta teoria, pokazał wtorek, kiedy dron nad Litwą został zestrzelony przez myśliwce NATO, a Polska poderwała własne maszyny.
Zobacz także
"Rosja nie jest gotowa do żadnej poważnej rozmowy na temat rozejmu"
Tusk podkreślił ponadto, że późna jesień i zima będą najbardziej krytycznym momentem w wojnie Rosji z Ukrainą. Nawiązał też do nowego elementu zagrożenia ze strony Moskwy, jakim są wspomniane już drony odrzutowe. – Rosja zdecydowała się na nową strategię wojny. Przede wszystkim jej celem jest dziś zniszczenie w możliwie dużej skali gospodarki i logistyki Ukrainy. Spodziewane są ciągłe uderzenia o bardzo dużej częstotliwości i intensywności na sześć głównych miast ukraińskich – powiedział.
Celem Kremla ma być także infrastruktura kolejowa – przypomnijmy, że w minioną niedzielę rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa zaledwie 2 km od granicy z Polską. – W zamyśle rosyjskim, według analiz, jest zniszczenie po stronie ukraińskiej, a poprzez incydenty być może także po stronie polskiej czy mołdawskiej, przejść granicznych drogowych i kolejowych. To będzie na przykład oznaczało, że przy zniszczeniu infrastruktury energetycznej Ukrainy nasza akcja, czyli generatory i paliwo, nie będzie mogła być przeprowadzona, bo nie będzie przejść granicznych i nie będzie logistycznej możliwości – ocenił.
I dodał, że "Rosja nie jest gotowa do żadnej poważnej rozmowy na temat rozejmu czy przerwania ognia, nie mówiąc o pokoju, bez de facto kapitulacji Ukrainy". W ocenie premiera Kreml – przynajmniej do końca zimy – nie jest zainteresowany żadnymi rozmowami i Rosjanie są "przekonani, że zima będzie tragicznie krytyczna dla Ukrainy".
Szef rządu przekazał też, że żołnierze dwóch pułków saperów realizują zadania, dzięki którym wzmocnione będą posterunki i infrastruktura w pobliżu granicy Polski z Ukrainą. – Rozwinęliśmy system obrony przeciwlotniczej na sześciu przejściach granicznych i uzupełniliśmy nasze możliwości o kolejne stanowisko dowodzenia i jedno stanowisko radiolokacyjne – poinformował.
I dodał: – Artykuł 5 NATO, lojalność sojusznicza, wierność zobowiązaniom musi stać się naszym markowym znakiem. Wszyscy nasi sojusznicy muszą widzieć, że na Polskę można zawsze liczyć. Naprawdę chcemy i potrzebujemy lojalności sojuszników, takiej pewności, że gdyby Rosji przyszło do głowy coś więcej niż incydent, to naprawdę możemy liczyć na szybką i skuteczną reakcję całego bloku, że nie zostaniemy sami. (...) Szczucie na UE, na naszych sojuszników, Ukraińców jest wprost wykonywaniem strategii rosyjskiej. Wszyscy to muszą wreszcie zrozumieć.






