Atak na pociąg Kijów-Warszawa. Po lewej stronie: osoby uciekające z pociągu. Po prawej: pracownicy kolei w kamizelkach, dym w tle
Rosja zaatakowała pociąg relacji Kijów-Warszawa. Fot. Zrzut ekranu / X / The Kyiv Independent / Telegram

Rosyjskie ataki na Ukrainę niebezpiecznie zbliżyły się do polskiej granicy. Ukraińskie Koleje Państwowe poinformowały o kolejnym incydencie blisko granicy z Polską. Rosyjski dron zaatakował pociąg, który jechał do Warszawy.

REKLAMA

"Dwa kilometry od granicy z Polską Rosjanie uderzyli w lokomotywę pociągu pasażerskiego" – poinformowały Ukraińskie Koleje Państwowe w niedzielę rano (13 września).

"Grupa monitorująca ataki z wyprzedzeniem ostrzegła drużynę konduktorską przed nadciągającym niebezpieczeństwem, dzięki czemu nikt nie ucierpiał" – czytamy w komunikacie przewoźnika.

Pociąg przemieszczał się na trasie Kijów-Warszawa. "Po uderzeniu w lokomotywę w Jagodzinie wysłaliśmy już pociągi zarówno do Warszawy, jak i w kierunku powrotnym, jednak opóźnienia są znaczne" – przekazały Ukraińskie Koleje Państwowe około południa.

Rosja celuje prosto w granicę. Incydenty kilkaset metrów od Polski

W trakcie nocnych ataków na Ukrainę, kilkaset metrów od przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin, doszło do jeszcze jednego incydentu – pocisk spadł na ciężarówkę. Do sprawy odniósł się szef MSWiA, Marcin Kierwiński: "Rosyjskie terrorystyczne ataki. Najpierw opodal przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin, a potem na osobowy pociąg przy polskiej granicy. Wydarzenia te traktujemy z najwyższą powagą. Sytuacja jest na bieżąco monitorowana. Rosja to wróg wolnego świata" – czytamy w jego wpisie na X.

Kwestię przygranicznych ataków skomentował także szef ukraińskiego MSZ, Andrii Sybiha. "To terroryzm Putina, który 'puka' bezpośrednio do drzwi UE i NATO. Rosyjscy barbarzyńcy stoją u waszych bram, drodzy partnerzy" – stwierdził polityk.

Rosyjskie ataki w nocy z 12 na 13 września

"Nad ranem nasze systemy odnotowały atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Jeden z nich uderzył 1 km od granicy z Polską, drugi 5 km" – poinformował na X Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dalsza część artykułu poniżej.

Szef MON potwierdził wcześniejsze doniesienia (przekazywane m.in. przez Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych) o tym, że w trakcie ataków nie doszło do naruszenia polskiej granicy. Wskazał też, że wojsko było przygotowane na ewentualne incydenty w związku z rosyjskim natarciem: "Polskiej strefy powietrznej pilnowały samoloty F16, śmigłowce i samolot rozpoznania powietrznego SAAB".

O "zagrożeniu atakiem" poinformowało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. "UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Udaj się w bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów" – taki alert RCB został nadany w powiatach włodawskim, łęczyńskim, świdnickim, chełmskim, krasnostawskim i w mieście Chełm.

Około trzydziestu minut po ogłoszeniu alarmu został on odwołany. Mieszkańcy zgłaszali służbom huki i wybuchy w związku z nocnymi wydarzeniami. Wygląda jednak na to, że słyszane przez nich dźwięki mogły być związane z przekraczaniem prędkości dźwięku przez samoloty reagujące na zagrożenie (tzw. zjawisko sonic boom), a nie ewentualnym upadkiem rosyjskich pocisków na terytorium Polski.